Po wstąpieniu Polski do UE całkowicie zmieniły się zarówno zasady handlu z krajami tzw. „starej Unii” jak i z krajami spoza Unii Europejskiej.
Polska jako kraj graniczący z rynkami wschodnimi, które od wielu lat postrzegane są jako atrakcyjne miejsca zbytu, ale także jako dostawcy tanich produktów, ma ogromną szansę stać się drugą Holandią. Po spełnieniu — rzecz jasna — szeregu warunków zarówno prawnych, finansowych, jak i organizacyjnych.
Druga Holandia
Holandia, a w szczególności port morski w Rotterdamie, jest od setek lat kojarzona jako główny kierunek importu towarów na obszar Europy. Jest to co prawda w znacznym stopniu uwarunkowane historycznie, gdyż od XVI wieku Holandia, nie posiadając rozwiniętego przemysłu, skupiła swoje wysiłki na rozbudowie portów i handlu. Również holenderska administracja celna od lat jest postrzegana jako najmniej „uciążliwa” dla biznesu, co nie oznacza, że jest nieefektywna i nieskuteczna. Holenderskie władze celne dokonują w ciągu roku szczegółowych kontroli celnych już po dokonaniu importu, a w codziennej pracy kierują się zasadami, jak najszybciej i jak najefektywniej spowodować aby kontrolowany towar ponownie znalazł się w łańcuchu logistycznym.
Dlatego między innymi odprawy celne trwają tu bardzo krótko, a wszelkie wątpliwości są sprawnie wyjaśniane w trakcie bądź już po zakończeniu odprawy. Do tego wszystkiego należy dodać wysoki poziom informatyzacji, zarówno administracji, jak i firm dokonujących importu i ich przedstawicieli. Istnieje możliwość elektronicznych odpraw celnych przed wpłynięciem towarów do portu, coraz szerzej wprowadzany jest program całkowitej rezygnacji z dokumentacji papierowej.
Z pomocą przyszła również administracja rządowa, uchwalając szereg przepisów ułatwiających i jednocześnie przynoszących wymierne korzyści finansowe dla importerów. Takim przykładem może być brak wymogu płatności podatku VAT importowego i jego rozliczanie na takich samych zasadach jak w przypadku transakcji wewnątrzwspólnotowych. Również kwestie związane z transakcjami na terenie składów celnych, możliwości zawierania szeregu porozumień z władzami celnymi uatrakcyjnia dokonywanie tam odpraw.
Nowe podejście
Czy Polska może wykorzystać swoje dogodne położenie geograficzne, niemałe doświadczenie w handlu z krajami z bloku wschodniego i stać się drugą Holandią? A jeżeli już nie na skalę całej Unii, to chociaż w naszym regionie, przejmując odprawy dokonywane przez działające w naszym regionie firmy. Z pewnością tak, ale nie bez nakładu dużej pracy i zmiany szeregu przepisów, które to utrudniają.
Nie można nie zauważyć pozytywnych zmian w sposobie funkcjonowania i działania polskiej administracji celnej. O ile na najwyższych szczeblach od lat było jasne, że importerzy towarów, którzy dokonują odpraw w Polsce, nie są wrogami i z założenia przemytnikami, o tyle w tzw. terenie było pod tym względem już znacznie gorzej. Nierzadkie było niesłuszne i niesprawiedliwe posądzanie dużych i wiarygodnych firm o działania mające na celu niezgodne z prawem zaniżanie należności celnych. Firmy traktowane były jak petenci, żadna argumentacja podpierana przykładami innych krajów będących również członkami Światowej Organizacji Handlu nie była akceptowana, więc trudno się dziwić, że niektóre firmy skutecznie zostały zrażone do kontaktów z naszymi urzędami celnymi.
Sytuacja zmieniła się diametralnie po naszym wstąpieniu do Unii. Polskie władze celne stały się znacznie bardziej otwarte i pomocne dla importerów, co wcale nie musi oznaczać, że stały się pobłażliwe. W dalszym ciągu import, szczególnie towarów obłożonych wysokimi cłami czy akcyzą, jest narażony na szereg nieprawidłowości i nadużyć, ale ciężar kontroli powinien i w tych przypadkach być przeniesiony na kontrole już po dokonaniu importu. W znacznym stopniu przyspieszy to odprawy, a jednocześnie umożliwi organom celnym spokojną kontrolę po zakończeniu wszelkich formalności administracyjnych.
Zacznijmy od podatków
Przepisy celne nie stanowią już bariery i nie obniżają naszej konkurencyjności w stosunku do innych krajów unijnych. Pozostaje kwestia zmiany szeregu przepisów podatkowych. Niezbędne jest wprowadzenie zmian w przepisach VAT, tak aby sposób rozliczania tego podatku był jak najbardziej korzystny dla importerów, co przy zachowaniu jego neutralności nie jest takie trudne. Potrzebne jest skorzystanie tu z wzorców innych krajów, np. Czech.
Innym przykładem utrudnień wynikających z różnorodnej interpretacji przepisów jest kwestia dokonywania, a co za tym idzie opodatkowywania transakcji sprzedaży przed dokonaniem odprawy celnej. W szczególności dotyczy to szeregu dyskusji i wątpliwości trwających od wielu lat w sprawie sposobu traktowania z punktu widzenia podatkowego transakcji na terenie składów celnych. Opodatkowywanie tych transakcji podatkiem VAT lub, jak to było wcześniej, podatkiem od czynności cywilnoprawnych jest nieuzasadnione i buduje barierę, którą firmy omijają, przenosząc odprawy np. do Czech lub na Węgry.
Powyżej przytoczone przykłady potwierdzają, że dla naszego kraju istnieje szansa na zwiększenie zainteresowania potencjalnych inwestorów odprawami celnymi w Polsce. Do tego potrzebna jest dalsza modernizacja portów, informatyzacja, daleko idąca zmiana przepisów podatkowych i w dalszym ciągu edukacja administracji.
Krzysztof Stefanowicz starszy menedżer szef Zespołu Ceł i Akcyzy KPMG