Polsko-Rosyjska Izba Handlowo-Przemysłowa zajmowała się do tej pory kojarzeniem kontrahentów z obu krajów. Z sukcesem.
- W pierwszej połowie lutego zorganizowaliśmy dla dwóch firm będących naszymi członkami wyjazd na targi spożywcze do Moskwy. Przedstawiciele tych przedsiębiorstw byli bardzo zadowoleni z udziału w imprezie, nawiązali kontakt z rosyjskimi dystrybutorami i liczyli na kontrakty. Targi zakończyły się 11 lutego, czyli niespełna dwa tygodnie przed agresją Rosji na Ukrainę – mówi Hanna Wielgosz, prezes Polsko-Rosyjskiej Izby Handlowo-Przemysłowej (PRIHP).

Jednak dziś, w radykalnie innej sytuacji niż ta z początku lutego, polscy uczestnicy tych targów nie podpiszą już żadnych umów z potencjalnymi rosyjskimi kontrahentami, których poznali w Moskwie. Może mieć to wpływ na konieczność okresowego ograniczenia produkcji i zatrudnienia.
- Dziś o takim kojarzeniu kontrahentów w ogóle nie może być mowy. Zresztą współpraca gospodarcza z Rosją zawsze wyglądała inaczej, niż współpraca z większością pozostałych państw. Przypominała sinusoidę: żyliśmy od kryzysu do kryzysu, a między nimi staraliśmy się odrabiać straty. Teraz mamy najgorszy ze wszystkich kryzysów – mówi Hanna Wielgosz.
W obecnej sytuacji Izba nie dostaje zapytań ani próśb o pomoc w skontaktowaniu z firmami z Rosji. A jeszcze kilka tygodni temu zainteresowanie polskiego biznesu było bardzo duże.
- Po okresie izolacji - przez ponad rok z powodu pandemii nie było możliwości żadnych wyjazdów na targi - mnóstwo firm chciało z naszą pomocą nawiązywać kontakty handlowe z Rosją. Stąd też lutowy wyjazd na targi spożywcze do Moskwy – mówi prezes PRIHP.
Nie oznacza to, że Izba nie otrzymuje innych próśb.
- Mamy wiele pytań o zmiany przepisów i zasad prowadzenia handlu z Rosją. Wiele wątpliwości dotyczy także tzw. towarów podwójnego przeznaczenia. Zbieramy wszystkie te informacje i przekazujemy je naszym członkom – wyjaśnia Hanna Wielgosz.
Izba wyszła też z własną inicjatywą. Poprosiła swych członków, by spróbowali oszacować, jakie ponoszą straty w związku z nałożonymi na Rosję sankcjami Unii Europejskiej, kontrsankcjami, kłopotami logistycznymi, wzrostem cen, czy generalnie niemożnością prowadzenia normalnej wymiany handlowej z rosyjskimi partnerami.
- Będziemy chcieli wystąpić do rządu z prośbą o odszkodowania lub inne rekompensaty z tytułu takich strat – wyjaśnia tę inicjatywę Hanna Wielgosz.
Problem w tym, że najwyraźniej jest jeszcze za wcześnie, aby przedsiębiorcy mogli dokonać takich szacunków. Wielu z nich ponosi straty nie tylko z tytułu załamania kontaktów handlowych z Rosją, ale także bezpośrednio w związku z wojną na Ukrainie. Część członków PRIHP miało bowiem umowy zarówno z rosyjskimi, jak i ukraińskimi kontrahentami.
Do Izby zależą przede wszystkim małe i średnie, prywatne przedsiębiorstwa (wśród członków nie ma ani firm państwowych, ani koncernów handlujących np. surowcami). Kontrakty z rosyjskimi partnerami handlowymi odpowiadają czasami za bardzo znaczną część przychodów tych firm.
Hanna Wielgosz uważa, że jej organizacja musi stanąć w obronie takich podmiotów. Dlatego – mimo kompletnej zmiany sytuacji politycznej - nie myśli o zawieszeniu działalności.
- Parzymy, jak zachowują się inne dwustronne izby przemysłowo-handlowe. Ani amerykańsko-rosyjska, ani francusko-rosyjska, czy niemiecko-rosyjska nie zamierzają się rozwiązywać, ani zawieszać działalności. One mają oczywiście znacznie większe możliwości finansowe, niż my, ale zdecydowaliśmy, że dopóki będziemy mogli działać też nie podejmiemy żadnych radykalnych kroków – deklaruje prezes PRIHP.