Nowy zarząd Kopeksu walczy na kilku frontach, a czasu ma mało. Czy kilka tygodni wystarczy, by przekonać banki, że specjalizująca się w maszynach i usługach dla górnictwa spółka wyjdzie kiedyś na prostą?

Australia adieu
— Jest w nas pewien niepokój. Weszliśmy do spółki, która uchodziła kiedyś niemal za dobro narodowe i za wzór ekspansji na rynkach międzynarodowych. Dziś stan firmy jest bardzo zły. Wyzwaniem jest zachowanie płynności. Płacimy z opóźnieniem, ale regularnie — mówi Dariusz Pietyszuk, od nieco ponad miesiąca prezes Kopeksu. Pierwszy front, na którym walczy nowy zarząd, to restrukturyzacja biznesowa. Na pierwszy ogień pójdzie działalność zagraniczna, bo większość zagranicznych spółek od lat przynosi straty.
— Będziemy albo zamykać wszystkie nieistotne spółki, albo przeprowadzać upadłość likwidacyjną, albo je sprzedawać — mówi Magdalena Nawłoka, członek zarządu Kopeksu odpowiedzialny za sprawy finansowe. Przykłady? Australia. Tam spółka Kopeksu od lat generuje straty, a na minusie była nawet w okresie surowcowej prosperity.
— Skoro w dobrych latach sobie nie poradziła, to nie poradzi sobie także w kryzysie — mówi Magdalena Nawłoka.
Australia tradycyjnie eksportuje surowce do Chin, więc spowolnienie chińskiego giganta powoduje załamanie na krajowym rynku górniczym i okołogórniczym. Drugi przykład to Serbia. Kopex nadal zamierza starać się o kontrakty, ale po co prowadzić tam odlewnie? — To nie jest nasz podstawowy biznes. Wycofamy się z tych spółek — podkreśla Dariusz Pietyszuk.
Gdzie w świecie firma zostanie? Tam, gdzie jej podstawowy biznes jest tradycyjnie silny, czyli w Rosji i na Bałkanach. W Chinach też zostanie, choć mocno ograniczy działalność.
Komu Mikrus i kopalnia
Docelowo zamiast 31 spółek obecnie grupa ma ich mieć kilkanaście. Ekspresowa likwidacja lub sprzedaż podmiotów będzie jednak oznaczać straty. Dlatego Kopex ogłosił już, że na koniec półrocza konieczne będą odpisy do 535 mln zł.
— W tej kwocie mieszczą się straty wynikające z pozbycia się spółek, ale nie tylko. Ujęte są tu również np. należności, których odzyskanie jest problematyczne. Dotychczasowe władze miały optymistyczną politykę sprzedaży urządzeń na rynkach międzynarodowych — twierdzi Magdalena Nawłoka.
W odpisach nie ujęto jednak projektu kopalni (w Przeciszowie, między Katowicami a Krakowem), nad którym pracowały poprzednie zarządy. — To dobry projekt, ale Kopex nie ma kompetencji ani pieniędzy, by go zrealizować. Szukamy inwestora — mówi Dariusz Pietyszuk.
Odpisy objęły natomiast koncept Mikrusa, czyli kompleksu, który miał się sprawdzać na cienkich pokładach surowca. Poprzednie zarządy przez parę lat nie znalazły na niego nabywców, więc nowy zarząd nie wierzy w sukces. — Teoretycznie rozmawiamy o sprzedaży projektu w Chinach, ale obawiamy się, że mimo dziesiątek milionów złotych wydanych z tego tytułu, przy obecnych cenach węgla jest to produkt niezbywalny — uważa Dariusz Pietyszuk.
Pozbywaniu się spółek towarzyszyć będą zwolnienia pracowników. Zarząd nie podaje liczb, ale nie kryje, że zatrudnienie znacznie spadnie. Dziś sięga 4,6 tys. osób. — Plan restrukturyzacji zakłada osiągnięcie do 110 mln zł rocznych oszczędności, głównie w obszarze zatrudnienia — przyznaje Magdalena Nawłoka.
Nadzieja w Famurze
Po restrukturyzacji Kopex będzie mniejszy. To otworzy kolejny front — obejmujący restrukturyzację zadłużenia kredytowego, które sięga 600 mln zł. — Nie jesteśmy w stanie go obsłużyć — przyznaje Dariusz Pietyszuk. — Ograniczenie działalności oznacza konieczność rewizji poprzedniego planu finansowego — dodaje Magdalena Nawłoka.
Dlatego Kopex dąży do restrukturyzacji długu. — Zaprezentowaliśmy bankom plan restrukturyzacji, który zaowocuje odzyskaniem rentowności przez firmę w 2018 r. — mówi Magdalena Nawłoka.
Skąd ten optymizm? Zarząd nie łudzi się, że polskie górnictwo spektakularnie się odbije i zacznie inwestować. Przewiduje raczej, że inwestycje będą skromne. Mimo to koncentracja na biznesie podstawowym ma — według zarządu — uratować firmę.
Ratowanie odbywa się pod presją czasu, na którym zależy Famurowi. To polski konkurent Kopeksu i przyszły inwestor strategiczny, który (poprzez powiązaną z nim firmę TDJ) ma już w portfelu jedną trzecią akcji firmy. — Zarząd liczy, że inwestor wesprze szacowane na ponad 100 mln zł koszty restrukturyzacji — mówi Magdalena Nawłoka. © Ⓟ
Połączył ich kryzys
Kopex stanął na krawędzi z powodu spadku cen węgla, które przygniotły sektor wydobywczy na całym świecie. Przegapił też dobry moment na restrukturyzację. Famur, jego krajowy konkurent, szybciej zareagował na kryzys. Teraz przejmuje Kopex. Formalnie przejmującym jest firma TDJ, kontrolowana przez Tomasza Domogałę, syna twórcy Famuru i jednego z najbogatszych Polaków. Sprzedającym zaś Krzysztof Jędrzejewski, który przez lata opierał się koncepcji połączenia obu firm, aż w końcu kryzys doprowadził go do ściany. TDJ ma już 33 proc. akcji Kopeksu i zgodę UOKiK na przejęcie. Kapitalizacja Famuru to dziś około 1,2 mld zł, a Kopeksu — 220 mln zł.
OKIEM ANALITYKA
Kopex poradzi sobie na słabym rynku
ŁUKASZ PROKOPIUK
BOŚ DM
W rozmowach Kopeksu z bankami kluczowe są prawdopodobnie dwie kwestie: redukcja długu oraz jego koszty. Mało prawdopodobne jest znaczące obniżenie wielkości zadłużenia, skoro do spółki wejdzie wkrótce stabilny inwestor. Możliwe jest natomiast utrzymanie jego kosztów na dotychczasowym poziomie, co powinno spółkę cieszyć. Spodziewam się też, że w najbliższym czasie banki odblokują spółce dostęp do kredytów. Jestem optymistą, jeśli chodzi o efekty restrukturyzacji Kopeksu. Famur przeszedł podobny proces w ostatnich latach i dało to dobre rezultaty. Dlatego plan osiągnięcia nawet 110 mln zł rocznych oszczędności oceniam jako realistyczny. Przyszła fuzja Kopeksu z Famurem daje zaś nadzieję na stworzenie potentata w kombajnach ścianowych i chodnikowych, który powalczy o kontrakty międzynarodowe. Nie ma jednak co liczyć na odbicie na rynku usług i urządzeń górniczych. Koniunktura będzie kiepska, ale połączony podmiot powinien sobie z nią poradzić.