Kosiniak-Kamysz kontra Rostowski

opublikowano: 15-04-2013, 00:00

Minister finansów nie zgadza się, by minister pracy swobodniej sięgał po miliardy złotych z Funduszu Pracy przeznaczone na walkę z bezrobociem

Szykuje się kolejna runda batalii o gigantyczne pieniądze gromadzone w Funduszu Pracy (FP). Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki socjalnej, chciałby uszczknąć ministrowi Jackowi Rostowskiemu choć część władzy nad funduszem, by łatwiej sięgać po pieniądze przeznaczone na walkę z bezrobociem. Resort finansów przedstawił stanowisko, z którego jasno wynika, że nie ma zamiaru poprzeć tego pomysłu. Ostateczna decyzja należeć będzie do premiera Tuska.

Odsunąć fiskusa

Miesięcznie każda firma oddaje do Funduszu Pracy od każdego zatrudnionego 2,45 proc. podstawy wymiaru składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe. Rocznie do funduszu trafia ponad 10 mld zł. Spora część pozostaje niewykorzystana i dochodzi do kumulacji. Pieniądze z funduszu idą na walkę z bezrobociem i tworzenie miejsc pracy. Ten bogaty sezam co jakiś czas jest przedmiotem targów między resortami finansów i pracy. Formalnie dysponentem funduszu jest minister pracy, lecz bez zgody ministra finansów nie może wydać ani grosza.

Ministerstwu Finansów (MF) zależy, by na koncie funduszu zostawało jak najwięcej pieniędzy, bo w ten sposób obniża deficyt sektora finansów publicznych. To frustruje ministra pracy, który nie może swobodnie sięgać po kasę na pomoc bezrobotnym, co jest jednym z jego podstawowych obowiązków. Minister Kosiniak-Kamysz powiedział „dość” i zaproponował zmiany. Postuluje utworzenie Rady Rynku Pracy (RRP), w skład której wchodziliby przedstawiciele partnerów społecznych (reprezentowanych w Komisji Trójstronnej) i resortu finansów. Rada ma liczyć kilka osób i być ciałem doradczym ministra. Ma go wspomagać m.in. przy podziale pieniędzy FP dla województw oraz na wsparcie konkretnych branż i regionów. Ta autonomia nie podoba się resortowi finansów.

— Ustalanie zasad rozdysponowywania pieniędzy przeznaczanych na aktywizację bezrobotnych powinno pozostać w kompetencji Rady Ministrów — uważa Hanna Majszczyk, wiceminister finansów.

Wytyka, że minister pracy nie uściślił roli, zadań i uprawnień przedstawiciela resortu finansów w RRP. Czy jest on w ogóle tam potrzebny? Pracodawcy RP uważają, że nie.

— Fundusz Pracy jest tworzony ze składek pracodawców, więc należy umożliwić partnerom społecznym wywieranie faktycznego wpływu na zasady dysponowania jego pieniędzy. Wszyscy partnerzy społeczni w Komisji Trójstronnej są zgodni, że zamrażanie pieniędzy FP jest niewłaściwe z uwagi na trudną sytuację na rynku pracy. Apelowaliśmy o utworzenie Rady Rynku Pracy. Jednak nie zgadzamy się, aby w jej skład wchodził przedstawiciel ministra finansów — zaznacza Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP.

Według niego, należy ograniczyć wpływ ministra finansów na pieniądze FP. Jeszcze dalej idą Pracodawcy Pomorza (zrzesza 600 firm). — W praktyce to minister finansów decyduje o wykorzystaniu pieniędzy FP. Naszym zdaniem, to minister pracy powinien dysponować pieniędzmi funduszu — uważa Zbigniew Canowiecki, prezes organizacji.

Pieniądze na szkolenia

Kolejną propozycją Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej jest utworzenie Krajowego Funduszu Szkoleniowego (KFS), który co rok byłby zasilany z Funduszu Pracy 200 mln zł. Te pieniądze byłyby gromadzone na osobnym rachunku i przeznaczane na szkolenia bez kontroli ministra finansów. O ich wydatkowaniu decydowałby minister pracy po konsultacjach z Radą Rynku Pracy. To także nie podoba się resortowi finansów. W marcu 2013 r. stopa bezrobocia w Polsce wyniosła 14,3 proc. Bez pracy pozostaje ponad 2,3 mln osób.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu