W piątek 24 stycznia WIG30 stracił ponad 2 proc., w poniedziałek 27 stycznia stracił kolejne 1,3 proc. Towarzyszyło temu osłabienie złotego sugerujące wycofywanie się z Polski inwestorów zagranicznych. Zdaniem ekspertów, nie należy jednak panikować.



— Przy perspektywie wzrostu polskiego PKB o 3,5-4 proc. w 2014 r. każdy spadek na giełdzie jest dobry do uzupełnienia portfela, bo ten wzrost PKB nie jest uwzględniony w wycenach — uważa Jerzy Kasprzak, zarządzający funduszami Alior i Ipopema.
— Obecne osłabienie złotego będzie ruchem chwilowym, bo fundamenty polskiej gospodarki będą wspierać złotego — dodaje Marcin Kiepas, dyrektor działu analiz Admiral Markets. Jego zdaniem, korekta potrwa nie więcej niż 2-3 tygodnie, więc kolejne raty kredytów walutowych nie powinny być coraz wyższe. Zresztą już w poniedziałek można było zaobserwować przejściową zmianę trendu i umocnienie się złotego, jak i warszawskiej giełdy.
— Zmienność na rynkach jest dość duża, ale nie jest tak, że cały tydzień warszawska giełda musi skończyć na minusie — zaznacza Maciej Bobrowski, dyrektor wydziału analiz i informacji Domu Maklerskiego BDM.
Dostaliśmy rykoszetem…
Na środę 29 stycznia zaplanowano kolejne posiedzenie amerykańskiej rezerwy federalnej (Fed). Tak jak w grudniu i latem 2013 r. poprzedzają je spadki na giełdach, w przypadku Polski połączone również z osłabieniem złotego do najważniejszych walut. Zdaniem ekspertów, jest to jednak przypadkowy zbieg okoliczności. Potencjalne decyzje Fedu związane z normalizacją polityki pieniężnej są już zdyskontowane. — To nie jest takie posiedzenie, że nie wiadomo, co będzie i może być nerwowo. Wydaje się, że kierunek jest dość oczywisty i Fed ograniczy skup aktywów o 10 mld USD — zaznacza Marcin Kiepas.
— Posiedzenia, na których mają zapaść jakieś decyzje i nie jest pewny ich kształt, będą zawsze zwiększać zmienność. Jeśli jednak chodzi o posiedzenie w środę, to nie traktuję go jako istotnego czynnika rynkowego, choć ma oczywiście znaczenie, bo zawsze mogą pojawić się zaskakujące decyzje, a same posiedzenia Fedu są jednymi z najbardziej istotnych wydarzeń rynkowych — komentuje Mariusz Adamiak, dyrektor biura strategii rynkowych PKO Banku Polskiego.
Nasi rozmówcy podkreślają, że ogólny kierunek działań Fedu, czyli normalizacja polityki pieniężnej, ma oczywiście negatywny wpływ na rynki wschodzące, ale bezpośrednich powodów giełdowych spadków i osłabienia złotego w ostatnich dniach dopatrują się w konkretnych wydarzeniach właśnie na rynkach wschodzących. Impuls dał słaby odczyt wskaźnika PMI w Chinach, który po raz pierwszy od wielu miesięcy spadł poniżej 50 punktów. Potem przyszła kolej na Turcję, gdzie bank centralny uległ presji politycznej i nie podniósł stóp procentowych, a potem zaczął nieudolnie interweniować na rynku walutowym. W konsekwencji, na dzisiaj zwołał nadzwyczajne posiedzenie tamtejszego odpowiednika Rady Polityki Pieniężnej.
Do tego doszły problemy Argentyny i zaostrzenie sytuacji politycznej na Ukrainie. To zaś spowodowało wycofywanie kapitału z rynków wschodzących, w tym z Polski. — Polska obrywa rykoszetem, ale to kwestia kilku dni. Jeszcze w tym tygodniu powinniśmy zobaczyć stabilizację i ruch złotego w drugą stronę — prognozuje Mariusz Adamiak.
…ale jesteśmy silniejsi
Zdaniem naszych rozmówców, za poprawą sytuacji złotego i warszawskiej giełdy przemawiają głównie fundamenty gospodarki, oparte nie na napływie kapitału portfelowego, ale inwestycjach bezpośrednich, m.in. finansowanych z pieniędzy unijnych.
— Złoty traci, ale relatywnie niedużo. Jeśli weźmiemy pod uwagę falę odpływu kapitału z rynków wschodzących w maju 2013 r., to przecena jest naprawdę niewielka — mówi Marcin Kiepas.
Zdaniem Jerzego Kasprzaka, oceniając perspektywy polskiej giełdy, nie należy się sugerować spadkami na takich indeksach jak DAX czy S&P 500. — Tam większej korekty nie było od trzech kwartałów. Polski rynek może się jednak zachowywać zupełnie inaczej, bo jest w innym miejscu technicznie i fundamentalnie — mówi Jerzy Kasprzak.
— Mówienie o ucieczce kapitału z naszego rynku jest przedwczesne, bo sugeruje trwałość zjawiska. Polska jest wśród tych rynków wschodzących, które powinny sobie poradzić. Tymczasem będziemy mieli kilka dni zamieszania, po których wszystko wróci do normy — uważa Mariusz Adamiak.