Koniec spokoju na rynku walutowym

Piotr Bielski
opublikowano: 2001-07-09 00:00

Koniec spokoju na rynku walutowym

Minionego tygodnia nie można zaliczyć do spokojnych. Uwagę inwestorów na początku tygodnia przykuły podane we wtorek wstępne informacje GUS dotyczące cen żywności w drugiej połowie czerwca, rozważania nad dalszymi losami tegorocznego budżetu oraz oczekiwanie na głosowanie w Sejmie nad wnioskiem o odwołanie minister skarbu Aldony Kameli-Sowińskiej. Te czynniki, wraz z rosnącym napięciem politycznym, sprzyjały nerwowości na rynku i niepewności co do dalszego trendu notowań. Piątek przyniósł rozładowanie negatywnych nastrojów w postaci lawinowej przeceny złotego i zwyżki rentowności związanej z odwrotem inwestorów zagranicznych.

Tak szybkiej jak w piątek deprecjacji złotówki nie doświadczyliśmy od października 2000 r., kiedy kurs dolara amerykańskiego sięgnął rekordowego poziomu 4,7 zł. Pomimo iż wyczekiwane przez rynek poranne głosowanie w Sejmie zakończyło się pomyślnie dla minister skarbu, w ciągu następnych kilku godzin polska waluta straciła blisko 6 proc. wartości w stosunku do dolara. Odchylenie rynkowego kursu złotego od starego parytetu spadło z około 14,5 proc. do 9,3 proc. Wyraźnie wzrosły również rentowności obligacji wyprzedawanych przez zagranicznych inwestorów.

Do załamania na rynku przyczyniło się kilka czynników. Ogólny klimat inwestycyjny wokół gospodarek zaliczanych do grupy „emerging markets” był niekorzystny. Piątek był dniem znaczącej deprecjacji kursów w Turcji, Argentynie, na Węgrzech. Pogorszyło to nastrój również wokół naszego rynku, szczególnie wśród inwestorów londyńskich. Wydaje się, że do przyspieszenia odwrotu zachodnich funduszy z aktywów denominowanych w złotych w istotny sposób przyczynił się wywiad, jakiego udzielił przewodniczący SLD Leszek Miller dla agencji Reuters, dotyczący m.in. planów sojuszu w zakresie polityki gospodarczej po ewentualnej wygranej w wyborach. Niektórym inwestorom po wywiadzie puściły nerwy i zdecydowali się na zamknięcie pozycji złotowych. Niestety dość niespokojna atmosfera na rynku spowodowała, że ruch ten bardzo szybko został podchwycony przez innych graczy, przeradzając się w paniczną reakcję zbiorową i doprowadzając do gwałtownego załamania notowań.

Tempo piątkowej wyprzedaży dowodzi, jak duża była skala przewartościowania złotego. W takiej sytuacji każda niezbyt korzystna informacja może zapoczątkować spiralę, prowadzącą do niebezpiecznej zniżki kursu. Wydarzenia z ubiegłego tygodnia nie przybrały aż takiej skali, by stworzyć zagrożenie dla gospodarki czy systemu bankowego, jednak świadczą o ryzyku, z którym należy się liczyć w ciągu najbliższych miesięcy. Mimo iż zapał części inwestorów do spekulacji na złotym z pewnością osłabł po piątkowych stratach, nie należy się spodziewać, że spowoduje całkowity odpływ kapitału zagranicznego. Powrotowi zachodnich funduszy na polski rynek sprzyjać będzie m.in. oczekiwana w przyszłym tygodniu decyzja rządu o zwiększeniu deficytu budżetowego i — co za tym idzie — podaży papierów skarbowych. Oczekujemy jednak, że wartość złotego nie powróci już do tak mocnego poziomu jak w ostatnich tygodniach, a średnie odchylenie od starego parytetu centralnego nie przekroczy w najbliższych dniach 13 proc.

Korzystne dane inflacyjne ożywiły spekulacje części analityków na temat możliwości kolejnej obniżki stóp w najbliższych miesiącach. Chociaż w mojej ocenie szanse na dalsze rozluźnienie polityki pieniężnej przed końcem roku są niewielkie, ogólna ocena prawdopodobieństwa obniżki w ciągu 6 miesięcy nieznacznie wzrosła. Rada może jednak powstrzymać się przed cięciem stóp z powodu przewidywanej ścieżki inflacji, która przed końcem roku znów może wzrosnąć. Tymczasem cel inflacyjny na 2002 r. jest bardzo ambitny.