„PB”: Czy Pańskim zdaniem telefonia trzeciej generacji w Europie i Stanach Zjednoczonych ma szansę odnieść sukces taki jak w Japonii?
Redd E. Hundt: Sukces japońskiego operatora NTT DoCoMo jest w dużym stopniu zasługą bardzo niskiego poziomu rozwoju tradycyjnego Internetu w Japonii, którego przyczyną jest przede wszystkim bardzo wysoki koszt dostępu do sieci. Rynek amerykański i europejski różnią się pod tym względem dość znacznie od Japonii. Za największą przeszkodę w rozwoju telefonii 3G w Europie uznaję jednak przede wszystkim fatalną politykę rządów względem operatorów, którzy, w moim przekonaniu, mają niewielkie szanse na zwrot środków zainwestowanych w licencje UMTS. Co gorsza, wielu z nich nie ma pieniędzy na budowę infrastruktury. Z kolei w Stanach Zjednoczonych poważną konkurencją dla usług oferowanych przez telefonię trzeciej generacji mogą się stać ogólnie dostępne bezprzewodowe sieci LAN, wykorzystujące nielicencjonowane pasmo. W ciągu najbliższych kilku lat większość miejsc użyteczności publicznej, tj. lotniska, dworce czy kawiarnie, będzie zapewniać szybki dostęp do Internetu za darmo lub za symboliczną opłatę.
Ocenia Pan bardzo surowo politykę rządów krajów europejskich w zakresie licencji na telefonię 3G. Tymczasem gdy pełnił Pan funkcję przewodniczącego Federalnej Komisji ds. Komunikacji, rząd USA również nie oszczędzał operatorów komórkowych.
Kiedy w latach 1994-95 rozdzielaliśmy licencje na świadczenie usług cyfrowej telefonii komórkowej, budżet państwa pozyskał bardzo znaczne środki, ale mimo wszystko dużo mniejsze niż to miało miejsce w Europie. Poza tym na kwotę, jaka trafiła do budżetu, składały się wpływy od większej liczby operatorów. Oceniając z perspektywy czasu sądzę, że duża liczba wydanych licencji, a co za tym idzie pojawienie się ostrej konkurencji na rynku oraz prawie żadna ingerencja państwa w działalność tego sektora, skutkuje obecnie niskimi cenami i szybkim wzrostem liczby użytkowników cyfrowej telefonii komórkowej. Ważną kwestią jest też to, że państwo nie krępowało operatorów pod względem technologicznym, dzięki czemu mogą oni bez dodatkowych kosztów migrować w kierunku, dużo pojemniejszych i pozwalających na szybką transmisję danych, rozwiązań CDMA.
Na co więc operatorzy komórkowi w Stanach Zjednoczonych kładą obecnie największy nacisk?
Mimo dużych możliwości technologicznych, największą wagę przywiązuje się obecnie do pozyskiwania nowych klientów. W USA „nasycenie” komórkami nie przekracza bowiem jeszcze połowy populacji. Poza tym nadal mamy wielu użytkowników systemu analogowego. Przewiduję, że w ciągu dwóch lat osiągniemy poziom nasycenia taki jak w Europie Zachodniej (70 proc.) i dopiero od tego momentu operatorzy zaczną na poważniej zastanawiać się nad oferowaniem bardziej zaawansowanych usług opartych na transmisji danych.
