Polski import mocno przyspiesza. W maju firmy sprowadziły do kraju towary za 13,57 mld EUR, czyli o 9,9 proc. więcej niż w poprzednim roku. To najwyższa dynamika od sierpnia 2011 r., a przecież jeszcze pół roku temu import był w stagnacji. I choć sprowadzanie do kraju towarów zwykle szkodzi gospodarce, bo odbiera zamówienia rodzimym producentom, w tym przypadku może nastrajać pozytywnie.

Pokazuje, że Polacy przestają trzymać się za kieszeń. — Przyspieszenie importu to dobry znak. To bezpośrednia konsekwencja wzrostu popytu krajowego, czyli konsumpcyjnego i inwestycyjnego — mówi Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK.
Kowalski wkracza na rynek
Na razie trudno wyrokować, które z tych dwóch obszarów — konsumpcja czy inwestycje — są głównym motorem napędowym ożywienia na rynku wewnętrznym. Pokażą to dopiero wyniki całego drugiego kwartału, a te poznamy pod koniec sierpnia. Nieco światła rzucają jednak ostatnie dane NBP dotyczącebilansów bankowych. Według nich, w ostatnich dwóch miesiącach zadłużenie polskich firm wyraźnie wyhamowało (w czerwcu roczna dynamika spadła z 6,5 do 5,9 proc., choć przez poprzedni rok stale rosła), co sugeruje, że nieco stopniała skłonność przedsiębiorców do inwestowania.
— Co więcej, wyhamowaniu akcji kredytowej dla firm towarzyszyło przyspieszenie dynamiki depozytów przedsiębiorstw. To oznacza, że firmy prawdopodobnie ograniczyły aktywność inwestycyjną — komentuje Rafał Sadoch, ekonomista Plus Banku.
Wydaje się więc, że to konsumenci przejęli w ostatnich miesiącach pałeczkę i to oni napędzają krajowy popyt.
Nadal nad kreską
Optymistyczne jest również to, że mimo silnego przyspieszenia importu, Polska kolejny miesiąc z rzędu podtrzymała status „państwa-eksportera” — nadal mamy nadwyżkę w handlu zagranicznym. W maju nasze firmy wyeksportowały towary i usługi za 13,64 mld EUR (o 11,3 proc. więcej niż przed rokiem), czyli o 175 mln EUR więcej, niż w tym czasie zaimportowały. To już piąty miesiąc z rzędu, w którym w handlu ze światem jesteśmy „na plusie”.
— Choć import przyspiesza, jednocześnie nadal silny jest popyt zagraniczny na polskie towary. To pokazuje, że wzrost gospodarczy w Polsce jest zrównoważony, napędzany i popytem wewnętrznym, i zewnętrznym — mówi Tomasz Kaczor. Jak zauważają analitycy mBanku, w maju pobity został kolejny historyczny rekord. Przez ostatnie 12 miesięcy Polska zanotowała w handlu skumulowaną nadwyżkę równą 3,88 mld EUR (o 174 mln EUR więcej niż dotychczasowy rekord). Przypomnijmy, jeszcze na początku 2013 r. Polska miała podobny wynik salda handlowego, tyle że na minusie.
Nadzór nie zgadza się, żeby banki zapuszczały żurawia w rachunki klientów konkurencji. Ma na myśli trzy konkretne instytucje.