Kontakt z walutami rodzi chęć spekulacji

opublikowano: 28-06-2012, 00:00

Case study: Point of View znalazł receptę na zabezpieczenie przed niekorzystnymi zmianami kursu euro

Instytucje finansowe zachęcają przedsiębiorców do korzystania z instrumentów umożliwiających zabezpieczenie się na wypadek niekorzystnych zmian kursów walut.

— Takie zabezpieczenie pozwoli im skupić się na podstawowej działalności, a nie zajmować ryzykiem kursów walut — mówi Iwona Tępińska z Domu Maklerskiego IDMSA.

Praktyka pokazuje, że jest na odwrót — z głów tych przedsiębiorców, którzy się zabezpieczają, problem walutowy wcale nie znika. Przeciwnie — dopiero wtedy zaczynają się interesować rynkiem walut, coraz częściej zastanawiając się, jak by na tym zarobić.

Kontrola kursu

Point of View, firma oferująca usługi magazynowe i logistyczne, dysponująca powierzchnią magazynową o wielkości 70 tys. mkw., wypróbowała już kilka metod zabezpieczenia ryzyka zmiany kursów walut. W centrum jej zainteresowania jest euro, ponieważ w tej walucie podpisuje umowy z zagranicznymi kontrahentami.

— Przy wahaniach kursu euro, z którymi mamy do czynienia od kilku lat, istnieje duże ryzyko, że mój biznes w pewnym momencie stanie się nierentowny albo pojawią się jakieś problemy — mówi Patryk Angelard, prezes Point of View.

Tym bardziej że w przypadku niekorzystnego spadku kursu firma musi radzić sobie sama. Natomiast jeżeli kurs nadmiernie rośnie — kontrahenci narzekają, proszą o ustępstwa, przeliczenie po niższym kursie.

— Nie zgadzamy się na wszystko, ale musimy być w jakimś stopniu elastyczni, ponieważ to w naszym interesie leży, żeby kontrahentom dobrze szło. Jeżeli u nich pojawią się problemy, to prędzej czy później pojawią się także u nas — przestaną płacić w terminie, zaczną zmniejszać powierzchnię, zakres usług albo rezygnować z umów — tłumaczy Patryk Angelard.

W związku z tym kontrola kursu euro i zabezpieczenie jego poziomów to dla prezesa Point of View wyjątkowo pożyteczna praktyka. Wyczuły to również współpracujące z firmą banki, które od dwóch lat drążyły temat zabezpieczeń, proponując różnego rodzaju rozwiązania.

— Najchętniej proponują opcje, bo na nich najwięcej zarabiają. Jednak z mojego punktu widzenia jest to drogi instrument i do tego ryzykowny — tłumaczy niechęć do skorzystania z takiego rozwiązania Patryk Angelard.

Firma radzi sobie z wahaniami euro, wspomagając się transakcjami spot i forward. Zdarzyło jej się też skorzystać z korytarza walutowego. Ponadto czeka na skok kursu euro w górę, żeby przeprowadzić transakcję CIRS.

— Mamy spory kredyt inwestycyjny w złotych, który chcieliśmy przewalutować na euro, ale bank nie wyraził na to zgody. Zaproponował CIRS, który jest swapem walutowo-procentowym, czyli transakcją, która zamienia zobowiązania złotowe na euro po ustalonym kursie, a do tego zamiast oprocentowania opartego na stawce WIBOR będziemy korzystać ze stawki LIBOR — mówi prezes Point of View.

Dzięki temu przychody i koszty firmy są w tej samej walucie, a skoki euro w górę nie będą dla niej bardzo bolesne, ponieważ zawsze zostanie kilka procent różnicy pomiędzy WIBOR a LIBOR.

Zmienne kursy kuszą

Doświadczenia Point of View z instrumentami zabezpieczającymi kurs euro są różne.

— Zdarzało się, że na nich traciłem, ale czasem udawało się trochę zarobić — komentuje Patryk Angelard. Najwygodniejszą metodą są według niego transakcje spotowe. Firma ma umowę z bankiem na dane kursy, specjalną platformę do wymiany, marżę na stałym poziomie w stosunku do aktualnych stawek na rynku. Nie trzeba zatem telefonować za każdym razem do banku i pytać o kurs, ale transakcję w dowolnym momencie można zawrzeć samodzielnie. Jednak najbardziej odpowiednim sposobem zabezpieczenia dla firmy o specyfice Point of View jest forward.

— Mamy wyłącznie kontrakty długoterminowe i dzięki zamrożeniu kursu wymiany wiem, ile będę miał pieniędzy w danym okresie, i mogę wcześniej dokładnie zaplanować przychody i wydatki — wyjaśnia Patryk Angelard.

Raz skorzystał z korytarza walutowego. To także bezkosztowa operacja, która polegała na ustaleniu przedziału kursu euro, np. pomiędzy 4,20-4,75 zł na pewien okres. Jeżeli w tym okresie kurs zawierał się w tym przedziale, euro wymieniano po danym kursie. Gdyby natomiast zdarzyło się, że będzie niższy niż 4,20, albo wyższy niż 4,75, trzeba by wymienić odpowiednio po 4,20 i 4,75. W pierwszym przypadku firma zyskuje zabezpieczenie dolnej granicy, w drugim nie skorzystałaby na lepszym kursie.

— Ale akurat wtedy nie zdarzyło się, żeby kurs przekroczył którąś z tych barier. Nie skorzystałem więc ani nie zarobiłem, ale miałem pewność, że nie będzie trzeba euro wymieniać poniżej 4,10. Tylko co do dokładnej kwoty, którą będę dysponować, pewności nie było — opowiada Patryk Angelard.

Prezes Point of View dodaje, że zawiera transakcje forward na rzeczywiste przychody, która przez to nie daje możliwości spekulacji. A kontakt z kursami walut wciąga.

— Naturalne jest, że zastanawiając się nad metodą zabezpieczenia, myślę też o tym, w jaki sposób można na tym coś zyskać — mówi prezes Point of View.

Zmienne kursy walut, rodząc takie możliwości, same się o to proszą. Zarobić na nich próbuje bank, który tworzy podobne instrumenty, zyskać chciałby również klient, który z nich korzysta. Trudno więc liczyć na to, że zastosowane instrumenty pozwolą skupić się na biznesie.

— Teoretycznie tak jest, ale od kiedy się zabezpieczam, bardzo intensywnie śledzę to, co się dzieje na rynku walutowym. Mam nawet specjalną aplikację w telefonie, do której bardzo często zaglądam — śmieje się Patryk Angelard.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy