Czytasz dzięki

Kosmos w zasięgu polskich firm

  • Marta Bellon
opublikowano: 23-10-2014, 00:00

Polacy współpracują i z NASA, i z ESA. Kosmiczne projekty wymagają jednak nie tylko astronomicznych sum, ale przede wszystkim zaangażowania państwa

Polska nie wyśle człowieka w kosmos i, przynajmniej na razie, nie wystrzeli poza orbitę własnej rakiety. Spektakularne próby podboju pozaziemskiej przestrzeni zostawia tym, którzy podejmują je od wielu lat, uzbrojeni w odpowiedni kapitał, technologię i doświadczenie. Nie znaczy to jednak, że marzenia Polaków o kosmicznych sukcesach nie mogą się spełnić.

W 2016 r. NASA zorganizuje misję zbadania gruntu Czerwonej Planety. Jej sukces będzie też sukcesem polskiej firmy Astronika. Na zdjęciu jej inżynierowie montują model mechanizmu wbijającego penetratora, w który wyposażony będzie marsjański lądownik.
Zobacz więcej

POLSKA MYŚL NA MARSIE:

W 2016 r. NASA zorganizuje misję zbadania gruntu Czerwonej Planety. Jej sukces będzie też sukcesem polskiej firmy Astronika. Na zdjęciu jej inżynierowie montują model mechanizmu wbijającego penetratora, w który wyposażony będzie marsjański lądownik. ASTRONIKA

Kosmiczne eksperymenty

Kosmos nie jest dla Polaków obcym terytorium. Nasi naukowcy badali już m.in. pogodę kosmiczną i wpływ aktywności Słońca na najbliższe otoczenie Ziemi. Wysłali też w kosmos pierwszego polskiego satelitę. Jeden projekt realizowali badacze z Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk w ramach eksperymentu Obstanovka (Środowisko), którego celem było przeanalizowanie wpływu zjawisk elektromagnetycznych na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Drugim zajmowali się studenci Politechniki Warszawskiej. Misja rozpoczęta w 2012 r. zakończyła się niepowodzeniem z powodu wyczerpania akumulatorów urządzenia i problemów z komunikacją, ale zanim się one ujawniły, sygnał z naszego pierwszego satelity dotarł do Polski, co zostało uznane za sukces. Polacy prób nie zarzucili — budują dwa razy większego satelitę, wyposażonego w innowacyjny system określania położenia względem Słońca.

Mamy też na koncie bardziej przyziemne projekty z kosmicznymi ambicjami. Polscy studenci dwukrotnie zwyciężyli w konkursie na najlepszy łazik marsjański University Rover Challenge (Marsa udawała amerykańska pustynia Utah). Niestety biznes sięga w kosmos rzadziej niż nauka. Próżno szukać efektownych projektów na miarę firmy Virgin Galactic, należącej do globalnego koncernu Virgin Group, która zamierza organizować komercyjne loty w kosmos (a dokładnie — loty suborbitalne na wysokość 110 km). Branża kosmiczna w Polsce jest mała — jak mówią jej przedstawiciele, adekwatna do możliwości rozwoju takich projektów, czyli dostępnych funduszy. Do niedawna tworzyło ją Centrum Badań Kosmicznych PAN, które opracowało ponad 70 instrumentów kosmicznych na misje realizowane przez NASA, ESA, Rosję czy Indie. Ostatnio jednak przedsiębiorcy, z których wielu wywodzi się ze środowiska naukowego,coraz częściej spoglądają w niebo i chętnie korzystają z możliwości, jakie otworzyło przystąpienie naszego kraju do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Są nie tylko chęci, ale też know how.

Dowód? Firma Creotech Instruments z Piaseczna opracowała serię kamer CCD, które dostarczają naukowcom danych o powstawaniu czarnych dziur. Z rozwiązań poznańskiej spółki Piktime Systems, która projektuje i buduje precyzyjne odbiorniki czasu, korzysta laboratorium głównej naziemnej stacji kontrolnej europejskiego systemu nawigacji satelitarnej Galileo we Włoszech. Zdaniem przedsiębiorców, w Polsce brakuje przede wszystkim państwowej strategii rozwoju branży kosmicznej, dzięki której sektor zyskałby możliwość komercjalizacji opracowywanych rozwiązań.

— Branża kosmiczna na świecie zarabia na na wojsku i cywilach. W krajach, w których jest bardzo dobrze rozwinięta, jest silnie związana z polityką państwa. W Stanach Zjednoczonych, Rosji, Chinach, we Wło-szech, w Niemczech, Francji czy Japonii sektor kosmiczny dostaje duże wsparcie od państwa i rozwija się zgodnie ze strategią opracowaną na kilka lat — mówi Marcin Dobrowolski z firmy Astronika. Jego zdaniem, polskie firmy bez państwowej pomocy nie mają szans w tym wyścigu.

— Jesteśmy w ESA, ale na projektach realizowanych na rzecz lub wspólnie z Europejską Agencją Kosmiczną raczej nie da się zarabiać. Żadna poważna firma, która myśli o rozwoju, nie będzie opierała swojej działalności wyłącznie na tych kontraktach. Należy traktować je jako przygotowanie do wytworzenia produktu lub usługi, które będzie można potem sprzedać na szerokim rynku. Rola agencji jest ważna, ale komercjalizacja naukowych rozwiązań wymaga też innych działań — dodaje szef Astroniki.

Firmę stworzyli inżynierowie wywodzący się z Centrum Badań Kosmicznych PAN. To jedno z najbardziej rozpoznawalnych polskich przedsiębiorstw z branży kosmicznej. W 2016 r. jedno z urządzeń Astroniki zostanie wykorzystane w misji NASA, której celem jest pomiar parametrów marsjańskiego gruntu.

— Niemiecka Agencja Kosmiczna zwróciła się do nas, żebyśmy przeprojektowali urządzenie wbijające, w które wyposażony będzie lądownik marsjański. Jego zadaniem jest wbicie się w głąb marsjańskiego gruntu. Urządzenie, którym dysponowali Niemcy, było mało efektywne. W ciągu trzech miesięcy udało nam się przeprojektować prototyp i okazało się, że nasze rozwiązanie świetnie się sprawdza. Dostaliśmy kontrakt na zbudowanie pięciu modeli. Piąty poleci na Marsa w ramach misji „InSight — mówi Marcin Dobrowolski.

Jeśli misja się powiedzie, będzie przełomowa. Dotychczas badana była bowiem powierzchnia czerwonej planety. Tym razem lądownik wbije się w głąb, a zebrane dane przybliżą ludzkość do odpowiedzi na pytanie: jak wyglądał proces powstawania planet znajdujących się wewnątrz Układu Słonecznego, czyli także Ziemi, ponad 4 miliardy lat temu.

Nie tylko Księżyc

Kosmos to nie tylko odległe planety, ale też orbita okołoziemska — pole zainteresowań polskich firm. Wśród nich jest Satim, spółka typu spin-off założona przez małżeństwo Strzelczyków, naukowców z Akademii Górniczo-Hutniczej, i Inno AGH, quasi fundusz inwestycyjny krakowskiej uczelni. Specjalizuje się w monitoringu satelitarnym, rozwija usługi oparte na danych z satelitów, na podstawie których można analizować np. osiadanie terenu, zmiany szaty roślinnej czy zakres fali powodziowej.

— Branża kosmiczna to nie tylko misje na Księżyc, ale i programy obserwacji naszej planety. W naszej działalności wykorzystujemy satelity krążące na orbicie okołoziemskiej, badające powierzchnię Ziemi. Obecnie realizujemy z ESA pięć projektów, które dotyczą rozwoju i analizy przetwarzania obrazów satelitarnych w celu uzyskania z nich jeszcze dokładniejszych informacji. Staramy się znaleźć nowe zastosowania dostępnych metod przetwarzania tych danych i popularyzować je na polskim rynku — wyjaśnia Jacek Strzelczyk z Satimu.

Jego zdaniem, rozwój sektora kosmicznego, a zwłaszcza jego satelitarnej odnogi, jest dla każdego rozwijającego się państwa koniecznością.

— W naszym kraju podejmowanie tematu branży kosmicznej budzi sceptycyzm. Tymczasem nawet Nigeria ma swojego satelitę operacyjnego. Polska jest na początku drogi — nie mamy jeszcze własnego satelity obserwacyjnego czy telekomunikacyjnego, a jest to bardzo ważne np. z punktu widzenia obronności. Potrzebna jest więc koordynacja działań całego sektora i wspomaganie firm w pozyskiwaniu kontaktów, czyli dawanie impulsów do rozwoju, w czym może pomóc np. powołanie Polskiej Agencji Kosmicznej — mówi Jacek Strzelczyk.

Bliżej wszechświata

Decyzja o utworzeniu agencji zapadła w lipcu. POLSA (Polish Space Agency) ma przyczynić się do usuwania barier ograniczającychrozwój firm i instytucji badawczo-rozwojowych z sektora kosmicznego, a także do rozwoju współpracy nauki z biznesem z tej branży. Ma również ułatwić polskim podmiotom pozyskiwanie funduszy z ESA. Centrala Polskiej Agencji Kosmicznej powstanie w Gdańsku. Obecnie koordynatorem działań dotyczących polskiej polityki kosmicznej jest Ministerstwo Gospodarki. Resort reprezentuje Polskę w Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) oraz instytucjach UE. Polska przystąpiła do ESA w 2012 r. Do końca 2017 r. działające w kraju instytucje i firmy będą objęte specjalnym programem wsparcia, którego celem jest dostosowanie ich możliwości do udziału w projektach ESA. Część pieniędzy pochodząca z naszej składki członkowskiej będzie przeznaczana wyłącznie na kontrakty dla krajowych firm i instytutów naukowo-badawczych. Oznacza to, że 45 proc. składki na programy obowiązkowe jest w dyspozycji specjalnie stworzonego zespołu zadaniowego (Task Force), złożonego z przedstawicieli Polski i ESA, który nadzoruje organizowanie przetargów wyłącznie dla polskich firm. Do tej pory zorganizowano dwa konkursy Task Force — polskie firmy i instytuty złożyły prawie 150 projektów, z których do realizacji przyjęto ponad 60. Kolejna edycja planowana jest na 2015 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Bellon

Polecane