Kompania pofedruje sześć dni w tygodniu

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2015-05-07 00:00

Górnicy nie chcieli szóstego dnia pracy, a górnicze zarządy chciały. Kompromis właśnie wchodzi w życie

Po cichu i w zmienionej formie, ale w zgodzie z załogą. Tak Kompania Węglowa wprowadza szósty dzień pracy w pierwszej z kopalń, Rydułtowy-Anna. — Kopalnia Rydułtowy-Anna będzie pracować w systemie sześciodniowym już od przyszłego tygodnia. Taką organizację pracy chcemy wprowadzić też w kilku innych pilotażowych kopalniach — mówi Krzysztof Sędzikowski, prezes Kompanii Węglowej (KW).

Ambitny plan:
Ambitny plan:
Krzysztof Sedzikowski jest prezesem od grudnia 2014 r. Na razie skupia sie na jej reorganizacji i poszukiwaniu inwestorów. Deklaruje, ze zdazy z tym do końca czerwca.
Marek Wiśniewski

Porozumienie, ale inne

Dla przypomnienia — pomysł wprowadzenia sześciodniowego tygodnia pracy był jednym z tych, przeciwko którym górnicze związki zawodowe protestowały kilka miesięcy temu (choć główną osią konfliktu był plan zamykania kopalń, redukcji zatrudnienia i zmian w wynagrodzeniach). Ideą sześciodniowego tygodnia pracy jest to, by kopalnia pracowała sześć dni w tygodniu, a górnik — nadal pięć, choć z ruchomym jednym dniem wolnym.

Praca w sobotę miałaby być wynagradzana tak, jak gdyby był to dzień powszedni (dziś stawki weekendowe są wyższe). Korzyścią dla kopalni, poza zwiększeniem wydobycia, miałoby też być lepsze wykorzystanie sprzętu.

Najgłośniejszym orędownikiem wprowadzenia szóstego dnia pracy, i to najlepiej we wszystkich kopalniach, był Jarosław Zagórowski, były prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej, który ostatecznie ustąpił pod naciskiem związków. W KW ustalono zaś, że rząd, zarząd i związki są otwarte na rozmowy w tej sprawie. I oto doszły do porozumienia, choć idea została nieco zmieniona.

Związki chwalą

— Nie przesadzajmy, tematu nie ma. To żaden szósty dzień pracy, tylko czasowe uzgodnienie, na podstawie którego wprowadzono wydobycie na niektórych zmianach również w sobotę. Poza tym wynagrodzenie będzie takie, jakie przysługuje za pracę w sobotę — mityguje Bogusław Ziętek, szef związku zawodowego Sierpień 80. Uzgodnienie jednak mu się podoba, plan rozszerzenia go na inne kopalnie — również. Ale na pewno nie na wszystkie.

— Niektórzy mitologizują szósty dzień pracy, a to bez sensu. Po pierwsze — mamy w Polsce za dużo węgla, a po drugie — powszechny szósty dzień pracy oznaczałby konieczność zwiększenia zatrudnienia. Z Rydułtowy-Anną jest inaczej, bo jej węgiel jest dobrej jakości i ma duży rynek zbytu. Warto więc zwiększyć wydobycie.

Podobne perspektywy widać w kilku innych kopalniach. Ale tylko w kilku — podkreśla Bogusław Ziętek. Okazuje się, że zarząd KW jest podobnego zdania.

— System sześciodniowy będzie tylko w tych kopalniach, gdzie rynek zbytu jest obiecujący. Wprowadzanie go we wszystkich zakładach byłoby nierozsądne w warunkach nadprodukcji węgla na polskim rynku — zauważa Krzysztof Sędzikowski. Ewolucja idei szóstego dnia pracy zaowocowała najwyraźniej harmonią na linii prezes-związki.

— Nie będę go chwalił, żeby mu nie zaszkodzić — komentuje Bogusław Ziętek. Pamiętajmy jednak, że zarząd KW nie tknął dotychczas systemu wynagrodzeń, nie podejmował też decyzji o zamykaniu kopalń.

Napięty rozkład jazdy

Pochlebna opinia związków w firmie, która de facto bankrutuje, nie musi świadczyć dobrze o prezesie. Zwłaszcza że konkurencja mówi nieoficjalnie, że w KW nic się nie zmienia.

— Już w najbliższy piątek przekażemy do Spółki Restrukturyzacji Kopalń kopalnię Centrum, a Bobrek i Piekary trafią do Węglokoksu Kraj. Tym samym zakończy się proces wyprowadzania ze spółki mało rentownych aktywów — oponuje jednak Krzysztof Sędzikowski.

Transakcje z SRK i Węglokoksem to element planu ratunkowego dla KW. Docelowo ma powstać Nowa KW (sensownej nazwy jeszcze nie wymyślono), w której znajdzie się 11 perspektywicznych kopalń.

— Harmonogram, według którego ratujemy KW, zawsze był napięty, teraz jest już maksymalnie napięty, ale nadal wykonalny. Dotychczasowe założenia są jednak aktualne — do końca czerwca w Nowej KW znajdzie się 11 kopalń, wejdą tam inwestorzy, a nowa spółka przejmie długi „starej KW” (1,2 mld zł). Rozmowy z inwestorami trwają [czytaj w tekście poniżej — red.]. Szacuję, że nowa spółka zostanie przez nich dokapitalizowana kwotą około 2 mld zł — wylicza Krzysztof Sędzikowski.

Energetyka bierze zwały

Konkurencja, zwłaszcza lubelska kopalnia Bogdanka, narzeka też na politykę cenową KW. Śląska grupa robi, co może, by zmniejszyć zapasy węgla na zwałach. Wedle konkurencji — sprzedaje je po cenach dumpingowych, wedle Sędzikowskiego — po cenach rynkowych, które są po prostu niskie. Pierwszy kwartał pokazał, że strategia daje efekty, choć konkretnych liczb KW nie ujawnia.

— Pod względem wyników pierwszy kwartał okazał się lepszy od założeń, mimo że ceny węgla były niższe niż przed rokiem. Efekty daje intensyfikacja eksportu i sprzedaży węgla koksującego — twierdzi Krzysztof Sędzikowski. W rachunku wyników nie widać jeszcze sprzedaży węgla ze zwałów — pojawiają się dopiero w kwietniu i w maju. Zwały przejmuje energetyka.

— Duże wolumeny kupuje od nas energetyka — ceny są dla niej atrakcyjne, więc kupuje na zapas. Sprzedajemy też energetyce w Europie Zachodniej — tłumaczy Krzysztof Sędzikowski. © Ⓟ