Komu bije dzwon(ek)? Bije on wszystkim.

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2005-09-01 00:00

Niby zabrzmiał pierwszy dzwonek, ale w naszej szkole istny cyrk: nikt nic nie wie. Wystawianie klasie, i poszczególnym uczniom, cenzurek za rok poprzedni nie ma większego sensu, bo cała klasa, za kiepskie sprawowanie, lada dzień ma być rozwiązana i wylana ze szkoły, razem z gospodarzem klasy Markiem i jego głównymi kolegami Mirkiem, Krzysiem i dwoma Jackami. Zarzuty są różne. Marek, generalnie, jest za mało aktywny — prawie wcale go nie widać, nie udziela się, z trudem udziela odpowiedzi na pytania, nawet wtedy, kiedy wydaje się, iż odpowiedź zna. Mirek, strażnik kasy, stawia się radzie pedagogicznej, która sięga do klasowych zasobów, i grozi, że wszystkich opodatkuje, aż zapłaczą. Jacek, który miał zajmować się gospodarstwem klasowym, przychodzi do szkoły w kratkę, a ponieważ jest już dorosły, bardziej myśli o tym, jak znowu dostać się do rady pedagogicznej niż o klasowym gospodarstwie. Krzysio, odpowiedzialny za ścieżki wokół szkoły, ławki i stan korytarzy, cały czas spędza w kącie i w ogóle zachowuje się tak, jakby go nie było. A korytarze zaśmiecone, alejki zarastają trawą — rozpacz. Tylko drugi Jacek, pilnujący szkolnego sklepiku i magazynku, stara się do końca handlować i robić interesy, czym zresztą naraża się części rady pedagogicznej, która grozi, że nie tylko go wyrzuci, ale i postawi przed szkolnym sądem dyscyplinarnym.

Los klasy jest przesądzony, ale w ogóle nie wiadomo, jak będzie z całą szkołą, bo na wylocie jest i stara rada pedagogiczna, i dyrektor. Rada już się nie zbiera (całe szczęście, bo jak się zbierze, to wydaje takie zarządzenia, że aż strach), tylko przygotowuje się do wyborów do nowej rady. Egzamin zarządził jeszcze stary dyrektor na 25 września. Nic więc dziwnego, że jej starzy członkowie i kandydaci na nowych kłócą się w najlepsze. Nawet jeśli wcześniej wydawali się przyjaciółmi. Poważnych kandydatów na gospodarza klasy jest dwóch. Jeden z nich, dwojga imion Jan Maria (nie wiedzieć czemu, bo to chłopak), już od ponad roku wszystkim opowiada, jakim to będzie gospodarzem. Drugi, Jarek, jest dyskretniejszy, ale podobno rozpowiada, że Jasio nie powinien zostać gospodarzem, bo... już się nabył — przynajmniej w opowieściach.

By dopełnić obrazu bałaganu, stary dyrektor szkoły też już się pakuje. Konkurs na dyrektora jest dwustopniowy — pierwszy etap 9 października, więc odchodzący dyrektor wszystko ma w nosie, rozgląda się za nową posadą, mieszkaniem, bo służbowe musi opuścić... Do tego stanowiska przymierza się aż 25 osób, ale realne szanse ma dwóch, no może trzech kandydatów. Reszta odpadnie w przedbiegach, ale sam finał, w którym mają nadzieję znaleźć się Donald i Leszek (stary dyrektor lansuje Włodka), zapowiada się bardzo gorąco. Ale jaka to będzie szkoła, powszechna, ogólna czy już cyrkowa — tego jeszcze nie wie nikt.