Koniec epoki kotłów i palaczy to nie koniec epoki węgla

Kamil Kosiński
opublikowano: 01-12-2006, 00:00

Choć wielu uważa węgiel za paliwo archaiczne, XXI wiek może należeć właśnie do tego surowca. Tyle że przetwarzanego inaczej niż dotychczas.

Na konferencji w Kioto w 1997 r. wynegocjowano uzupełnienie Ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych dotyczącej zmian klimatycznych, które w powszechnym obiegu funkcjonuje pod nazwą protokołu z Kioto. Traktat wszedł w życie 16 lutego 2005 r. Ma doprowadzić do takiej redukcji pięciu gazów (określanych mianem cieplarnianych), która do 2050 r. zredukuje średnią temperaturę na Ziemi o 0,02-0,28 stopnia Celsjusza.

— Nie istnieją naukowe dowody na to, że działalność człowieka, w tym gazy cieplarniane, powoduje ocieplenie klimatu. Wpływ na to ma przede wszystkim aktywność Słońca. Jeszcze 20 lat temu obawiano się przecież ochłodzenia klimatu — uważa dr Tomasz Teluk, prezes fundacji Instytut Globalizacji.

Nie jest to odosobniona opinia. Już na początku lat 90. XX wieku sygnatariusze tzw. apelu heidelberskiego zwrócili uwagę, że nie wiadomo z całą pewnością, co naprawdę stanowi dla człowieka stan naturalny. Kilkudziesięciu noblistów napisało w dokumencie hei-delberskim, że „największym zagrożeniem dla Ziemi jest ignorancja i ucisk, a nie nauka, technologia ani nawet przemysł. Te ostatnie są natomiast niezastąpionymi narzędziami, zdolnymi do ukształtowania przyszłości ludzkości, wolnej od głównych problemów świata, takich jak przeludnienie, głód i choroby”. Zrobili to w bezpośrednim nawiązaniu do tzw. Szczytu Ziemi, który odbył się w 1992 r. w Rio de Janeiro i przygotował Ramową konwencję Narodów Zjednoczonych dotyczącą zmian klimatycznych, będącą podwaliną protokołu z Kioto.

Węgiel kontra gaz i ropa

Samego protokołu nie podpisały m.in. Stany Zjednoczone, Chiny i Australia. Różni je bardzo wiele — od systemów politycznych, przez położenie geograficzne, po liczbę ludności, ale mają też cechę wspólną. Podobnie jak Polska, dysponują dużymi złożami węgla, który jest ważnym elementem bilansu energetycznego ich gospodarek.

— Protokół z Kioto całą odpowiedzialnością za ocieplenie klimatu obarcza gazy cieplarniane. Te zaś wiążą się głównie z przetwórstwem węgla. Przetwórstwo ropy i gazu powoduje mniejszą emisję gazów cieplarnianych, więc naturalnym sposobem redukcji emisji tychże wydaje się przestawienie gospodarek na gaz i ropę. Tymczasem istnieją nowoczesne technologie pozwalające na uzyskiwanie energii z węgla i jednoczesne ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. To ogromna szansa dla takich krajów, jak Polska, czyli dysponujących dużymi złożami węgla. Należy bowiem pamiętać, że w naszym przypadku dalsze przestawianie gospodarki na gaz i ropę oznacza po prostu coraz większą zależność energetyczną od Rosji, a niezależnie od tego, czy wierzymy we wpływ gazów cieplarnianych na ocieplenie klimatu, czy nie, to naturalne jest, że każdy z nas chciałby oddychać czystym powietrzem — podkreśla Tomasz Teluk.

Nowe technologie energetycznego wykorzystania węgla kamiennego to zgazowanie go i spalanie w atmosferze czystego tlenu. W obu przypadkach powstający przy spalaniu dwutlenek węgla jest dużo bardziej skoncentrowany niż w technologiach tradycyjnych. To zaś powoduje, że łatwo go wychwycić i poddać procesowi neutralizacji zamiast puszczać przez komin.

— Instalacje tego typu działają m.in. w Hiszpanii, Holandii, Stanach Zjednoczonych. Są to zakłady mające po 200-300 MW mocy — informuje Jerzy Świądrowski z zakładu oszczędności energii i ochrony powietrza Głównego Instytutu Górnictwa w Katowicach.

Dla porównania, zaledwie cztery polskie elektrownie mają moc poniżej 300 MW. Jedenaście mieści się w przedziale 600-2000 MW. Pracujący na węglu brunatnym gigant, jakim jest Bełchatów, ma moc 4440 MW. I choć nowoczesne technologie węglowe koncentrują się wokół węgla kamiennego, to i w zakresie wykorzystania brunatnego nastąpił postęp. 29 maja 2006 r. szwedzki koncern Vattenfall rozpoczął — koło niemieckiego Cottbus przy granicy z Polską — budowę pierwszej na świecie bezemisyjnej elektrowni zasilanej węglem brunatnym. Zakończenie budowy, której szacunkowy koszt to 50 mln EUR, przewidziano na 2008 r. Pilotażowa instalacja będzie miała moc zaledwie 30 MW, ale o znaczeniu tego projektu świadczy fakt, że w uroczystym rozpoczęciu robót wzięła udział kanclerz Niemiec Angela Merkel. Zgodnie z założeniami, zakład będzie działać przez kilka lat, a na bazie zebranych przy tej okazji doświadczeń w latach 2015-20 powstanie obiekt komercyjny o mocy co najmniej 250 MW.

Węgiel może też służyć zaspokajaniu zapotrzebowania na... paliwa płynne. W okresie II wojny światowej instalacje tego typu powszechnie wykorzystywano w Niemczech. Fabryki paliwa węglowego znajdowały się m.in. na terenie dzisiejszych Polic i Blachowni. Koncepcja takiego wykorzystania węgla wcale nie zanikła.

— Przez 50 lat postępu technicznego została znacznie udoskonalona. Korzystający z takiej technologii zakład w Republice Południowej Afryki zaspokaja 15 proc. zapotrzebowania tego kraju na paliwa płynne. Także Chiny chcą w przyszłym roku uruchomić duży zakład przetwórstwa węgla na paliwo do aut — twierdzi Jerzy Świądrowski.

W maluchach działało

Zresztą i Polska ma w tej dziedzinie spore doświadczenia. Badania nad upłynnianiem węgla kamiennego prowadzono w latach 1957-92 w ośrodku badawczo-rozwojowym w Wyrach koło Mikołowa. Powstało tam kilka instalacji do różnych procesów technologicznych. Jedna z nich pracowała w kilkudniowych cyklach eksperymentalnych, w trakcie których produkowała tzw. ropę węglową. Przerabiała 2 tony węgla na dobę.

— Koledzy tankowali ją do maluchów i normalnie nimi jeździli — wspomina dr hab. Barbara Białecka z zakładu gospodarki odpadami i ochrony środowiska Głównego Instytutu Górnictwa.

Na bazie tych doświadczeń na początku lat 90. XX wieku przy jednej z kopalń powstał projekt budowy instalacji pilotowej, która przerabiałaby 200 ton węgla na dobę. Zebrane przy tej skali przedsięwzięcia informacje miały posłużyć budowie jeszcze większego, w pełni komercyjnego zakładu. Plany te zarzucono w 1992 r.

— Pomysł upadł z przyczyn czysto ekonomicznych. To był czas burzliwych przemian gospodarczych, a ktoś musiałby wyłożyć pieniądze na budowę instalacji. Po drodze spadła też cena ropy naftowej. A temat przetwórstwa węgla na paliwa płynne jest silnie skorelowany z ceną tej ostatniej. W Stanach Zjednoczonych poważne badania nad tym tematem rozpoczęły się w czasie kryzysu naftowego w latach 70. XX wieku. Powstały tam instalacje większe od planowanej w Polsce, ale później zostały zdemontowane — tłumaczy Jerzy Świądrowski.

Pamięć ludzka jest zawodna, więc trudno dokładnie określić próg opłacalności produkcji ropy z węgla. Według różnych relacji, planowana w Polsce instalacja miałaby sens, gdyby cena baryłki ropy naftowej na rynkach światowych wynosiła 30-55 USD. Średnia cena ropy Brent z 1992 r., w którym zarzucono projekt, wyniosła 19,32 USD. Średnia notowań tegorocznych (do 29 listopada 2006 r. włącznie) to 65,06 USD za baryłkę. Czy zatem pomysł wróci, wsparty poważnym kapitałem? Zobaczymy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy