Podwójna większość przy podejmowaniu decyzji w radzie Unii — oto podstawa kompromisu.
Ostatnie przed rozszerzeniem spotkanie rady ministrów Unii, z założenia poświęcone omówieniu postępów gospodarczych zapisanych w strategii lizbońskiej, po raz kolejny zdominowały bieżące problemy: tym razem były to konstytucja i walka z terroryzmem. Po porannym spotkaniu państw Beneluksu i Grupy Wyszehradzkiej, które po raz pierwszy naradzały się przed europejskim szczytem, nie było wątpliwości — Nicea odejdzie do lamusa.
— Podstawa kompromisu powinna być oparta na zasadzie tzw. podwójnej większości — oświadczył dziennikarzom Guy Verhofstadt, premier Belgii.
W podobnym duchu brzmiał raport przedstawiony przez prezydencję irlandzką, który już od 24 godzin krążył po brukselskich korytarzach.
— Nie wykluczamy możliwości kompromisu opartego na podwójnej większości, ale wiele zależy od szczegółów propozycji — podkreślał w języku angielskim Włodzimierz Cimoszewicz, minister spraw zagranicznych.
Po polsku nie chciał jednak tego powtórzyć, wyraźnie klucząc.
— Nie ulega zmianie nasze rozumowanie, zgodnie z którym system podejmowania decyzji w radzie Unii większością głosów musi odzwierciedlać prawidłowe relacje między państwami członkowskimi. Musi też bardziej skłaniać do poszukiwania kompromisu niż przegłosowywania jednych przez drugich — tłumaczył minister.
Europejskim politykom bardzo zależy na czasie. Robią więc wszystko, by przyjąć konstytucję jeszcze przed czerwcowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego.
Gorzej jest z gospodarką. Przedstawiony przez KE raport dotyczący wdrażania strategii lizbońskiej, która ma uczynić gospodarkę Unii bardziej konkurencyjną niż USA, nie napawa optymizmem.
„Przedsięwzięcia na poziomie europejskim nie wystarczą dla właściwej realizacji strategii lizbońskiej. Państwa członkowskie muszą zobowiązać się do kontynuowania reform” — czytamy w raporcie.