Komentarz Jacka Zalewskiego: Unijna bezsilność

Jacek Zalewski
opublikowano: 08-01-2009, 07:16

Z epoki dawno minionej zapamiętałem dowcip: "W którą stronę naprawdę płynie  ropa w rurociągu Przyjaźń"? Takie pytanie tylko pozornie było abstrakcyjne — zawarta w nim ludowa mądrość prześmiewczo komentowała obrót handlowy wewnątrz Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (przypomnę, że było to gospodarcze ramię Układu Warszawskiego). I jeszcze drugi żart z przeszłości: "Gdy na polu PGR grad spadnie na pszenicę, żyto i owies, to  co się najpierw zbiera? Otóż — najpierw zbiera się plenum".

Tamte realia polityczne i gospodarcze teoretycznie odeszły w przeszłość, ale wciąż się odbijają czkawką. Wystarczy spojrzeć choćby na sieć ropociągów i gazociągów w naszej części Europy, najbardziej cierpiącej z powodu rosyjsko-ukraińskiego konfliktu gazowego. A tak jak niegdyś ratunkiem na wszystkie biedy była światła uchwała partyjnego plenum, dzisiaj wystraszonej perspektywą marznięcia Unii Europejskiej jedynym wyjściem jawi się kolejny szczyt energetyczny, który przyjmie równie światłe co nierealizowalne konkluzje. Wspólnota nie dysponuje żadną egzekutywą i praktycznie pozostaje bezradna, co potwierdziła wczorajsza robocza inauguracja czeskiej prezydencji. Premier Mirek Topolánek i goszczący w Pradze przewodniczący José Manuel Barroso z ogromną troską pochylili się nad problemem — i realnie to wszystko, co mogli zrobić.

Jedyną kryzysową deską ratunku okazał się pomysł skierowania międzynarodowych obserwatorów na granicę Rosji i Ukrainy, czyli stworzenia tam czegoś na kształt gazowej strefy zdemilitaryzowanej. Porównanie z Panmundżonem na 38 równoleżniku w Korei byłoby może przesadą, ale nawiązanie do terminologii wojskowej jest jak najbardziej na miejscu. Wszak w dzisiejszych czasach broń energetyczna z powodzeniem zastępuje czołgi, przynajmniej w strategii globalnej. Według wstępnych deklaracji premier Władimir Putin akceptuje pomysł z obserwatorami. Oczywiście diabeł będzie tkwił w szczegółach, jakie uprawnienia owi unijni kontrolerzy otrzymaliby od obu stron konfliktu. Ukraina musiałaby ich wpuścić także do zbiorników gazu, które pozostały na jej terytorium jeszcze z czasów ZSRR.

Pozostając zatem w oczekiwaniu na realizację idei neutralnej strefy kontrolnej, chciałem w coraz większej beczce gazowego dziegciu posmakować łyżeczki optymistycznego miodu. Oto wczoraj na wiadomość, że Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo ogranicza dostawy do  PKN Orlen (to praktycznie znaczy — do rafinerii w Płocku), rzecznik największej polskiej firmy stwierdził, że w ogóle nie ma się czym martwić, ponieważ co najwyżej "ucierpi nieco efektywność i ekonomika procesu produkcyjnego". I tak powinna trzymać cała polska gospodarka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane