Rozumiejąc i szanując domaganie się przez prezydenta informowania go o
ważnych posunięciach rządu, można jednak odwrócić rozumowanie i wymagać, aby
również głowa państwa nie ogłaszała triumfów własnych inicjatyw, pozostających
na razie abstrakcją. Akademickim przykładem może być udział Polski w budowie
bezpiecznej elektrowni atomowej Ignalina 2 na Litwie (ta klasy czarnobylskiej
zostanie wygaszona za dwa lata) oraz mostu energetycznego. Lech Kaczyński i
Valdas Adamkus mocno zawiedli się niemożnością podpisania umowy na szczycie
energetycznym w Wilnie 10-11 października, potem miało to nastąpić w naszą
przedwyborczą sobotę 20 października — i do dzisiaj nic. W ostatni piątek obaj
prezydenci ponowili zapowiedź, że atomówka tuż, tuż…
Realność litewsko-polsko-łotewsko- estońskiego projektu dzisiaj ocenią
ministrowie gospodarki czterech państw. Nad tą trudną i kosztowną inwestycją
dodatkowo wisi fatum zażartej wewnętrznej kłótni na Litwie o zasady partnerstwa
publiczno- prywatnego, czyli o wielkie pieniądze. W piątek litewski Sejm zmienił
ustawę o budowie elektrowni, ustalając w narodowej spółce proporcje akcji 61,7
do 38,3 na korzyść państwa, w czym opozycja widzi szemrane interesy. Przypomina
to polskie spory o zasady finansowania autostrad, z tym że dla Litwy projekt
Ignaliny 2 ma znaczenie wręcz egzystencjalne.
Do tego dochodzi naturalna niezgodność interesów Polski i Litwy, ponieważ jeżeli mielibyśmy wchodzić w nowoczesną Ignalinę kapitałowo, to tylko jeśli otrzymamy stamtąd 1000-1200 MW, brakujących zwłaszcza Polsce północno-wschodniej (jedyna elektrownia w tamtym rejonie to Ostrołęka). Oznaczałoby to konieczność zbudowania dużo większej atomówki, o mocy 3200 MW — co podniosłoby temperaturę wody w chłodzącym
elektrownię jeziorze o dwa, może trzy stopnie i zabiłoby tam życie. Ekologia dyskwalifikuje taką inwestycję — i kwadratura koła niemożności się zamyka.
Parasol polityczny sprzyjający biznesowi jest w erze globalizacji
standardem, ale najwyżsi decydenci nie mogą rozwierać nożyc między własnym
chciejstwem i potrzebami propagandowymi a realiami technologicznymi i
finansowymi. W tym kontekście przepływ informacji o ważnych zamierzeniach
prezydenta RP i prezesa Rady Ministrów powinien przebiegać w obie strony.
Postulat zawarty w tytule tylko pozornie, językowo jest bezsensowny. Politycznie
— wręcz przeciwnie.