Koszty nadal budzą emocje

Kamil Zatoński
opublikowano: 2004-05-31 00:00

Ceny doradztwa bardzo spadły w ostatnich latach. Taniej już nie będzie — ostrzegają eksperci. To nie przekonuje szefów spółek.

Choć ostatnie emisje pokazały, że ich koszt można zamknąć w 2 proc. wartości oferty, to prezesów nowych spółek nadal przyprawia o dreszcze konieczność wydania kilkuset tysięcy złotych. Czy słusznie?

Dodatkowe korzyści

— Firmy zyskują dzięki emisji nie tylko pieniądze, ale także stabilnych inwestorów i renomę. Banki chętniej otwierają przed nimi drzwi, kontrahenci udzielają dłuższych kredytów kupieckich. A to są konkretne pieniądze — przekonuje Grzegorz Leszczyński, prezes IDM.

— Budowa wiarygodnego wizerunku, który niemal automatycznie daje wejście na giełdę, kosztowałaby o wiele więcej, gdyby chcieć wynająć agencję public relations — dodaje Tadeusz Madej, prezes CET.

Czy na czymś da się zaoszczędzić? Może, ale czasem nie warto.

— Analizując koszty audytu przy niektórych emisjach, można sobie zadać pytanie, czy w ogóle za te pieniądze dało się zbadać finanse firmy — mówi Tadeusz Madej.

— Czasem mam wrażenie, że firma udaje, że płaci, a audytor udaje, że bada. Gdzieś jest granica kosztów, poniżej której nie należy schodzić — uważa Andre Helin z BDO.

Może być drożej

Paradoksalnie, koszty emisji mogą wkrótce pójść w górę.

— Przy tym wysypie ofert to biura maklerskie mogą przebierać i stawiać warunki. Poza tym zwyczajnie mogą nie mieć mocy przerobowych — uważa szef IDM.

Grzegorz Leszczyński apeluje jednak, żeby nie demonizować kosztów debiutu.

— Wprowadziliśmy na giełdę kilkunastu emitentów i nigdy koszty nie były dla nich problemem. Liczy się przecież kapitał pozyskany z rynku, koszty są sprawą drugorzędną — mówi prezes IDM.

— Jeśli pierwsze podwyższenie kapitału poprzez giełdę kosztuje średnio 4 proc. wartości emisji, to wydatki na kolejne nie przekraczają 1,5 proc. — podsumowuje Wiesław Rozłucki, prezes GPW.