Koniec półrocza powinien pomagać posiadaczom akcji

Piotr Kuczyński
28-06-2004, 00:00

Fundusze z pewnością postarają się o to, żeby zamknięcie kwartału i półrocza było jak najlepsze.

Z Ameryki

Tydzień temu zarysowałem dwa scenariusze, które mogą realizować rynki amerykańskie. Pierwszy, to kupowanie akcji w celu wyprzedzanie tego, co będzie się działo po posiedzeniu FOMC i przekazaniu władzy w Iraku. Uważałem, że bardziej doświadczeni inwestorzy muszą zakładać, że oba te wydarzenia nie przyniosą żadnych niespodzianek. Drugi scenariusz zakładał wyczekiwanie i krótką reakcję po 30. czerwca. Wydawało się, że pierwszy scenariusz wygrywa, ale ataki terrorystyczne zepsuły końcówkę tygodnia. Czyli letnia hossa jest pewna? Niekoniecznie, ale o tym niżej.

W minionym tygodniu wydarzeń było niewiele, a w nadchodzącym będzie ich aż nadto dużo. Za najważniejsze uważane jest posiedzenie FOMC, ale ja mam inne zdanie. Nie widzę niczego, czym Fed mógłby rynek zaskoczyć. Stopy zostaną podniesione o 25 pkt. bazowych, nastawienie będzie restrykcyjne. Członkowie Fed wypowiadali się ostatnio tak często, że prawdopodobieństwo zaskoczenia inwestorów jest niewielkie. To oczywiście nie znaczy, że działania Fed nie będą już miały znaczenia. Wolne podwyższanie stóp nie zmieni faktu, że realny ich poziom pozostanie ujemny (inflacja przecież też rośnie i jest dużo wyższa od ustalanego przez Fed poziomu stóp procentowych). Tak postępując bank nadal będzie pomagał nie tylko gospodarce, ale i spekulantom, a im dłużej to potrwa tym gorzej się skończy. Amerykanie są przecież niezwykle zadłużeni, a balony spekulacyjne rozdęte do granic możliwości. Co prawda Fed gwałtownie protestuje i twierdzi, że możliwość powstania takiego balonu na rynku nieruchomości na razie nie istnieje, ale uważam, że się myli. Ceny rosły za szybko i wystarczy nieznaczne spowolnienie, żeby się załamały. Ostatnie dane makro uruchamiają dzwonek ostrzegawczy – sprzedaż nowych domów gwałtownie wzrosła do rekordowego poziomu, a średnia cena domu spadła o blisko 10 procent.

W tym tygodniu bardziej istotne będą dane makro i geopolityka. Dane pokażą dokładny obraz gospodarki, bo dowiemy się, jakie jest zaufanie do gospodarki (indeks zaufania Conference Board) i jak rzeczywiście oceniają gospodarkę Amerykanie (wydając pieniądze – to pokażą dane o sprzedaży detalicznej). Poza tym w indeksach PMI Chicago i ISM zobaczymy obraz gospodarki widziany oczyma menedżerów, a sytuację na rynku pracy pokaże raport o miesięcznych zmianach zatrudnienia. Po decyzji Fed byki będą potrzebowały bardzo dobrych danych. Nieprawdopodobne jest, żeby Fed podwyższył stopy tuż przed wyborami prezydenckimi (nawet sierpień to już trochę za późno), więc jest szansa, że do listopada rynek trochę o tym temacie zapomni i skoncentruje się na stanie ospodarki.

Trzeba pamiętać o tym, że kończy się miesiąc, kwartał i półrocze, a to będzie pomagało bykom. Wszyscy będą się starali, żeby zamknięcie kwartału było jak najlepsze. W końcu przecież od tego będzie zależało czy pieniądze do funduszy będą wpływały. Zaskakujące jest tylko to, że w ostatnim tygodniu kapitał wypłynął. Amerykanie potrzebują pieniędzy na wakacje?. Na początku miesiąca pieniądze jednak zawsze wpływają, a to dodatkowo będzie bykom pomagało. Ten tydzień ma szansę zadecydować o giełdowej koniunkturze na resztę lata, a obóz byków stoi przed dużą szansą znokautowania przeciwników. Jest jednak jeden problem: Dzień Niepodległości. W kolejnym tygodniu poniedziałek będzie wolny (mimo, że 4. lipca jest w niedzielę), a to może znacznie ograniczyć aktywność. Poza tym przed tak ważnym świętem zawsze narasta strach przed atakami terrorystycznymi.

Podsumowując, nadchodzący tydzień powinien przynieść wzrosty indeksów. I właśnie taki wzrost byłby w dłuższym okresie podstawowym zagrożeniem dla byków. Gdyby rzeczywiście tydzień zakończył się na plusie to byłyby to już szósty tydzień trendu wzrostowego i pojawiłoby się zagrożenie korektą. Może się okazać, że „mądre pieniądze” rzeczywiście wyprzedziły resztę rynku i uderzyły przed posiedzeniem FOMC i przekazaniem władzy w Iraku tyle, że nie są one tak naprawdę „mądre”. Po tych wydarzeniach naturalne byłoby, że dołączy się „ulica” wspomagana działaniem funduszy na przełomie kwartału. I to może być koniec letniej hossy, a sam okres publikacji wyników może być realizacją zysków. Poza tym, po przekazaniu władzy, terroryści powinni uderzyć z jeszcze większą siłą. Z psychologicznego punktu widzenia realizacja zysków jest bardzo prawdopodobna, choć układ fal wydaje się temu przeczyć. Skoro rynek jest w piątej fali Elliotta i w jej trzeciej podfali to brakuje jeszcze korekty i mocnego zakończenia hossy.

Z Polski

Szczęśliwie mamy za sobą dzień wygasania kontraktów. Już w poniedziałek indeksy na małym obrocie wróciły pod stare opory, a w piątek je pokonały. Czy może być lepszy dowód na to, że to jedynie gra pod wygasanie kontraktów wywołała wcześniej spadki indeksów? Aktywność rynku była jednak niewielka – duzi inwestorzy odpoczywali. Teraz sytuacja polityczna na parę miesięcy uspokoi się. Po koniecznym w jej sytuacji stawianiu warunków, spotkaniach, dyskusjach itp. SdPl w końcu zrobiła to, co powinna była zrobić i poparła rząd Marka Belki, więc mamy do października relatywny spokój. Relatywny, bo nadal będzie trwała permanentna walka wyborcza. Z pewnością przyniesie to liczne szkody, bo populizm będzie zwyciężał przy każdym sejmowym głosowaniu. Będziemy się tym jednak martwili od września. Teraz przed nami jest okres wakacji i politycy nie będą rynkowi przeszkadzali, a to jest duży plus dla obozu byków.

Jest tylko problem Jerzego Hausnera. Media spekulują, że złoży dymisję i mimo wszelkich zaprzeczeń nie jest to wcale takie nieprawdopodobne. Prawdą jest, że jego program naprawy finansów został rozmyty. Faktem jest też, że w okresie kampanii wyborczej (ona już trwa) tzw. plan Hausnera będzie mocno rozwadniany. Firmując te pomysły Jerzy Hausner będzie coraz bardziej zawiedziony i rozgoryczony. To wszystko może rzeczywiście prowadzić do dymisji. Planu Hausnera w czystej postaci już dawno nie ma, więc teoretycznie rynki powinny zlekceważyć jego odejście. Teoretycznie, ale jasne jest, że pierwszą reakcją byłaby wyprzedaż akcji i dopiero po pewnym czasie zobaczylibyśmy jak naprawdę wygląda sytuacja. Nie ma osób niezastąpionych i rynki szybko by się z dymisją pogodziły (gwarantem dla nich jest teraz Marek Belka), ale faktem jest, że sytuacja dla byków w krótkim terminie byłaby trudna.

W nadchodzącym tygodniu decyzje o poziomie stóp procentowych podejmie nie tylko Fed, ale i ECB oraz nasza RPP. Decyzje banków nie powinny być zaskoczeniem. ECB nie powinien zmienić poziomu stóp procentowych, chociaż ważne dane makro (dotrą na rynek przed posiedzeniem) mogą jeszcze coś zmienić. W zeszłym tygodniu indeks koniunktury nienieckiego instytutu ZEW w czerwcu wzrósł mniej niż oczekiwano, a indeks instytutu Ifo wyraźnie spadł. Szczególnie złe nastroje mają detaliści – popyt wewnętrzny jest bardzo słaby. Jeśli się weźmie pod uwagę to, że wzrost gospodarki niemieckiej jest bliski zeru to ten raport nie zachęca do podnoszenia stóp. Wręcz przeciwnie – bank może wkrótce rozważyć ich obniżenie. Problem pojawiłby się wtedy, gdyby rosła inflacja i spadała aktywność gospodarcza. Byłaby to prosta droga do stagflacji.

Dużo pisałem o tym, że nasza Rada Polityki Pieniężnej nie powinna podnosić stóp procentowych, ale uważam, że podwyżka (o 25 pkt. procentowych) będzie miała miejsce. Sugerowałbym jednak, żeby Rada naprawdę dobrze się nad takim ruchem zastanowiła. Podawany przez BIEC Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury spadł o blisko 2 punkty i jak informuje BIEC „tempo napływu nowych zamówień w przedsiębiorstwach produkcyjnych uległo gwałtownej redukcji i ukształtowało się na poziomie listopada ubiegłego roku”. Spadł również czerwcowy wskaźnik koniunktury bankowej Pengab. To już jest efekt zejścia z gwałtownego ożywienia przed wejściem do UE. Podobnie jest ze sprzedażą detaliczną – jej dynamika wzrostu dramatycznie spadła.

Nie ma co się pocieszać, że za spadek odpowiada załamanie na rynku sprzedaży samochodów. Dane z tego rynku znane były do dawna, a prognozy analityków mówiły o wzroście sprzedaży detalicznej o 13 a nie o 4 procent. Niekoniecznie oznacza to, że zbliża się koniec ożywienia, ale ostrzega, że nadchodzą gorsze czasy. Powrót do normalności po okresie gorączkowego wzrostu przed wejściem do UE jeszcze trochę potrwa, a prawdę poznamy po wakacjach. RPP popełni błąd, ale jeśli chodzi o giełdę to podwyżka o 25 pkt. bazowych jest już zdyskontowana i nie powinna wpłynąć na rynek.

Tydzień zapowiada się emocjonująco. Wydawałoby się, że gwarantowany jest wzrost indeksów, ale tak, niestety, uważa większość inwestorów. Wigometr pokazuje, że jest aż 56 procent byków i tylko 20 procent niedźwiedzi. Inwestorzy trzymają akcje w portfelach i czekają aż je ktoś od nich kupi. Do momentu, kiedy zobaczyłem dane Wigometru sam uważałem, że indeksy wzrosną, ale ten raport mnie mocno schłodził i zacząłem szukać problemów. Jeden z nich to geopolityka, ale tego Wigometr przewidzieć nie może. Jest jednak i inny problem - przełom kwartału i półrocza. Wszędzie na świecie fundusze starają się wtedy poprawić wygląd swoich portfeli, a to podnosi indeksy.

U nas najczęściej jest inaczej. Fundusze nawzajem się pilnują albo nawet sobie szkodzą, co często prowadzi do spadku indeksów. To taka polska specyfika. Byki muszą żyć nadzieją, że tym razem będzie inaczej (już piątkowe zachowanie rynku nosiło wszelkie znamiona podciągania rynku na małym obrocie), ale zalecałbym zachowanie najwyższej ostrożności.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Koniec półrocza powinien pomagać posiadaczom akcji