Korekta na polskim rynku może się pogłębić

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-10-13 00:00

W poniedziałek w USA najważniejsze dla przebiegu sesji były Dzień Kolumba i rynek ropy. Rynki akcji pracowały, ale rynek obligacji był zamknięty, a to znacznie zmniejszało aktywność inwestorów. Obroty były znikome. Jeśli zaś chodzi o cenę ropy, to po ostatnich rekordach i zapowiedziach producentów, że podniosą wydobycie, korekta wisiała w powietrzu. Nie udało się. Obawy o skutki kolejnego i wpływu poprzednich huraganów w Zatoce Meksykańskiej oraz strajk w Nigerii nadal podnosiły ceny. W tej sytuacji strach przed wpływem ropy na gospodarkę walczył z chęcią kupna przecenionych akcji.

Najbardziej zyskiwał sektor bankowy pod wodzą Citigroup. Inwestorzy mają nadzieję, że w tym tygodniu bank pokaże bardzo dobre wyniki. Największym wzrostem w indeksie DJIA popisał się Home Depot. To skutek pozytywnego artykułu w „Barron’s”. Minusem było obniżenie przez Deutsche Bank rekomendacji dla Texas Instruments, ale skutek spadku kursu tej spółki na inne akcje sektora był nieznaczny. Indeks producentów półprzewodników nawet lekko wzrósł, a Intel przed wczorajszym raportem też zyskiwał tak, jakby nawet słabe wyniki były już zdyskontowane. W sumie ta sesja była kompletnie bez znaczenia — lekkie odbicie na znikomym wolumenie niczego nie zmieniło w negatywnym obrazie rynku.

Nic dziwnego, że wczoraj indeksy w Eurolandzie nadal spadały. Poza tym dane makro były słabe, wyniki spółek nie zadowalające, a ropa nadal drożała. Dzisiaj nie będzie danych makroekonomicznych. Już po naszej sesji opublikowany zostanie raport o tygodniowej zmianie amerykańskich zapasów ropy i paliw i to może bardzo wpłynąć na rynek ropy, a co za tym idzie również trochę na giełdy. Przed sesją w USA umiarkowany wpływ na rynki będą miały wyniki Asml i Apple. Możemy za to zobaczyć reakcję na wczorajsze wyniki kwartalne Intela i Yahoo! i to chyba będzie najważniejsze. Po sesji odbędzie się debata Bush–Kerry, ale poprzednie dwie nie miały żadnego wpływu na rynki, więc pewnie i dziś tak będzie. Z tym, że inwestorzy z pewnością doceniliby czyjeś wyraźne zwycięstwo.

Rynki finansowe nie lubią niepewności. Ponieważ wydaje się, że obecnie John Kerry ma lekką przewagę, to jego wyraźna wygrana prawdopodobnie stawiałaby kropkę nad „i”. Mówi się nawet, że John Kerry nominowałby Roberta Rubina na szefa Fed po zakończeniu kadencji Alana Greenspana, a to byłoby bardzo dobrze odebrane przez rynki finansowe. Remis albo nieznaczna przegrana Johna Kerry zwiększałaby niepewność na rynkach.

Na naszym rynku sytuacja była wczoraj podbramkowa, bo oscylatory krótkoterminowe były bliskie wygenerowania sygnału sprzedaży. Spadała cena miedzi i po zachowaniu KGHM widać było, co się stanie, gdy kursy największych spółek poddadzą się dłuższej korekcie. Nawet jeśli kurs akcji KGHM ma nadal rosnąć (a nie jest to wykluczone, bo wybicie z „byczej” flagi ceny miedzi sugeruje, że może ona wzrosnąć jeszcze nawet o 35 proc.), to korekta się tym akcjom należy i niekoniecznie musi być jednodniowa. Od strony technicznej poniedziałkowy „ząbek” może być zakwalifikowany jako pseudoodbicie prowadzące do dalszej przeceny. Wystarczył nieznaczny nacisk podaży, by rynek się posypał i został potwierdzony sygnał sprzedaży.

Gdyby nie oferta PKO BP i zbliżająca się dyskusja o budżecie, to wariant dalszych spadków nie wchodziłby w grę. Wystarczy spojrzeć na węgierski BUX, by stwierdzić, że nasz region nadal jest modny wśród zagranicy. Jednak w naszej sytuacji korekta może się pogłębić, a prawie na pewno przeciągnąć w czasie. Zmieniłbym zdanie, gdyby rynek został zaatakowany, indeksy mocno wzrosły, a oscylator CCI powrócił nad linię „0”. Obawiam się, że w najbliższym czasie nam to nie grozi, co nie wyklucza pojedynczych wzrostów na kolejnych sesjach. Jednak dopiero finisz oferty PKO BP pokaże prawdę o rynku.