Koszty kulą u nogi firm budowlanych

Andrzej Stec
09-11-2011, 13:00

Pracownicy i duży majątek trwały to zaleta w czasach koniunktury, w kryzysie będą jednak problemem

Patrząc na wykresy kursów spółek budowlanych czy chociażby subindeksu WIG-Budownictwo, nie ma wątpliwości — branża trwa w bessie. Już nie tylko analitycy, ale również przedstawiciele kolejnych firm zapowiadają, że rynek budownictwa czeka w perspektywie najbliższych kilku kwartałów spowolnienie tempa wzrostu, które z dużym prawdopodobieństwem przerodzi się w dekoniunkturę.

Michał Sztabler, ekspert Trigon Dom Maklerski, który przygotował raport „Koniunktura a koszty stałe w firmach”, również zgadza się z taką tezą. Przewiduje on: — spadek wydatków na centralne inwestycje drogowe (autostrady, drogi ekspresowe), — zmniejszenie inwestycji infrastrukturalnych samorządów (ekologia, drogi lokalne, edukacja) i jednostek budżetowych, — ograniczenie inwestycji deweloperskich: w pierwszej kolejności mieszkaniowych, następnie zapewne handlowych i być może także biurowych, — brak wyraźnego ożywienia w inwestycjach branży przemysłowej. „Choć widzimy obszary, w których koniunktura powinna się utrzymać, to jednak gros rynku budowlanego czeka najprawdopodobniej kilka chudych lat” — prognozuje Michał Sztabler.

Analityk z krakowskiego domu maklerskiego przeanalizował „potencjał produkcyjny” giełdowych firm budowlanych. Chodzi przede wszystkim o zatrudnienie (definiowany przez płace i narzuty) oraz majątek trwały (amortyzacja). Oba te elementy generują koszty niezależnie od wielkości realizowanej sprzedaży — wobec zbliżającej się zapaści, im są większe, tym gorzej. „Firmy bardziej elastyczne łatwiej poradzą sobie z ewentualnym spadkiem sprzedaży, gdyż większość kosztów nie ma charakteru stałego. W takim przypadku nawet znaczący spadek obrotów nie musi powodować strat na działalności podstawowej” — czytamy w raporcie.

Pod względem wielkości zatrudnienia wyróżnia się Polimex, którego załoga liczy (dane na koniec 2010 r.) ponad 14,2 tys. osób. Pozostałe duże firmy budowlane mają znacznie niższe zatrudnienie (3-5 tys. osób). Sam poziom zatrudnienia nie może być jednak analizowany w oderwaniu od sprzedaży. „Duże spółki budowlane osiągają tak wysokie przychody, że nawet wysokie zatrudnienie nie stanowi istotnego składnika ich kosztów, jak ma to miejsce w niektórych mniejszych firmach o relatywnie niskim zatrudnieniu” — zauważa Michał Sztabler.

Jeśli nadchodząca dekoniunktura w branży przełoży się na spadek sprzedaży,to warto też sprawdzić, jak głęboki musiałby być ten spadek, aby spółki zaczęły generować straty. W takim przypadku elementem branym pod uwagę musi być też rentowność prowadzonego biznesu. „Przy identycznym udziale kosztów stałych w przychodach spółki o relatywnie wysokiej rentowności mają większą »poduszkę bezpieczeństwa«, tj. potencjalny spadek sprzedaży musiałby być wyższy, aby spowodować straty. Dlatego też nie powinna dziwić wysoka lokata takich firm, jak PA Nova, Mirbud (niskie koszty stałe przy dość wysokiej rentowności biznesu) czy Tesgas oraz PBG (wysoka rentowność)” — czytamy w raporcie Trigon DM.

Spółki z dużym udziałem kosztów zmiennych i dość niską rentownością odczują skutki kryzysu najszybciej. „Niektóre firmy (Remak, Energoinstal) już teraz są blisko swojego break-even point i nawet kilkuprocentowy spadek przychodów może spowodować ujemny wynik operacyjny” — twierdzi Michał Sztabler.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Stec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Koszty kulą u nogi firm budowlanych