II Kongres Prawa i Sprawiedliwości wielkim wydarzeniem był. To oczywiste, wszak partia ta trzyma dzisiaj w Polsce wszystkie sznurki władzy. Kiedy jednak z dorobku łódzkiego zgromadzenia budowniczych IV RP wyżmie się wodę, to suchego zostaje niewiele, tyle co nic.
Konkretem, ale przecież żadną nowością, stało się zatwierdzenie absolutnej władzy Jarosława Kaczyńskiego. Dotychczas obiektywnie był on uznawany Człowiekiem Roku, partyjni towarzysze tytułowali go Prawdziwym Przywódcą, ale w Łodzi został wręcz wyniesiony na polityczne ołtarze. Wynikiem głosowania na prezesa (1231 delegatów za wyborem, 19 przeciw) przebija go chyba tylko Fidel Castro. Co ważne — PiS bez owijania w (łódzką) bawełnę uznało bezapelacyjny prymat Jarosława nad Lechem Kaczyńskim. Od momentu zaprzysiężenia prezydent RP pozostaje jedynie użytecznym, ze względu na konstytucyjne uprawnienia, pomocnikiem oraz wykonawcą woli starszego brata bliźniaka.
Oświecony absolutyzm jest ustrojem efektywnym, tyle że w historii ludzkości absolutyzmom doskwierał deficyt oświecenia. Niestety, na tę samą dolegliwość cierpi wizja rozwoju kraju, zarysowana w niedzielnym przemówieniu Jarosława Kaczyńskiego. Obecna Polska jest według niego „monstrum postkomunistycznym”, co nie dziwi jeśli się uwzględni, iż prezes PiS postrzega świat przez pryzmat daty 4 czerwca. I nie chodzi bynajmniej o ustrojowy przełom z roku 1989, lecz o polityczną klęskę jego formacji poniesioną w tymże dniu (to kalendarzowy przypadek) w roku 1992, gdy upadł nieudaczny rząd Jana Olszewskiego. Dlatego data II Kongresu PiS została wybrana z rozmysłem. Dotychczas każdego 4 czerwca prezesa Kaczyńskiego prześladowało utracenie „złotego rogu” i „czapki z piór”. Wczoraj data ta została wreszcie odczyniona, a fraza „ostał ci się jeno sznur” na stałe przekazana „polskiemu liberalizmowi” — czyli Platformie Obywatelskiej.
Premier Kazimierz Marcinkiewicz na kongresie znajdował się oczywiście w cieniu braci Kaczyńskich, ale zrobił wszystko, by jakoś wyraziście zaistnieć (patrz także górny wektor). Dla pognębienia ryjącej pod rządem PO namówił nawet na wystąpienie wicepremier Zytę Gilowską. Notabene — jeśli aktywność na kongresie kierowniczej partii umocni jej pozycję wewnątrz gabinetu wobec taktycznie nieobecnych wicepremierów Andrzeja Leppera i Romana Giertycha, to z punktu widzenia finansów publicznych jest to najbardziej optymistyczny akcent łódzkiego konwentyklu.