Konsumpcja stabilności rozwoju nie utrzyma

opublikowano: 27-08-2019, 22:00

Wstępny projekt ustawy budżetowej na 2020 r. skierowany zostanie do konsultacji, w tym do Rady Dialogu Społecznego, ale uwzględniając dotychczasowe doświadczenia tej instytucji — wpłynie 30 września 2019 r. do Sejmu jako formalny już projekt Rady Ministrów z najwyżej kosmetycznymi poprawkami.

Na dwa tygodnie przed wyborami stanie się bardzo nośnym propagandowo argumentem za głosowaniem na ekipę tzw. dobrej zmiany. Hasło budżetu zrównoważonego rzeczywiście jest bardzo chwytliwe, zwłaszcza że statystyczny wyborca nie interesuje się niewygodnymi dla rządu szczegółami oraz zagrożeniami. Niedopinanie się budżetu było problemem już w epoce PRL. W corocznych ustawach zamiast nadwyżki pojawiła się kategoria niedoboru, który wyrównywano prostym zapisem „Źródłem pokrycia niedoboru budżetu będzie kredyt zaciągnięty przez ministra finansów w Narodowym Banku Polskim”.

W III RP budżet centralny księgowo zrównoważyli tylko Tadeusz Mazowiecki i Leszek Balcerowicz w roku 1990.
Fot. Jerzy Kośnik/ Forum

Zwłaszcza w ostatnich latach tzw. realnego socjalizmu jego spłacanie stawało się coraz większą fikcją. Po zmianie ustroju ambitną próbę wyprowadzenia kasy państwa na prostą podjął rząd Tadeusza Mazowieckiego z Leszkiem Balcerowiczem. W ustawie budżetowej na 1990 r. wpisano po obu stronach równania taką samą kwotę, wraz z zapisem „Dochody i wydatki budżetu państwa na koniec roku 1990 będą zrównoważone”, ale na wszelki wypadek uzupełnionym o wentyl „Upoważnia się ministra finansów

do dokonania emisji bonów skarbowych do wysokości umożliwiającej utrzymanie wyniku budżetu państwa, nie wyższej jednak niż 4 proc. wydatków budżetu centralnego”. Dzisiaj trudno uwierzyć, ale przypomniany zapis ustawowy nie tylko udało się zrealizować, lecz wynik budżetu 1990 wyszedł… minimalnie dodatni. Niestety, wyłącznie księgowo — w uchwale Sejmu z 1991 r. o udzieleniu absolutorium dla rządu (wtedy już Jana Krzysztofa Bieleckiego) znalazły się bardzo krytyczne i gorzkie zdania, w tym najważniejsze: „Zasadniczym negatywnym zjawiskiem roku 1990 była bardzo głęboka recesja”.

Historyczne przypomnienie jest zasadne, ponieważ nigdy później w III RP nie udało się budżetu zrównoważyć. Po trzech dekadach rozwoju gospodarki rynkowej Polska może dołączyć do elity państw, które wydają tyle, ile mają. Niestety, plan premiera Mateusza Morawieckiego i ministra Mariana Banasia (budżet to jego ostatnie zadanie przed objęciem prezesury Najwyższej Izby Kontroli) to przedsięwzięcie przede wszystkim księgowe, oparte na wpływach jednorazowych.

Nieistniejące w 2019 r. dochody będą pochodziły z m.in. z opłaty przekształceniowej OFE, zniesienia limitu składek na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, sprzedaży częstotliwości dla operatorów telekomunikacyjnych, aukcji praw emisji dwutlenku węgla, ewentualnie niepewnych wpływów z zysku NBP oraz nowej opłaty od torebek foliowych. Jeśli limit składek zostanie zniesiony, to firmy naturalnie zmniejszą wydatki na inwestycje. A to przecież one są podstawą długookresowego zrównoważonego rozwoju oraz zabezpieczeniem przed skutkami nieuchronnie nadchodzącego spowolnienia.

Tymczasem rząd wcale nie ukrywa, że filarem zrównoważenia przyszłorocznego budżetu jest dalsze nakręcanie indywidualnej konsumpcji. W perspektywie wyborów 13 października taki akcent jest całkowicie zrozumiały, ale w dłuższym horyzoncie — to zamek na piasku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane