Komentarz DF Xelion: Ceny złota zwyżkują

DF Xelion
opublikowano: 2008-06-20 18:52

Mijający tydzień na polskiej giełdzie upłynął pod znakiem wygasającej czerwcowej serii kontraktów terminowych na WIG20 (w piątek wygasały również czerwcowe opcje i kontrakty na wielu rynkach globalnych). W ujęciu tygodniowym polskie „blue-chipy” zakończyły tydzień ze stratą 1,4 proc. (2687 pkt), podobnie zachowały się małe i średnie spółki – mWIG40 stracił w minionym tygodniu tylko 2,4 proc. (2826 pkt), tylko sWIG80 zyskał ale zaledwie 0,1 proc (11939 pkt). Indeks szerokiego rynku WIG zakończył notowania na poziomie 42987 pkt  tracąc 1,5 proc.

Najwięcej działo się na sesji czwartkowej, WIG20 na początku sięgnął poziomu 2625 pkt, znacznie poniżej wsparcia na poziomie 2669 pkt (dołek „intraday” ze stycznia br.), które to wsparcie kilkakrotnie w ciągu ostatnich dni udawało się obronić, niestety tylko do czwartku. Bardzo szybko jednak strona popytowa wyprowadziła indeks w kierunku solidnych plusów, kontynuacja nastrojów niestety nie nastąpiła w czasie sesji piątkowej, przyczyniło się do tego ujemne otwarcie za oceanem i negatywna końcówka notowań w Eurolandzie.

Abstrahując od poziomów indeksów na naszym parkiecie, nienajlepsza sytuacja rynkowa daje się we znaki nie tylko inwestorom, ale też prezesom spółek planujących w najbliższym czasie pozyskanie kapitału z GPW (m.in. producent klamek Gamet czy też Hefal zajmujący się budową sztucznych lodowisk). Muszą oni odkładać w czasie giełdowe debiuty z powodu nikłego zainteresowania szczególnie ze strony funduszy inwestycyjnych, które na chwilę obecną nie dysponują dużą ilością wolnego kapitału. Lepszy humor powinni mieć z kolei akcjonariusze polskich banków, w piątkowym komunikacie Komisja Nadzoru Finansowego przedstawiła dobre perspektywy jeśli chodzi o wyniki finansowe branży bankowej. Pozostaje tylko pytanie, kiedy te informacje zostaną zdyskontowane w celach walorów polskich banków, które na dzień dzisiejszy są po prostu tanie (wskaźnik cena/zysk dla indeksu WIG-banki - około 12 wobec 25 pod koniec zeszłego roku).

Wracając do minionego tygodnia, nie można zanegować faktu, iż WIG20 ustanowił (w cenach „intraday”) wcześniej wspomniany dołek na poziomie 2625 pkt, miejmy nadzieję iż okaże się on znacznie mocniejszym wsparciem niż dołek styczniowy. W przeciwnym wypadku zasięg spadków może sięgnąć poziomu 2550 pkt (dołki z czerwca 2006 r.), co jednak wcale nie musi się sprawdzić, jeśli otoczenie globalne będzie w najbliższym czasie nastrajać pozytywnie. Impulsem determinującym stronę popytową byłoby z pewnością zasłonięcie przez WIG20 „luki bessy” z początku poprzedniego tygodnia i powrót do poziomu 2850 pkt. Na to jednak potrzebne są silne impulsy przede wszystkim zza oceanu.

Europa Zachodnia

Drożejąca ropa, nienajlepsze wieści z sektora finansowego, a także wygasające czerwcowe opcje i kontrakty na wielu rynkach globalnych – to główni animatorzy wydarzeń w mijającym tygodniu na giełdach Starego Kontynentu. Główne zachodnioeuropejskie indeksy w ujęciu tygodniowym zgodnie wylądowały na sporych minusach. Po w miarę pozytywnym początku tygodnia od środy nastroje inwestorów ulegały pogorszeniu. Kolejne złe sygnały docierały z europejskich banków, globalny rekordzista w kwestii strat na rynku „sub-prime”, szwajcarski bank UBS, może według analityków JP Morgan wpisać w straty kolejne 5 mld franków, co jeszcze pogorszy jego tegoroczny wynik finansowy. Podobnych wieści zdaniem analityków Goldman Sachs można oczekiwać również z niemieckiego Deutsche Banku. Zły wpływ na kondycję wielu koncernów może mieć także drożejąca ropa, analitycy Morgan Stanley obniżyli tegoroczną prognozę zysków branży lotniczej właśnie w związku z rosnącymi kosztami paliwa, które ma przecież duży udział w strukturze kosztów całej branży transportowej.

Piątkowe ujemne otwarcie amerykańskich indeksów nie poprawiło nastrojów zachodnioeuropejskich inwestorów. W nadchodzącym tygodniu rynki Eurolandu będą tradycyjnie uzależnione od wydarzeń zza oceanu , ewentualna poprawa sentymentu globalnego może mieć wpływ na poprawę poziomów indeksów na Starym Kontynencie.

Europejskie Rynki Wschodzące

Miniony tydzień na europejskich rynkach wschodzących wpisał się w atmosferę, która gości w regionie od kilku tygodni. Cały region oprócz Rosji zakończył tydzień na minusach. Inwestorzy wykazują się zwiększoną awersją do ryzyka, spowodowaną przez sytuację gospodarczą na świecie oraz rosnące prawdopodobieństwo stagflacji. Inflacja, która przez pewien czas była ignorowana przez inwestorów powoli staje się tematem dominującym. Prezydent Ukrainy w środę dał do zrozumienia, że inflacja nie może być jedynym celem polityki monetarnej Ukrainy, gdyż jej skuteczność w walce z inflacją jest znikoma, „inflacja zależy jedynie w 10 proc. od czynników monetarnych. Jako iż większość czynników jest nie monetarna, błędem jest próba ograniczania inflacji jedynie środkami właśnie tej polityki. Takie próby kończą się jedynie szkodą dla wzrostu gospodarczego". Nie jest to głos odosobniony, wielu polityków twierdzi, że walka z inflacją może spowodować zdecydowane osłabienie gospodarki, a efekty takiej polityki w walce ze wzrostem cen są wątpliwe. Również w środę, okazało się, że Węgry zwyciężyły w walce o inwestycje Daimler- Benz pokonując Polskę, Rumunię i Serbię. Z danych makro opisujących aktywność gospodarczą w regionie, otrzymaliśmy informację o sprzedaży detalicznej w Czechach w kwietniu, która wzrosła o 4,6% rdr, przy oczekiwaniach analityków 5,6% rdr. W piątek słoweńska STA poinformowała, że nabywcą giełdy w Lublanie będzie Wiener Borse, która ma ambicje bycia liderem w regionie.

Stany Zjednoczone 

Miniony tydzień od strony analizy Ichimoku wygenerował sygnały sprzedaży na większości indeksów USA. Jeżeli dojdą nieciekawe informacje makro to możemy zaliczyć słaby wstęp w drugie półrocze, na które przecież tak wszyscy liczą- przynajmniej sloganowo. W każdym razie potencjał złych informacji buduje zasoby. Niby najgorsze sektor finansowy ma już za sobą (takie są prognozy), jednak wciąż paraliżuje potencjalne wzrosty. Zbliżają się dane za drugi kwartał, okaże się jak i w którą stronę przebiega ewolucja problemu.

Jako ciekawostkę i chyba dosyć typowe zachowanie na warunki amerykańskie można podać fakt, potencjalnego sądownego pozywania się wzajemnie instytucji finansowych. Co może być powodem? Brak dokładnej informacji o wysokim ryzyku związanym z inwestycjami w m.in. CDO’s (obligacje oparte na kredytach hipotecznych), które to jak wiadomo doprowadziły większość świata finansjery USA do poważnych kłopotów. Brzmi to trochę śmiesznie, gdyż takie ryzyko wpisane było od początku powstawania takich instrumentów finansowych. Przecież właśnie z powodu krachu na tym rynku. John Paulson, wygenerował dla swoich klientów potężną stopę zwrotu w zarządzanym funduszu. W czerwcu 2006 postawił na upadek rynku tych obligacji, więc jak widać nie był to fakt nieprawdopodobny. Niemniej jednak jeden z banków, których udziałowcem jest Buffet chce pozwać Deutsche Bank za brak informacji o ryzyku.
W minionym tygodniu okazało się że w kwietniu wpłynęło do USA zdecydowanie więcej kapitału niż prognozowano. Podano również wartość czerwcową indeksu Philly Fed i póki co porusza się on w obszarze recesyjnym, jednak wciąż w założonych przez nas granicach.

Raporty swoje opublikowali m.in. Goldman Sachs i Morgan Stanley. Wyniki słabe, częściowo lepsze od prognoz, jednak to nie są gracze, którzy mogą ucierpieć najbardziej.
Piątkowa sesja to wygasanie kontraktów, więc przebieg sesji może być dojmujący.

Surowce

Kontrakty terminowe na ropę Crude zdrożały o ponad 2%, natomiast baryłka surowca kosztuje 137 dolarów. Ceny surowca nadal wahają się w przedziale 130-140 dol./bbl. Kraje OPEC obawiają się, że obecne ceny surowca mogą poważnie zaszkodzić popytowi, stąd też Arabia Saudyjska postanowiła zwiększyć wydobycie o 200 tys. baryłek dziennie. Nie wykluczone, iż na niedzielnym spotkaniu krajów eksportujących ropę zapadnie decyzja o zwiększeniu wydobycia o 500 tys. baryłek. Chiny ogłosiły w czwartek podwyżkę cen energii, co sprowadziło kontrakty na niższe poziomy. Jednak w piątek mocno osłabiający się dolar spowodował gwałtowny wzrost cen.

Miedź zanotowała wzrost cen o ponad 4%, a za tonę płaci się obecnie 8540 dolarów. Na tak duże wzrosty miały bez wątpienia protesty w Peru przeciw nałożeniu podatku od wydobycia tego surowca. Napiętnowało to obawy o wstrzymaniu prac w kopalniach w tym największym „producencie” miedzi na świecie, co przełożyło się na wzrost cen.
Ceny złota zwyżkowały w tym tygodniu o ponad 4%. Taka sytuacja ma ścisły związek z obrazem rynku walutowego, a dokładnie amerykańskiej waluty. Gwałtowna przecena dolara (-1,6% w stosunku do euro) „wyciągnęła” ceny żółtego kruszcu na poziom 907 dolarów za uncję.

Waluty

Miniony tydzień na rynku walutowym upłyną spokojnie. Najważniejszy kurs, czyli EUR/USD po przecenie z zeszłego tygodnia powoli wspinał się na coraz wyższe poziomy. W piątek udało mu się nawet przejść ponad 1,55 a więc dojść do redukcji 50 proc. spadków z ubiegłego tygodnia. Z punktu widzenia technicznego nie zmienia to obrazu sytuacji i analiza techniczna wciąż wspiera scenariusz umocnienia się dolara. W nadchodzącym tygodniu wzmocnienie może być również wygenerowane przez czynniki fundamentalne i komunikat po posiedzeniu FED. Fakt, że Bank nie zmieni obecnie obowiązującej stopy (2 proc.) jest pewny, ale spore znacznie będzie mieć komunikat opublikowany po decyzji. W końcu Bank musi zauważyć, że inflacja wzrasta i to zdecydowanie, a gospodarka nie przyspiesza tak szybko jak Ben Bernanke by sobie tego życzył. Ostatnie dane o inflacji w cenach producenta (PPI) pokazały, że rok do roku ceny wzrosły o 7,2 proc. To bardzo dużo, a wartość ta będzie w niedługim czasie przesiąkać do inflacji konsumenckiej. Równie złe dane pojawiły się w indeksach rozwoju poszczególnych regionów gospodarczych – okręgi Filadelfii i Nowego Yorku są w wybitnej recesji. Tak zła mieszanka może doprowadzić do stagflacji i byłby to najgorszy z możliwych scenariuszy. Nie byłoby zatem dziwne gdyby „jastrzębi” wydźwięk komunikatu sprowokował silne umocnienie amerykańskiej waluty nawet do poziomu ostatnich minimów,  czyli 1,53.

Wraz z umacniającym się euro wzmacniał się złoty. Kurs USD/PLN zniósł całą zwyżkę z poprzedniego tygodnia i jest już na poziomie 2,15. Dla naszej waluty kluczowym wydarzeniem będzie decyzja RPP w środę o podwyżce stóp procentowych do 6 proc. Przy obecnej pewności rynku co do decyzji należy uznać, że jest ona już zawarta w kursie i jedynie brak podwyżki może odbić się na notowaniach złotego. Równie silne umocnienie pojawiło się na parze EUR/PLN, której kurs spadł na poziom najniższe od ponad 8 lat do 3,3615. Oznacza to, że do historycznego rekordu (3,34) pozostało mniej niż 0,5 procenta.

Raport przygotował zespół Doradców Finansowych Xelion w składzie: Paweł Cymcyk, Jarosław Godyń, Michał Kurpiel, Jacek Pacholczyk, Adam Piotrowski, Tomasz Ray-Ciemięga, Piotr Trzeciak i Paweł Zawistowski.