Poniedziałkowa korekta na Wall Street wynikła z kilku powodów. Indeksy były pod górnymi ograniczeniami kanału trendu spadkowego, a informacje trafiające na rynek nie pomagały bykom. Poza tym czekano na posiedzenie amerykańskich władz monetarnych (Fed), a to cofnęło popyt. Niepokój budził również wzrost ceny ropy naftowej. Prognozy zysku obniżyły duże firmy (Unilever i Colgate). Obniżenie prognozy Unilevera przeceniało akcje Procter & Gamble, jego głównego rywala. Generalnie zniżkował sektor produktów do wyposażenia domów i osobistego użytku. Tak jakby rynek zaczął się bać (słusznie), że pogarszające się nastroje konsumentów w końcu przełożą się na spadek zysków spółek.
Niedźwiedziom pomagał również spadek kursu Altria Group — rozpoczyna się proces, który może kosztować przemysł tytoniowy 280 mld USD. Na domiar złego Merrill Lynch obniżył rekomendację dla Citigroup. Prognozę obniżył też PMC Sierra. Wydawało się, że to pogrąży sektor producentów półprzewodników, ale kurs spółki wzrósł, a za nią inne spółki sektora, co bardzo pomagało indeksowi Nasdaq. Przy szczytach indeksów inwestorzy szukają najmocniej przecenionych akcji, a to jest właśnie w przypadku sektora TMT. Korekta nie była duża i nic wielkiego się nie stało, ale byki pozwoliły odepchnąć się od górnego ograniczenia kanału trendu spadkowego, a to nie jest pozytywny sygnał. Jeszcze jeden spadek i może powstać poważny problem.
Dziś na rynek wpływ będą miały tylko wyniki amerykańskich spółek sektora finansowego (będzie ich sporo) i wczorajsze nastroje wynikające z posiedzenia Fed. Pod koniec tygodnia też nie ma na co polować, a pozbawione impulsów rynki mogą się zachowywać nieobliczalnie. Teoretycznie wystąpienie Jean-Paul Tricheta, szefa ECB, na forum Parlamentu Europejskiego może mieć jakiś wpływ na rynki Eurolandu, ale ja w to wątpię. Szef ECB wypowiada się jeszcze bardziej enigmatycznie niż Alan Greenspan i nikomu jeszcze nie udało się od niego wyciągnąć wypowiedzi, które mogłyby gwałtownie zmienić nastroje na rynkach finansowych. Po naszej sesji na cenę ropy wpłynie raport o tygodniowej zmianie zapasów ropy i paliw w USA i naprawdę bardzo trudno powiedzieć, jaka będzie reakcja. Jednak, jeśli cena ropy znowu wzrośnie zbliżając się do historycznych maksimów, to trudno będzie o optymizm inwestorów na amerykańskim rynku akcji.
W Polsce publikowane będą dane o bezrobociu, inflacji bazowej i sprzedaży detalicznej. Szczególnie ciekawy będzie ten ostatni raport — zobaczymy, czy rzeczywiście nastroje w Polsce tak się poprawiły, by zmusić konsumentów do sięgnięcia do portfela. Gdyby dane były dobre, to sygnalizowałoby, że rośnie popyt wewnętrzny. W sytuacji, kiedy wzmacniający się złoty hamuje eksport, wzrost popytu wewnętrznego dla podtrzymania ożywienia gospodarczego jest niezbędny.
Nasz rynek na początku sesji wziął przykład z Eurolandu i rósł. Niepokoiło tylko szybkie tempo wzrostu — wydawało się prowadzić wprost do euforii, a to zawsze się źle kończy. I rzeczywiście już po 20 minutach indeksy zaczęły słabnąć i spadały do 14.30. Potem było tylko nieco lepiej. Obroty podczas zastawiania pułapki na byki znacznie wzrosły. Pułapki, bo tak zazwyczaj wygląda początek korekty: sztuczny, krótkotrwały optymizm, a potem długie karmienie akcjami. Problem w tym, że obroty w czasie dystrybucyjnej fazy sesji znacznie spadły, więc nie można wykluczyć, że sesja miała jedynie wywołać do tablicy podaż, a to nie byłoby w dłuższym okresie groźne. Uważam jednak, że nie byłoby źle, gdyby korekta jeszcze potrwała, bo to, co widzieliśmy w poniedziałek i wczoraj, trwało stanowczo za krótko. Oczywiście przy założeniu, że taka korekta będzie niezbyt mocna. Dziś dużo będzie zależało od reakcji rynku amerykańskiego na komunikat Fed. Korekta powinna się przedłużyć, ale gdyby jednak rynek rósł, to opór jest na poziomie 1840 pkt. Trudno będzie go pokonać.