Korekta kursu w sprawie OFE

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2013-09-27 00:00

Umożliwienie powrotu do OFE to dobra decyzja, ale może obniżać emerytury i powodować wyrwę w ZUS.

Rząd zmiękcza podejście do zmian w OFE. Jak zapowiedział premier Donald Tusk, decyzja o przejściu OFE do ZUS nie będzie — jak dotychczas planowano — nieodwracalna. Osoba, która wyjdzie z drugiego filara, będzie mogła do niego wrócić.

— Uznałem, że jest rzeczą jednak zbyt restrykcyjną, gdybyśmy uznali, że ten wybór musi być ostateczny. Być może ludzie za dwa albo trzy lata uznają, że jednak OFE jest fajniejsze, niż im się wydawało — mówi premier Tusk. Według ekonomistów, dobrze, że rząd daje ubezpieczonym wybór systemu emerytalnego.

— To jest bardzo dobra poprawka. Nie wierzyłem, że rząd pójdzie na takie ustępstwo — mówi Piotr Kuczyński, główny analityk Xeliona. Według Stanisława Gomułki, głównego ekonomisty Business Centre Club, umożliwienie ludności dowolnej migracji między ZUS a OFE zwiększa szanse na przetrwanie drugiego filara.

— Zapowiedź premiera to krok w dobrą stronę. Nadal dużym nadużyciem ze strony rządu jest jednak mówienie, że zmiany w OFE oznaczają dla obywateli dobrowolność wyboru. Po pierwsze, rząd, nie pytając Polaków o zdanie, zabiera im część obligacyjną OFE. Po drugie, rząd zamierza z automatu przenosić z OFE do ZUS oszczędności ludzi, którzy nie wyślą pisma do ZUS, że chcą zostać w OFE — mówi Stanisław Gomułka. Decyzja premiera rodzi jednak też ryzyko. Duża część społeczeństwa będzie prawdopodobnie wybierać najgorsze momenty do migracji między filarami — będą „kupować na górce” i „sprzedawać w dołku”.

— Ponad 90 proc. Polaków kompletnie nie zna się na inwestowaniu, więc będą stadnie przechodzić do OFE, kiedy indeksy giełdowe będą na szczycie, tuż przed bessą. To źle się skończy dla wielu osób — ostrzega Piotr Kuczyński.

Stanisław Gomułka ma jednak nadzieję, że Polacy będą ostrożni. Przenosić się z ZUS do OFE będą raczej ludzie, którzy choć trochę znają się na inwestowaniu.

— Oni będą podejmować to ryzyko świadomie. Osoby, które nie znają się na giełdzie, będą bierne — mówi Stanisław Gomułka. Drugie zagrożenie jest takie, że jeśli Polacy nagle z jakiegoś powodu masowo uciekną z ZUS do OFE (np. w polskich finansach publicznych wydarzy się coś złego), w pierwszym filarze powstanie nieplanowana dziura, co może zagrażać płynności państwowych emerytur (i dodatkowo nasili problemy budżetowe).

— Z tym ryzykiem trzeba się liczyć, choć na razie rząd robi wszystko, żeby obrzydzić OFE, więc raczej nie będzie masowej ucieczki z ZUS — mówi Stanisław Gomułka.