Skoro jednak minister finansów jest niewinny (bo zapisał, co miał do zapisania w budżecie), to znając śledcze zapędy parlamentarzystów (skądinąd ciekawe, dlaczego nie powstała jeszcze komisja śledcza ds. kryzysu), wkrótce trafią oni na trop szefa resortu obrony. Bo nie wydał tych pieniędzy. Nie wiadomo wprawdzie, czy miał co wydawać, ale ustawa złamana i winny musi być. A Bogdan Klich się nadaje, bo czasem zdaje się żyć w innym świecie. Ot, w środowym wywiadzie dla Reutera wyznał, że kryzys ułatwi mu proces profesjonalizacji armii, bo jak zapanuje duże bezrobocie, to będzie miał wielu chętnych do wojska. Aż strach pomyśleć, jak byśmy sobie z profesjonalizacją armii poradzili, gdyby kryzys gospodarczy nie nadszedł, a PKB rosłby o 6 albo, nie daj Boże, o 8 proc.
Kłopotami finansowymi MON zaniepokoił się szef Biura Bezpieczeństwa
Narodowego Aleksander Szczygło. We wczorajszym komunikacie informuje, że
zwierzchnik sił Zbrojnych, czyli prezydent, jest zaniepokojony i że szef BBN
zażąda od szefa MON informacji dla prezydenta w tej sprawie. Wydawanie
komunikatu o zamiarze zapytania wyraźnie wskazuje, że właśnie o pytanie (jak
najgłośniejsze) chodzi, a nie o odpowiedź. I tak jedni politycy pytają, inni
straszą trybunałem, jeszcze inni tłumaczą ustawowe zawiłości (jacy posłowie,
takie ustawy chciałoby się powiedzieć) — widać, że walka z kryzysem
gospodarczym, zwanym też spowolnieniem, idzie na całego. Kryzys już się powinien
bać, bo z naszymi politykami jeszcze nikt nie wygrał. Nawet zdrowy rozsądek.