Stany Zjednoczone
Iście "diabelsko" rozpoczęły ten tydzień indeksy amerykańskie. S&P500 tracił na zamknięciu poniedziałkowej sesji -6,66%.
W ostatnim komentarzu wspominałem, że po decyzji amerykańskiego kongresu o podwyższeniu ustawowego progu zadłużania się, reakcja inwestorów przemieniła się w "nieuzasadnioną panikę" i jeżeli tak ma wyglądać "euforia" po decyzji, to jak ma wyglądać panika?
Uzasadnienie poznałem w piątek wieczorem (czasu polskiego), a moja percepcja postrzegania paniki na giełdzie znacząco rozwinęła się na przestrzeni ostatnich dni.
Reakcja na historyczne obniżenie ratingu Stanów Zjednoczonych przez
S&P500 z AAA do AA+ była miażdząca. Na poniedziałkowej sesji indeksy
amerykańskie spadły najmocniej od czasów upadku Lehman Brothers. Nadzieją na.
przynajmniej chwilową, zmianę nastrojów było jednak wtorkowe wystąpienie Bena
Bernanke po posiedzeniu FOMC.
Nie ukrywam, że spodziewałem się po
komunikacie szefa rezerwy federalnej, więcej konkretów.
Reakcja ECB w Europie na obniżenie ratingu była natychmiastowa. Francja i Niemcy podjęły w niedzielę decyzję o skupie obligacji hiszpańskich i włoskich (coś, przed czym wzbraniali się od wielu tygodni).
Ben Bernanke nie ugiął się jednak pod presją rynku. Nie było ani słowa o QI3. Według mnie dobrze, gdyż kolejny pakiet, podobnie jak dwa pierwsze, pewnie podwyższyłby ceny aktywów, a gospodarce w żaden sposób nie pomógł. Przynajmniej tak było dotychczas. Nie usłyszeliśmy również żadnych konkretów.
Trudno za konkret uznać pozostawienie stóp procentowych na niezmiennym poziomie do 2013 roku jako coś nadzwyczajnego. Przy obecnej dynamice wzrostu PKB w USA, prawdopodobieństwo podniesienia stóp procentowych i tak było niewielkie, a decyzja odnośnie polityki monetarnej, tak jak, można było wywnioskować z tonu wypowiedzi, może być zmieniona w razie potrzeby w każdej chwili. Mimo to, po chwilowej negatywnej reakcji inwestorów indeksy ruszyły na północ. W ciągu dwóch dni mieliśmy dwa rekordy. W poniedziałek wyżej wspomniany rekord spadków. We wtorek najwyższe jednodniowe wzrosty od dwóch lat.
To co działo się w ciągu ostatnich dni było istnym szaleństwem. Po jednodniowym odreagowaniu, które było niczym innym jak odwracaniem krótkich pozycji i realizacją potężnych zysków generowanych z gry na krótko, środowa sesja przyniosła po raz kolejny olbrzymią przecenę. Potwierdzeniem inwestycyjnego rollercoastera było z kolei czwartkowe mocne odreagowanie.
Pisanie tutaj o jakichkolwiek fundamentach, danych makro, punktach wsparcia czy oporu uważam za bezsensowne, gdyż raczej mało kto zwracał na nie jakąkolwiek uwagę. Chociaż piątkowe dane o sprzedaży detalicznej, która w miesiącu lipcu (z wyłączeniem sprzedaży samochodów) wzrosła o 0,5%, bykom pomagała. Mówiąc krótko, był to tydzień day traderów.
Wrócę jeszcze na zakończenie do decyzji szefa S&P, Johna Chambersa, dotyczącej obniżenia ratingu.
Nie ukrywam, była ona dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Chociaż patrząc na
skalę zadłużenia USA fundamentalnie albo raczej racjonalnie, można uznać, że się
należała dawno. Oczywiście post factum, można mówić również, że agencja
ostrzegała już wcześniej, że jeżeli cięcia budżetowe będą zbyt małe, rating
zostanie obniżony. Dziwne jednak w tym wszystkim jest to, że decyzja podjęta
została w tak nerwowym okresie, w jakim były giełdy światowe. Dziwi mnie
również, że jeżeli agencja tak sumiennie chciała "oceniać" dług amerykański, to
dlaczego parę dni później rating Francji został pozostawiony na niezmiennym AAA.
Zawsze to dług USA był punktem odniesienia, więc czy coś się zmieniło?
Uzasadnienia decyzji przez szefa Standard & Poor's również są dla mnie
bardzo "ciekawe". Decyzja o obniżeniu ratingu była według Johna Chambersa karą
dla polityków. Sytuacja polityczna we Francji według agencji jest dużo bardzie
klarowna i spójna. To, że Francuzi są posiadaczami miliardów, "śmieciowych"
obligacji krajów PIGS, to już istotne nie jest. Powstaje więc kolejne pytanie:
czy agencje ratingowe mają oceniać i karać polityków, czy faktycznie wyceniać
ryzyko od strony makro? Te oceny, z kolei patrząc w przeszłość, były często
chybione: Enron, Lehman Brothers, AIG, obligacje
subrime.......
Konrad Widuliński
Polska i Europejskie Rynki Wschodzące
Mamy za sobą
tydzień bardzo dynamicznych zmian na polskiej (ale i nie tylko na polskiej)
giełdzie. Od poniedziałku inwestorów na świecie ogarnęła panika, po tym jak
agencja S&P obniżyła rating Stanom Zjednoczonym po zakończeniu piątkowej
sesji w Nowym Jorku. Wyprzedaż trwała aż do czwartku, kiedy to po południu
pojawił się popyt przy poziomie prawie 2100 punktów na WIG20 i z 3-procentowej
straty w ciągu nieco ponad dwóch godzin sesja zakończyła się 5-procentowym
wzrostem. Ogromna zmienność na rynku świadczy o tym, że inwestorzy są
zdezorientowani i trudno się im dziwić, bo ciężko znaleźć konkretne przyczyny
uzasadniające tą paniczną wyprzedaż akcji. Możemy ją tłumaczyć kryzysem zaufania
podobnym do tego z 2008 roku, z tym że tym razem dotyczy on państw, a nie
banków, co moim zdaniem, a wbrew powszechnej opinii, nie powinno mieć aż takich
konsekwencji jak w przypadku banków. Kryzys zaufania ma niestety do siebie to,
że ciężko nad nim zapanować i może się rozwinąć w zupełnie nieprzewidywalnych
kierunkach. Z drugiej strony należy pamiętać, że akcję są już stosunkowo
tanie, między innymi dlatego, że nie były przewartościowane jak w
szczycie hossy w 2007 roku. Poza tym, nie mieliśmy do czynienia z paniką
„zakupów”, jak w poprzedniej hossie, więc i panicznie wyprzedających aktywa
inwestorów powinno być znacznie mniej niż w 2007 i 2008 roku, a co za tym idzie,
ta przecena powinna trwać znacznie krócej. Z punktu widzenia analizy technicznej
sytuacja wygląda niestety dość jednoznacznie. Na wykresie indeksu S&P
dwuletnia linia trendu wzrostowego, o której pisałem w zeszłym tygodniu,
niestety nie zdołała się obronić, co nie wróży dobrze bykom na przyszłość. Nie
wiemy jednak, dokąd zaprowadzi nas odbicie rozpoczęte pod koniec tygodnia, no i
oczywiście należy pamiętać, że analiza techniczna sprawdza się w nieco ponad 50%
przypadków, więc nie można na tej podstawie przesądzić dalszego rozwoju
wypadków.
Jacek Maleszewski
Europa Zachodnia
Wszyscy, którzy uważali pierwszy tydzień
sierpnia za najbardziej emocjonujący w tym roku, po wydarzeniach z
minionego tygodnia musieli zweryfikować swoją opinię. Mimo że w ujęciu
tygodniowym niektórym zachodnioeuropejskim indeksom udało się zminimalizować
minusy lub nawet wyjść nad kreskę, to kumulacja emocji i zmieniających się jak w
kalejdoskopie nastrojów mogła przyprawić nawet najbardziej odpornych psychicznie
inwestorów o nadmiar siwych włosów.
Po piątkowym obniżeniu ratingu USA wszystkie rynki Starego Kontynentu zareagowały kontynuacją wyprzedaży, a główne indeksy w środę osiągnęły półtoraroczne minima. Sytuację pogarszały jeszcze niepotwierdzone przez nikogo plotki o możliwości obniżenia wiarygodności kredytowej Francji czy też bankructwa francuskiego banku Societe Generale, a akcje francuskich, włoskich i hiszpańskich banków taniały w coraz szybszym tempie. Sytuację na rynku obligacji próbował uspokoić Europejski Bank Centralny, skupując włoski i hiszpański dług. Sytuacja uspokoiła się dopiero w drugiej połowie tygodnia – w czwartek i piątek uaktywniły się siły popytu, korzystając z okazji kupna mocno przecenionych akcji, dzięki czemu większość indeksów znacznie zniwelowała wcześniejsze spadki.
Tydzień europejscy inwestorzy kończą w pozytywnych nastrojach, jednakże ze świecą szukać odważnego, który z dużą dozą prawdopodobieństwa wskaże, co może się dziać na rynkach po weekendzie. Miejmy nadzieję, że dojdzie do uspokojenia nastrojów, a rynki zaczną patrzeć na fundamenty i realne dane makro. Po takiej skali przeceny pożądana byłaby przynajmniej kilkudniowa kontynuacja fali wzrostowej na wszystkich globalnych parkietach, w tym na giełdach Eurolandu.
Piotr Trzeciak
Azja i Ameryka Łacińska
W minionym tygodniu na wszystkich
światowych indeksach obserwowaliśmy kolor czerwony. Na początku tygodnia rynek
zdominowała paniczna wyprzedaż, która powoli słabła w końcówce tygodnia. Wśród
azjatyckich tygrysów największą wyprzedaż obserwowaliśmy na indeksie Shanghai
Composite, który stracił ponad 2,9 proc. Na spotkaniu ministrów handlu z Azji
Południowo-Wschodniej Chen Deming, minister handlu, zaapelował do Stanów
Zjednoczonych i Europy, największych partnerów handlowych Chin, o
odpowiedzialność i przywrócenie dyscypliny fiskalnej. Rezerwy walutowe Kraju
Środka warte 3,2 bln USD składają się głównie z dolarów i euro. Chen oświadczył
też, że nie zmieni się chińska polityka względem juana.
Produkcja przemysłowa w Japonii w czerwcu 2011 r. wzrosła o 3,8 proc. MDM (spodziewano się wzrostu produkcji mdm o 3,9 proc.), a rdr produkcja przemysłowa spadła w czerwcu o 1,7 proc. (szacowano spadek produkcji na 1,6 proc.). Silnie przecenę odczuli również inwestorzy z Japonii, gdzie indeks Nikkei225 stracił ponad 2,8 proc. W trendzie spadkowym najmniejszą stratę odczuli inwestorzy w Indiach, gdzie indeks BSE30 uszczuplał o 1 proc. Inwestycje firm w badania i rozwój przez najbliższe trzy lata będą rosły w Chinach aż o 25 proc. rocznie, w Japonii o 17 proc., w Indiach o 8 proc. Nominalna wysokości nakładów na badania i rozwój w ciągu najbliższych trzech lat ma wzrosnąć o 2,7 mld euro poza Unią Europejską.
Bank centralny Brazylii poinformował w końcówce tego tygodnia, iż rezerwy
walutowe kraju osiągnęły poziom 350,8 mld dol. Bank centralny rozpoczął
akumulowanie rezerw w 2004 roku, gdy prezydentem Brazylii był Luiz Inacio Lula
da Silva. W 2007 roku Brazylia zwróciła swe długi Międzynarodowemu Funduszowi
Walutowemu i Klubowi Paryskiemu. Tylko przez trzy lata od roku 2008 do dziś
rezerwy wzrosły o 60 proc. Obecna prezydent Brazylii, pani Dilma Rousseff,
oświadczyła, że kraj jest "lepiej przygotowany niż w 2008 roku", by walczyć ze
skutkami światowego kryzysu finansowego. W kraju samby w perspektywie tygodnia
indeks Bovespa stracił ponad 2,3 proc.
Jan Żuralski
Surowce
Kolejny tydzień na rynkach surowcowych przyniósł
zahamowanie spadków notowań surowców przemysłowych i wzrost cen złota, które
bije kolejne rekordy. W sumie komentarz w tym tygodniu jest mocno uproszczony,
gdyż ceny surowców uwarunkowane były nastojami na giełdach światowych, a te nie
były najlepsze – choć końcówka tygodnia zapowiada emocjonujący przyszły tydzień.
Obserwowany od początku miesiąca wzrost awersji do ryzyka przyniósł zdecydowaną
przecenę na rynkach finansowych, co odbiło się w cenach surowców. Niewielka
poprawa nastrojów pozwoliła wyjść na plus ropie naftowej, która tracąc już 9
proc. zdołała wyjść nad kreskę, kończąc tydzień na 3-proc. plusie. W piątkowe
popołudnie ropa Crude wyceniana w kontraktach kosztuje 86 dolarów za baryłkę. Na
rynku miedzi nie było aż tak silnych wahań, a ceny od wtorku ruszyły na północ.
W ujęciu tygodniowym miedź traci niespełna 1 proc., a na giełdzie w Londynie
tona surowca kosztuje 8882 dolary za uncję. Ucieczka od ryzykownych aktywów
spowodowała, że kapitał płynął szerokim strumieniem w stronę złotego kruszcu,
stąd wywindowane ceny na nowe rekordy (1814,9 dolarów za uncję). Obecnie uncja
wyceniana jest na 1741 dolarów, co w odniesieniu do poprzedniego tygodnia daje
ponad 3-proc. wzrost. Prognoza zachowań cen surowców jest na ten moment bardzo
czytelna. Jeżeli indeksy giełdowe będą rosnąć, to i ceny surowców przemysłowych
będą podążać w ślad za nimi i możliwa jest korekta na złocie. W drugą stronę
patrząc, jeśli strach na rynkach będzie nadal doprowadzał do przeceny akcji, to
i surowce (ropa, miedź) będą tracić, a złoto będzie ustanawiać nowe maksima
cenowe.
Tomasz Ray-Ciemięga