Kosmetyczna branża wierzy w "efekt szminki"

Magdalena Brzózka
opublikowano: 2009-02-27 00:00

Kobiety będą przychodzić do nas po małe przyjemności — mówią przedstawiciele branży. Tak jak w czasach wielkiego kryzysu w USA.

Firmy trzymają kciuki, aby kobiety śmiało ulegały słabościom

Kobiety będą przychodzić do nas po małe przyjemności — mówią przedstawiciele branży. Tak jak w czasach wielkiego kryzysu w USA.

Jest spowolnienie? Trudno. Wierzymy, że nawet w ciężkich czasach będziemy przyciągać klientów — takiego zdania jest większość przedstawicielo branży kosmetycznej. Liczą, że panie nadal będą sobie pozwalać na odrobinę luksusu. Tak jak amerykańskie kobiety w czasach wielkiego kryzysu (patrz ramka).

Małe radości

Zarząd firmy Inglot z Przemyśla zapewnia, że na razie nie odczuwa spadku koniunktury. Ba, nawet otworzy sklep na Manhattanie.

— Zauważamy tzw. efekt szminki. Klienci, którzy z powodu kryzysu nie kupu- ją drogich domów czy aut, pozwalają sobie na mniejsze zakupy, które sprawiają im przyjemności — mówi Wojciech Inglot, właściciel firmy.

Żeby ułatwić klientom dostęp do tych małych przyjemności, Inglot powiększy sieć o osiem sklepów w kraju i 15 w Europie, na co wyda 6 mln zł. Obecnie prowadzi ich ponad 230. Dzięki temu ma się zwiększyć sprzedaż — z 80 mln zł w 2008 r. do 90 mln zł. Zarząd chce utrzymać zysk netto na ubiegłorocznym poziomie (firma zarobiła wówczas na czysto 11 mln zł).

Równie mocno w siłę kosmetyków i słabą żeńską wolę wierzą założyciele firmy Dr Irena Eris.

— Kosmetyki to dobra konsumpcyjne, na które jest duże zapotrzebowanie. Wierzę, że nawet jeśli branża odczuje spowolnienie, nie zostaniemy zmuszeni do drastycznej zmiany planów. Nie mamy przygotowanego specjalnego scenariusza na kryzys, a w tym roku liczymy na 7-8-procentowy wzrost sprzedaży — mówi Henryk Orfinger, założyciel firmy Eris.

Ubiegły rok cała grupa zakończyła 190 mln zł sprzedaży.

— Panie często rezygnują nawet z droższego jedzenia na rzecz ulubionych kosmetyków. Wygląd był i będzie dla nich bardzo ważny i nawet kryzys nie jest w stanie tego zmienić — dodaje Henryk Orfinger.

Tego samego zdania jest przedstawiciel Avonu w Polsce.

— Kosmetyki nie są wrażliwe na zewnętrzne warunki. Robimy swoje. Zatrudniamy nowe konsultantki i prowadzimy intensywną promocję — mówi Tomasz Muras, dyrektor generalny Avon Cosmetics Polska.

Smutny wyjątek

Jednak nie wszystkie kosmetyczne firmy mają powody do optymizmu. Krakowska Grupa Kolastyna (GK) ma za sobą fatalny rok. W 2008 r. zanotowała 9,7 mln zł straty netto i 83,7 mln zł przychodów ze sprzedaży. Zarząd wyjaśnia, że na duży minus grupy w IV kw. i w całym ubiegłym roku wpływ miały zdarzenia jednorazowe m.in.: połączenie ze spółką Unicolor (2,4 mln zł) i koszty finansowe (1 mln zł).

— Ostatni kwartał to okres intensywnych działań w obszarze struktury zatrudnienia i funkcjonowania firmy. Dokonaliśmy już zmian i czekamy na efekty. Pierwsze będą widoczne od drugiego półrocza — mówi Jacek Szkurłat, prezes GK.

Co na to konkurencja?

— Myślę, że słabe wyniki Kolastyny mają niewielki związek z kryzysem, raczej są efektem strategii spółki, opartej na rozwoju przez akwizycje — mówi Henryk Orfinger.

Zarządy innych spółek też zdają sobie sprawę z zagrożeń.

— Staramy się patrzeć na sytuację bez paniki i bez entuzjazmu. Jednak druga połowa roku może być trudna ze względu na pojawienie się na rynku wielu bezrobotnych i pogorszenie się nastrojów w społeczeństwie — mówi Jarosaw Cybulski, prezes firmy Soraya.

Sprawdzone

"Efekt szminki" zauważono w USA podczas wielkiego kryzysu. W latach 30. ubiegłego wieku sprzedaż kosmetyków rosła, gdy gospodarka pogrążała się w agonii. W ciągu czterech lat od 1929 r. do 1933 r. produkcja przemysłowa w Stanach Zjednoczonych spadła o połowę, ale sprzedaż kosmetyków wzrosła o 25 proc. Podczas spowolnienia w 1990 r. i 2001 r. zatrudnienie w branży kosmetycznej w USA wzrosło, podczas gdy w innych sektorach spadało.

Źródło: The Guardian