Bankrutująca Kompania Węglowa czasu ma coraz mniej. Jeśli do końca sierpnia nie uda jej się utworzyć Nowej Kompanii Węglowej, wnieść do niej 11 zdrowych kopalni i znaleźć inwestorów z gotówką, padnie.

— Kończą się pewne możliwości, ale widzę olbrzymią szansę na powodzenie prowadzonych rozmów. Nowa Kompania Węglowa winna powstać formalnie 1 września tego roku — mówił wczoraj, cytowany przez PAP, Krzysztof Sędzikowski, prezes KW.
I kusił. Jako że dziś mija termin, do którego spółki kontrolowane przez skarb państwa powinny złożyć wiążące propozycje „wkładu” w ratowanie polskiego węgla, na wczoraj Sędzikowski zwołał konferencję, by ogłosić wyniki pierwszego półrocza. Jak na bankruta — zupełnie przyzwoite.
Zapasy i koszty maleją
Wynik EBITDA (czyli zysk operacyjny powiększony o amortyzację) wyniósł w KW 240,4 mln zł, i był — jak zapewnia zarząd — wyższy od zaplanowanego o 21 mln zł. Lepsza od oczekiwań okazała się też sprzedaż. Wyniosła 14,8 mln ton węgla, czyli o 6 proc. więcej niż w założeniach. Dane KW zaprezentowała jednak wybiórczo — nie podała wartości przychodów ani wyniku netto. Podobno jeszcze je liczy.
— Pamiętajmy, że wyniki KW są dziś lżejsze głównie dlatego, że grupa wyprowadziła ze swoich struktur pięć najsłabszych kopań [trafiły do Węglokoksu i SRK — red.] — zauważa Jan Dziekoński z firmy doradczej Roland Berger.
Zarząd KW podkreśla jednak w prezentacji, że efekt dała przede wszystkim agresywna polityka sprzedażowa, która zaowocowała zmniejszeniem zapasów węgla z 6 mln ton do 4,1 mln ton na koniec czerwca. Jej ubocznym efektem było też zmniejszenie importu węgla do Polski — nie był już tak konkurencyjny. Zmniejszył się też koszt produkcji węgla — z niemal 300 zł do 226 zł na tonę (szacunek dla 11 „najlepszych” kopalń).
Ponadto oszczędności w KW wyniosły niemal 140 mln zł. Czy takie wyniki skuszą inwestorów? Okaże się dziś. Należy jednak pamiętać, że harmonogram ratowania KW od dawna wypełniony jest terminami, których trudno dotrzymać.
Kto da ile?
Dzisiejszy termin dotyczy złożenia przez państwowe spółki wiążących ofert współpracy z Funduszem Inwestycji Polskich Przedsiębiorstw (FIPP). FIPP to kluczowy element układanki, której celem jest uchronienieKW przed upadłością. To fundusz zamknięty, tworzony przez Bank Gospodarstwa Krajowego i Polskie Inwestycje Rozwojowe.
Jego misją ma być inwestowanie m.in. w przedsiębiorstwa „istotne z punktu widzenia funkcjonowania całej branży”. Pierwsze zadanie funduszu jest jasne — poratować KW gotówką. Gotówki potrzeba jednak sporo. BGK i PIR zadeklarowały wprawdzie, że wniosą do funduszu łącznie 1,5 mld zł, co mogłoby wystarczyć na samą KW (bo węglowy gigant łaknie właśnie takiej kwoty), ale fundusz powinien też zainwestować w inne przedsięwzięcia.
To ważne na wypadek ewentualnego badania transakcji przez Komisję Europejską pod kątem pomocy publicznej. Ponadto rękę po pomoc wyciągają też ostatnio inne firmy węglowe — Katowicki Holding Węglowy i Jastrzębska Spółka Węglowa. Dlatego skarb państwa poprosił cztery firmy energetyczne: PGE, Tauron, Energę i Eneę, a także nawozowe Azoty i miedziowy KGHM, o zaproponowanie wkładu do FIPP. Pieniężnego lub w formie aktywów. Najbardziej prawdopodobne jest złożenie propozycji przez PGE, największą firmę energetyczną w kraju. Ma pomysł, by wnieść do FIPP Exatela, czyli telekomunikacyjną firmę należąca do grupy. W 2012 r. spółkę wyceniano w księgach na ponad 200 mln zł, dziś — nie wiadomo.