Kiedy konkurencja stara się skopiować ich produkty, oni już myślą o nowościach. — Firma musi stać na wielu nogach — żartuje Łukasz Darłak.
Dach siedziby firmy Darco przypomina cerkiew. Każdy z kominów — jak cerkiewne wieżyczki — wieńczą blaszane kule albo kołpaki wirujące zgodnie z kierunkiem wiatru.
— To nasady na kominy zwiększające naturalny ciąg o 20-50 proc. i zapobiegające „ciągowi wstecznemu”, jeden z naszych głównych produktów — wyjaśnia Łukasz Darłak, wiceprezes firmy Darco.
Pomysł na produkcję nasad przywiózł z USA Józef Darłak, jego ojciec — prezes firmy.
Na blachę
Akurat wówczas zakład produkcji pokryć dachowych założony przez dziadka Łukasza Darłaka — Henryka, zaczął przekształcać się w nowoczesną firmę. W 1992 r. jako Darco zarejestrował ją Józef Darłak. Wchodzące na polski rynek przedsiębiorstwa budowlane zaczęły oferować tańsze produkty — blachodachówkę.
Darco nie było tak silne, by sprostać konkurencji. Przestawiło się na produkcję akcesoriów dachowych, ale to nie wystarczało. Dopiero produkcja wkładów kominowych pozwoliła firmie wypłynąć na szerokie wody.
— Ale ojciec lubi innowacje. Zaobserwowane w USA nasady kominowe nie dawały mu spokoju. Opracowaliśmy własne wzory i rozwiązania technologiczne. Dostosowaliśmy produkt do potrzeb rynku. Wyłożyliśmy pieniądze na reklamę i targi. Wszystko po to, żeby zapoznać klientów z nowym produktem — opowiada Łukasz Darłak.
Udało się. Dziś firma sprzedaje miesięcznie 1,5 tys. sztuk nasad kominowych. Prócz nich produkuje rozmaite wkłady kominowe ze stali kwasoodpornej, kanały i kształtki wentylacyjne, metalowe kratki osłonowe itp. W sumie około 3 tysięcy produktów.
Rura systemowa
W branży łatwo podpatrzeć rozwiązania.
— Rura to tylko rura — wyjaśnia lapidarnie Łukasz Darłak.
Dodaje jednak, że sztuką jest tworzenie wyrobów wysokiej jakości za przystępną cenę. Z tego powodu Darco nie obawia się konkurencji. Szuka nowych rozwiązań.
— Produkujemy kompletny system rur i kształtek, z których można stworzyć system rozprowadzający ciepłe powietrze z kominka po całym mieszkaniu — opowiada Darłak.
To bardzo ekonomiczny sposób ogrzewania budynku, a kominki są teraz bardzo modne.
Rodzinna firma
Łukasz Darłak jest zżyty z firmą od małego. Jako nastolatek dorabiał pomagając ojcu. Większość pracowników zna po imieniu, interesuje się ich sprawami. Z dumą podkreśla, że Darco to firma rodzinna. W zarządzaniu świetnie się z ojcem uzupełniają.
— Tata jest z wykształcenia fizykiem, cała technologia to jego dziedzina — mówi Łukasz Darłak.
On — jako absolwent Akademii Ekonomicznej w Krakowie — zajmuje się finansami i marketingiem.
Szybki rozwój
Wspólna recepta na sukces to innowacyjność połączona z wysoką jakością. Firmie udało się dostać już kilka razy dofinansowanie z unijnych funduszy na rozwój. Pierwsze, trzy lata temu, na wprowadzenie ISO. Kolejne na wykonanie strony internetowej, udział w zagranicznych targach, oraz na zakup kilku nowoczesnych maszyn. Łukasz Darłak sam wypełnia wnioski o unijne wsparcie.
— To wcale nie jest trudne. A po pierwszym sukcesie, o następne już coraz łatwiej — twierdzi Łukasz Darłak.
Wie, co mówi. Odkąd firma otworzyła się na zagranicznych klientów, eksportuje ponad 20 proc. produkcji do Norwegii, Szwecji, Niemiec, Czech, na Litwę, Łotwę i Węgry.
Między kibicami
Jednak rodzina Darłaków dumna jest przede wszystkim ze swych działań na rzecz regionu.
— Sponsorujemy klub Iglopol Dębica, konkurenta innej miejscowej drużyny — Wisłoki. Załogę mam podzieloną — śmieje się Łukasz Darłak.
Firma przyjmuje także na praktyki młodzież z okolicznych szkół. Ale to niemal konieczność, a nie kaprys. Brakuje ludzi wykształconych w zawodzie frezera czy tokarza, o operatorów maszyn numerycznych jest jeszcze ciężej.
— To problem, z którym się borykamy, a będzie jeszcze gorzej, bo o takich ludzi walczą ze sobą firmy z całej okolicy — mówi Łukasz Darłak.
Na razie tych, którzy już pracują z rodzinami, zaprasza na coroczne wielkie grillowanie z okazji prywatnego święta Darco — Dnia Blacharza.
