Koniec wojny cenowej w ubezpieczeniach

opublikowano: 06-02-2018, 22:00

Lada chwila może ruszyć lawina podwyżek cen w korporacyjnych polisach chroniących na wypadek skutków działania żywiołów

Tanie ubezpieczenia majątkowe odchodzą do lamusa. Z naszych informacji wynika, że największy gracz na tym rynku zdecydował o podniesieniu stawek w korporacyjnych polisach, które chronią w sytuacjach, kiedy szkody będą wyrządzone przez żywioły.

NIE MA WYJŚCIA:  Zdaniem Łukasza Wawrzeńczyka, prezesa spółki Profika Broker, podwyższenie stawek za polisy od ognia i innych żywiołów przez największego gracza na rynku oznacza zakończenie wojny cenowej w tym segmencie. Inni ubezpieczyciele prawdopodobnie pójdą jego śladem.
Zobacz więcej

NIE MA WYJŚCIA: Zdaniem Łukasza Wawrzeńczyka, prezesa spółki Profika Broker, podwyższenie stawek za polisy od ognia i innych żywiołów przez największego gracza na rynku oznacza zakończenie wojny cenowej w tym segmencie. Inni ubezpieczyciele prawdopodobnie pójdą jego śladem. Fot. Marek Wiśniewski

Konieczny ruch

Już w sierpniu ubiegłego roku sygnalizowaliśmy, że nawałnice mogą być spiritus movens zmian w taryfach takich polis. Od kilku miesięcy widać było nieśmiałe ruchy w tym kierunku. Lada chwila może się okazać, że nastąpi szybki odwrót od miękkiego rynku charakteryzującego się niskimi cenami.

— Od stycznia stawki, które oferujemy nowym klientom korporacyjnym, oraz wszystkim, którzy odnawiają umowy, są o około 20 proc. wyższe — mówi dyrektor do spraw klientów korporacyjnych jednego z oddziałów PZU, który nie chce ujawniać swojego nazwiska. Jego zdaniem, dyrektorom dodatkowo zostały ograniczone kompetencje do udzielania zniżek przy oferowaniu firmom ochrony od skutków działania żywiołów.

— Podwyżki były koniecznym ruchem, mając na uwadze fakt sporych wypłat z tytułu ubiegłorocznych nawałnic oraz wzrost stawek umów reasekuracyjnych. Do tej pory składki spadały, a wartość szkód rosła. W efekcie nasz wynik techniczny okazał się niższy, niż wynikało to z założeń — tłumaczy nasz informator.

Biuro prasowe PZU przyznaje, że w okresie minionych kilku lat na polskim rynku ubezpieczeń dla firm mieliśmy do czynienia z tzw. miękkim rynkiem, który niekorzystnie odbijał się na rentowności poszczególnych zakładów ubezpieczeń w naszym kraju. Nie potwierdza jednak oficjalnej zmiany taryf w korporacyjnych ubezpieczeniach majątkowych, tłumacząc, że każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie. „PZU nie podjęło decyzji o podniesieniu stawek w ubezpieczeniach majątkowych przy odnowieniach umów dla klientów firmowych oraz nowych klientów” — czytamy w odpowiedzi na nasze pytanie o podwyżki.

Największy decyduje

Wyższe stawki polis majątkowych w PZU odbiją się na całym rynku.

— Taki ruch ze strony największego gracza na rynku oznacza zakończenie wojny cenowej w tym segmencie. Lada chwila pozostali ubezpieczyciele pójdą jego śladem. Wszyscy są już zmęczeni niskimi stawkami. Częstotliwość i gwałtowność zjawisk atmosferycznych od kilku lat rośnie, w ubiegłym roku ubezpieczyciele ponieśli spore straty z tego tytułu, do tego doszły wyższe koszty reasekuracji. To wszystko z pewnością odbiło się na wyniku technicznym większości graczy, więc wyższe ceny w majątku były tylko kwestią czasu — twierdzi Łukasz Wawrzeńczyk, prezes spółki Profika Broker.

Już wcześniej sygnalizował, że podobne zmiany są konieczne, i to właśnie nawałnice mogą się stać pretekstem do podwyżek.

— Większość ubezpieczycieli z pewnością będzie wyceniać polisy korporacyjne w 2018 r. bardziej realnie — zgadza się Agnieszka Michałowska, broker dyrektor w dziale klienta strategicznego w Marsh Polska.

— Wiemy, że kolejni ubezpieczyciele podczas organizowanych kwartalnie spotkań z underwriterami [pracownicy oceniający ryzyko — przyp. red.] planują poruszenie kwestii ewentualnych podwyżek — wtóruje jej Joanna Kościuch-Malinowska, broker specjalista w STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi.

Natomiast Izabela Król, dyrektor ds. underwritingu ubezpieczeń majątkowych w polskim oddziale Colonnade, zauważa, że ceny już zaczęły rosnąć u ubezpieczycieli z pierwszej piątki największych graczy na rynku majątkowym — i to zapewne jako efekt ruchu PZU. Dodatkowo wprowadzili oni obostrzenia w zakresie akceptacji ryzyka w przypadku tzw. trudnych branż. Zdaniem Łukasza Zonia, prezesa Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych (SPBUiR), drastycznego końca wojny cenowej w majątku nie będzie.

— Ubezpieczyciele odetchnęli po zakończeniu jej w polisach komunikacyjnych. Dlatego wielu z nich, nawet mimo podniesienia stawek przez największego gracza — na co nikt nie patrzy obojętnie — może dalej walczyć o rynek majątkowy ceną — twierdzi Łukasz Zoń. Jego zdaniem, wojna w ubezpieczeniach majątkowych na pewno się kończy, ale nie będzie jej towarzyszyć gwałtowny wzrost cen.

— Zaczęto zwracać uwagę na ocenę ryzyka. Na polisę nie mogą już liczyć firmy prowadzące działalność w najbardziej szkodowych branżach albo proponowana jest im zaporowa cena. Znaczenie zyskały też odpowiednie zabezpieczenia — tłumaczy Łukasz Zoń.

To już było

Ubezpieczyciele znani są jednak z gwałtownych, nieprzewidywalnych zmian w taryfach. Takie sytuacje zdarzały się już również w polisach majątkowych — ostatnio po powodzi i kilku dużych szkodach przemysłowych w 2010 r. W rezultacie tych zdarzeń prawie wszystkie towarzystwa ubezpieczeniowe na koniec 2010 r. wykazały stratę, a PZU znacznie mniejszy zysk. Na to nałożył się kryzys finansowy, który spowodował, że ubezpieczyciele, w większości o międzynarodowych korzeniach, nastawili się bardziej na ochronę kapitału, a tym samym zmniejszyła się ich skłonność do przyjmowania trudnych rodzajów ryzyka.

Wcześniej wszystkie firmy, które przychodziły po polisę, mogły przebierać z roku na rok w coraz tańszych ofertach. Wiele zakładów ubezpieczało różnego rodzaju branże za niemal identyczną cenę. Jak świeże bułeczki rozchwytywane były firmy z branży chemicznej, tworzyw sztucznych czy magazyny. Nie miała większego znaczenia konstrukcja budynków, nie było pretensji o brak zabezpieczeń przeciwpożarowych. Firmy, przez lata rozpieszczane przez zakłady ubezpieczeń, na przełomie 2010 i 2011 r. przeżyły szok, ponieważ nagle ich długoletni ubezpieczyciele proponowali dwu- czy też trzykrotnie wyższą stawkę albo w ogóle nie przedstawiali oferty. Znaczenie zaczęły mieć i branża, i konstrukcja budynku, i poziom zabezpieczeń. Jednak zmiana nie trwała długo. Już w 2012 r. sygnalizowaliśmy powrót do wojny cenowej w ubezpieczeniach od ognia i innych żywiołów. Jeszcze wtedy wielu ekspertów na taki scenariusz patrzyło sceptycznie.

— To byłaby porażka. Za bardzo się napracowaliśmy, żeby wytłumaczyć klientom zasadność podwyżek — mówili brokerzy. Doszło jednak do niej i trwa do dzisiaj, kiedy znów zaczyna się mówić o końcu promocji w ubezpieczeniach majątkowych i powrocie do standardowej oceny ryzyka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Koniec wojny cenowej w ubezpieczeniach