Korekta trwa, ale nie ma powodów do paniki

Artur Szymański
opublikowano: 13-06-2007, 00:00

Przebieg wtorkowej sesji potwierdził obawy o kondycję popytu, które opisaliśmy w komentarzu do pierwszej sesji tygodnia. Przyniosła ona co prawda wzrost WIG20, ale w niezbyt przekonującym stylu. Kupujący spasowali bowiem w najważniejszym momencie, co we wtorek przyczyniło się do oddania z nawiązką dorobku z poprzedniej sesji. Indeks największych spółek po trwającym większą część dnia osuwaniu finiszował na najniższym poziomie 3637,82 pkt.

Inwestorów dobił niekorzystny obrót wydarzeń na Wall Street, gdzie indeksy z miejsca ruszyły w dół. I w Ameryce, i w Warszawie zaczęła narastać presja na realizację zysków. Po długotrwałym wzroście, z jakim mieliśmy do czynienia w ostatnich tygodniach, na początku korekty byki są zazwyczaj jeszcze na tyle silne, że próbują się jej przeciwstawiać. Dlatego dwie poprzednie sesje w USA przyniosły częściowe odbicie po spadku zapoczątkowanym 5 czerwca. W końcu jednak nawet najwięksi optymiści przekonują się, że przynajmniej chwilowo nie ma możliwości dalszego windowania cen w obliczu rosnącej liczby graczy, u których chciwość ustępuje pola strachowi przed uszczupleniem stanu konta. Niewykluczone, że właśnie mamy do czynienia z tym zjawiskiem. Pozostaje pytanie o głębokość korekty.

W przypadku warszawskiego rynku akcji nie wydaje się, by zasięg ewentualnego spadku mógł być głęboki. Nie ma ku temu fundamentalnych powodów. Gospodarka Polski ma się świetnie, prognozy wzrostu gospodarczego są optymistyczne, inflacja jest pod kontrolą. Zapewne więc obecne schłodzenie koniunktury zostanie wykorzystane przez dużych inwestorów z GPW do uzupełnienia akcji w portfelach, tak jak przy okazji poprzednich korekt.

Zarządzający funduszami nie mają powodów do zmartwienia o napływ świeżego kapitału. Ten nadal płynie z kieszeni indywidualnych inwestorów szerokim strumieniem. Z danych Analiz Online wynika, że w maju aktywa TFI wzrosły o 9,2 mld zł, czyli o 7,5 proc. wobec kwietnia. W tym miesiącu kończy się drugi kwartał i pierwsze półrocze. Tym bardziej więc koniec czerwca powinien stać pod znakiem dobrze znanego zjawiska „window dressing”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Artur Szymański

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu