Koreańskie koncerny nie spieszą do Polski

Krzysztof Maciejewski
opublikowano: 2000-11-10 00:00

Koreańskie koncerny nie spieszą do Polski

Bankructwo Daewoo może odbić się na polskiej gospodarce. Jednak wizerunek naszego kraju jako miejsca atrakcyjnego pod względem możliwości inwestowania nie dozna uszczerbku.

Nie wiadomo jeszcze, w jaki sposób bankructwo Daewoo Motor wpłynie na działalność polskich filii koncernu. Zarówno członkowie polskiego rządu, jak i przedstawiciele Lublina oraz Żerania zapewniają, iż produkcja będzie kontynuowana. Zdaniem Romana Kornackiego, wiceprezesa Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych, sprawa Daewoo może być sygnałem ostrzegawczym dla innych inwestorów.

— Przyczyny kłopotów Daewoo wynikają z ryzykownej globalnej polityki inwestycyjnej koncernu, a nie kiepskiego klimatu inwestycyjnego w Polsce — podkreśla Roman Kornacki.

Jego zdaniem, kryzys Daewoo może mieć okresowy wpływ na klimat inwestycyjny w branży motoryzacyjnej, którego jednak nie należy przeceniać.

Zawyżony wynik

Korea zajmuje dość wysokie (aż ósme) miejsce na liście państw, które zainwestowały w Polsce najwięcej gotówki. Firmy z tego kraju wyłożyły do tej pory 1,62 mld USD (7,3 mld zł). Silna pozycja koreańskich koncernów w naszym kraju jest jednak iluzją — poza Daewoo próżno ich szukać w pierwszej setce publikowanego przez PAIZ rankingu, a na całej liście jest ich tylko pięć.

Producent lanosów i nubir od kilku lat przewodzi międzynarodowej stawce największych inwestorów. Zawdzięczamy mu nie tylko silne wspieranie rozwoju rynku samochodowego w Polsce, ale i niekorzystne saldo wymiany handlowej, które sięga 1 mld USD (4,5 mld zł) rocznie.

Ranking PAIZ nie stanowi jednak wyczerpującego źródła informacji o obecności koreańskich spółek w Polsce. Po pierwsze dlatego, że zestawienie uwzględnia minimalny poziom zainwestowanego kapitału — powyżej 1 mln USD (4,6 mln zł). Druga przyczyna jest bardziej istotna — Koreańczycy niechętnie dzielą się poufnymi informacjami dotyczącymi finansowej strony ich przedsięwzięć. Obecne na polskim rynku koncerny samochodowe Hyundai i KIA nie kwapią się z ujawnianiem wartości swoich inwestycji. To zresztą trochę uzasadniona dyskrecja — Hyundai miał do 2000 roku zainwestować w Polsce nawet do 2 mld USD, tymczasem plany te spaliły na panewce.

Manewry miłosne

Historia koreańskich inwestycji w Polsce obfituje w wiele nieoczekiwanych zwrotów. Już przejęcie przez Daewoo zakładów na Żeraniu i fabryki w Lublinie wywołało wiele kontrowersji.

Krajowy rywal Daewoo — koncern Hyundai — chciał mieć w Polsce montownię samochodów osobowych. Skończyło się na autach dostawczych. W naszym kraju miały być montowane także auta koncernu Samsung. Po niedawnym postawieniu w stan likwidacji macierzystego koncernu w Seulu (chodzi o dział aut dostawczych) plany te rozwiały się. Dość dobrze prosperuje w Polsce natomiast inna odnoga koreańskiego czebola — Samsung Electronics, która ma biura w Warszawie i około 50 punktów serwisowych w całej Polsce.

Dalekowschodnie echa

Z kolei szefowie LG Group roztaczali trzy lata temu wizje wielkich inwestycji w polską branżę chemiczną. Z zapowiedzi wynikało, że LG wyłoży 700 mln USD (prawie 3,2 mld zł), przeznaczając część tych środków na budowę zakładu petrochemicznego na Śląsku. Pomysł jednak upadł, a LG ograniczyło się do inwestycji w polski sektor bankowy (przejęcie łódzkiego Petrobanku).

Jeszcze gorzej potoczyły się losy inwestycji koreańskiego koncernu Il Yeong Industrial w łódzkich Zakładach Materiałów Obiciowych Vera. Gdy zabrakło środków na rozwój fabryki, inwestor wycofał się, a Verę postawiono w stan upadłości (w lipcu 2000 roku firma ostatecznie znalazła nowego inwestora).

— Sytuacja nie zmieni się dopóty, dopóki przemysł Korei nie zostanie uzdrowiony — uważa Roman Kornacki.