Kontrakty poczekają jeszcze półtora roku

Agnieszka Berger
opublikowano: 2004-07-12 00:00

Wytwórcy energii posiadający kontrakty długoterminowe mogą spać spokojnie. Likwidacja umów nastąpi nie wcześniej niż w styczniu 2006 r.

Po kolejnej rundzie uzgodnień z Komisją Europejską (KE) w sprawie programu likwidacji kontraktów długoterminowych (KDT) resort gospodarki stracił złudzenia. Na rozwiązanie energetycznych KDT od 1 stycznia przyszłego roku nie ma najmniejszych szans.

— Jeśli rząd szybko przyjmie autopoprawkę do ustawy o likwidacji KDT uwzględniającą oczekiwania Brukseli, jeszcze przed końcem lipca skierujemy projekt do KE. Komisja sygnalizuje, że procedura notyfikacji potrwa co najmniej do II, III kwartału przyszłego roku. Dopiero wtedy ustawa będzie mogła trafić do parlamentu, więc realny termin jej uchwalenia to IV kwartał 2005 r., a wejścia w życie — styczeń 2006 r. — mówi Jacek Piechota, wiceminister gospodarki odpowiedzialny za energetykę.

Dochodzenia nie będzie

Ostateczne uzgodnienia z KE nie doprowadziły do postulowanej przez Polskę zmiany podejścia Brukseli do kontraktów.

— Komisja podtrzymuje, że wypłata rekompensat za zlikwidowane KDT to pomoc publiczna, a nie zadośćuczynienie. Bruksela poszła nawet dalej, uznając, że same kontrakty to forma pomocy publicznej. Nie będzie jednak dochodziła dozwolonej czy nie — zapewnia Jacek Piechota.

Gotówka dla wybranych

Takie stanowisko Unii ma praktyczne przełożenie na zapisy ustawy. Program musi być tak skonstruowany, by odszkodowania dostali tylko ci wytwórcy, którzy po utracie kontraktów znajdą się w trudnej sytuacji rynkowej.

— Na tym etapie oceniamy, że potencjalnie rekompensaty będą się należały wszystkim producentom, których KDT zostaną zlikwidowane — twierdzi wiceminister.

Jednak według wytycznych unijnych, wypłata odszkodowań ma następować w ratach, których wysokość będzie uzależniona od rzeczywistej sytuacji na rynku energii. Wytwórca, któremu będzie się wiodło lepiej, może dostać mniejszą rekompensatę lub nie dostać jej wcale. Na tym nie koniec...

— Chcemy, żeby pierwsza rata wynosiła aż 40-50 proc. To oznacza, że w ustawie musi się znaleźć mechanizm zwrotu odszkodowań przez wytwórców, których sytuacja okaże się lepsza od prognozowanej — zaznacza Jacek Piechota.