Polski rynek „polskimi” tabletami stoi. Nawet 40 proc. z blisko 900 tys. urządzeń, które w ubiegłym roku kupili Polacy, dostarczyli krajowi gracze. Wysokie marże powodują, że z każdym kolejnym miesiącem rośnie grono firm, które są zainteresowane tym biznesem. Wydaje się być prosty: zamawia się tablety w chińskich fabrykach, przykleja własny znaczek, przywozi do sklepów.
Ale w rzeczywistości jest o wiele bardziej skomplikowany. Komputronik, który także ma chrapkę na część tabletowego tortu, szukał własnej drogi.
— Nie chcemy powielać błędów innych firm, które mają problemy z obsługą gwarancyjną tabletów. Chcemy mieć w ofercie własne, ale uznaliśmy, że sprowadzanie ich z Chin i firmowanie własną marką jest zbyt ryzykowne. Dlatego też myślimy o innym rozwiązaniu — mówi Wojciech Buczkowski, prezes poznańskiej firmy.
Jakość wykonania budżetowych tabletów może pozostawić wiele do życzenia. Jeśli będzie zła, koszty obsługi gwarancyjnej mogą być tak wysokie, że biznes zamknie się stratą. Jakie jest wyjście z sytuacji? Nakłonienie do współpracy dużego dostawcę tabletów. Poznańskiej firmie nie chodzi o producentów z górnej półki (takich jak np. Samsung, Asus czy Lenovo), ale o mniejsze firmy, które liczą się w Europie.
Korzyści z takiego partnerstwa były obopólne. Partner zyskiwałby dostęp do największego sprzedawcy sprzętu IT w Polsce, a Komputronik mógłby zarabiać na sprzedaży własnych tabletów z niższej półki bez ponoszenia ryzyka związanego z obsługą posprzedażową.
Według prezesa Wojciecha Buczkowskiego, spółka rozmawia o takiej współpracy z potencjalnymi dostawcami. Dotyczyłaby ona nie tylko rynku polskiego, ale także np. rynku niemieckiego, na który Komputronik wchodzi w tym roku.
— Ostateczna decyzja nie zapadła. W każdym momencie możemy wrócić do sprzedaży tabletów pod własną marką — zastrzega prezes.
Nie chce wymieniać żadnych nazw, ale jest kilka firm, które działają na europejskim rynku tabletów. Wśród nich można wymienić np. holenderskiego Overmaksa czy też notowany na warszawskiej giełdzie cypryjski Asbis. Damian Godos, analityk firmy IDC, ocenia, że taka współpraca ma sens.
— Na rynku są firmy, które stawiają na jakościową specjalizację. Partnerstwo z największą siecią salonów ze sprzętem IT w Polsce może być dla nich interesujące — mówi analityk. Jego zdaniem, na sprzedaży tabletów nie zarabia się już tak łatwo jak jeszcze kilka miesięcy temu.
— Rynek nasyca się, dynamika sprzedaży nie jest już tak wysoka, jak w ubiegłych latach, a dostawcy muszą balansować na cienkiej linii między ceną a parametrami i jakością — podkreśla Damian Godos.
Według niego, dodatkowym utrudnieniem będzie rosnące zainteresowanie globalnych dostawców segmentem tanich tabletów.