Gdybym był inwestorem amerykańskim, to od początku poniedziałkowej sesji myślałbym o tym, kiedy otworzyć krótkie pozycje. Ale w hossie kończącej się w 2000 roku wysiadłem z pociągu przed napisem „koniec”. Kłujący w oczy krańcowy brak logiki w zachowaniu rynku nie pozwolił mi tam dojechać. Taka właśnie sytuacja — krańcowego braku logiki — występuje i teraz. Nie wiadomo jednak, kiedy zakończy się nadmuchiwanie balonu, chociaż możliwe jest, że stało się to już w poniedziałek.
Uważam, że ostatnie dane makro były słabe. Wydatki na konstrukcje budowlane w kwietniu spadły. Indeks ISM określający aktywność części produkcyjnej gospodarki wzrósł, ale pozostał pod poziomem 50 pkt. Ten sektor gospodarki nadal się kurczy. Pomagało przechodzenie z obligacji w akcje oraz to, że na początku miesiąca fundusze dostają świeże pieniądze. Jednak DJIA w czasie sesji bez powodzenia atakował 9000 pkt i to inwestorów zniechęciło. Ważne jest to, że na rynku NASDAQ obróciło się prawie 2,5 mld akcji. To bardzo dużo. Zazwyczaj tak duży wolumen występuje na szczycie.
Po sesji IBM poinformował, że SEC rozpoczęła śledztwo w sprawie nieprawidłowości w zaliczaniu niektórych przychodów w latach 2000 i 2001. Na domiar złego SEC zażądał od banków inwestycyjnych nowych dokumentów dotyczących nierzetelnych rekomendacji, co sygnalizuje, że ostatnia ugoda, która kosztowała je 1,4 mld USD, może nie kończyć całej sprawy. Tego typu informacje nie zmieniają trendu, jednak jako pretekst do spadku po nieciekawej dla byków sesji, nadawały się znakomicie. Gdyby korekty nie było, albo była niewielka, byłby to sygnał, że jeszcze nie koniec wzrostów.
Rynki Europejskie nie mogły uniknąć korekty. Jednak oczekiwanie na obniżkę stóp, osłabienie euro pod wpływem wypowiedzi polityków na szczycie G-8 i wiara, że w USA nastąpiło jedynie chwilowe cofnięcie się popytu, znacznie ograniczały jej skalę.
Dziś rynki dostaną trochę danych makro. Przed 10.00 dowiemy się, jakie były w maju indeksy PMI opisujące sytuacje w sektorze usług we Francji (prognoza 52 pkt), Niemczech (prognoza 45,2 pkt) i strefie euro (prognoza 48,2 pkt). O 12.00 dotrze raport o sprzedaży detalicznej w strefie euro w marcu (prognoza to -0,8 proc.). Jak zwykle wpływ tych danych na rynki będzie niewielki. Inwestorzy będą czekali na dane z USA. A w Stanach o 14.30 podana zostanie zweryfikowana wartość wydajności pracy w pierwszym kwartale. Nie oczekuję reakcji rynków (prognoza 2 proc.). O 16.00 na rynek dotrze indeks aktywności sektora usług (ISM). Prognoza mówi o niewielkim wzroście do 51 pkt. Odczyt w okolicach prognozy może wywołać spadki, bo inwestorzy oczekują znacznej poprawy (mimo oficjalnych prognoz).
Nasz rynek zachowywał nadspodziewanie dobrze. Duży popyt na akcje TP SA niewątpliwie wywarł wrażenie na reszcie. Poza tym pomagał względny spokój w Europie. To pozwoliło na całkiem dobre zachowanie wielu spółek (szczególnie BZ WBK). W komentarzach często pojawia się motyw gry pod referendum. Powtarzam: po wyroku TK ta gra się skończyła. Teraz zostały tylko obawy o to, co będzie się działo w polityce po referendum, więc szansa na kończący wzrost powinna być tylko w tym tygodniu i tuż po referendum. W tym kontekście niepokojące jest słabnięcie złotego do dolara i euro. Jeśli nie powstanie podwójny szczyt na euro, to może wypełnić się formacja odwróconej RGR. Cena wspólnej waluty mogłaby wzrosnąć do 5,0 zł. Jednak wczoraj złoty wzmocnił się, co trochę taką możliwość oddala, ale jej nie anuluje.
Zachowanie GPW było bardzo zachęcające, ale mały obrót przekreśla wagę wzrostu. Tyle tylko, że podaż była na razie spokojna. Wczorajsza sesja w USA powinna dużo powiedzieć o stanie nerwów inwestorów na całym świecie. U nas dla byków nadal najważniejsze jest, by WIG nie spadł poniżej 15100 pkt.