Polskim firmom przybywa pieniędzy. Domy maklerskie przekonują, że warto
zaryzykować i kupić akcje. A banki? Co robią banki?
Już pobieżna analiza struktury depozytów bankowych wskazuje, że w odróżnieniu od gospodarstw domowych, których oszczędności praktycznie nie rosną, firmy odkładają coraz więcej pieniędzy. Według raportu NBP „Podaż pieniądze i czynniki jego kreacji” w grudniu 2005 było to blisko 100 mld. złotych i jest to już tylko dwukrotnie mniej niż depozyty gospodarstw domowych. A jeszcze w 2003 r. tych drugich było aż trzykrotnie więcej niż pierwszych!
— Wraz ze wzrostem zaufania Polaków do giełdy powinno przybywać również klientów firmowych. To całkiem nowy, obiecujący rynek — przewiduje Sebastian Siejko, dyrektor departamentu maklerskiego w CA IB.
Inwestycje bez „re”
Przedsiębiorstwa są w stanie tworzyć nadwyżki finansowe, bo same mają coraz większe zyski. Jest to efektem przede wszystkim przeprowadzonych w wielu z nich procesów restrukturyzacji, a także wdrożonych w okresie recesji programów oszczędnościowych. Firmy w znacznym stopniu ograniczyły koszta, nie tylko osobowe, ale też operacyjne, co przy jednoczesnym wzroście produkcji oraz sprzedaży, daje efekty w postaci większych zysków.
Oczywiście z punktu widzenia gospodarki najlepiej by było, gdyby zyski były reinwestowane. Ale chcąc się zdecydować na dalsze rozwijanie firmy, jej zarządzający muszą wierzyć, że sytuacja w ich branży oraz w gospodarce jest stabilna. Chodzi po prostu o to, żeby udało się utrzymać wzrost w dłuższym czasie. Jednak na razie wstrzymują się z inwestowaniem, prawdopodobnie dlatego, że odczytują sytuację w Polsce jako mocno niepewną. I dlatego również udało im się wypracować nadwyżki finansowe. Najlepiej oczywiście, żeby były one reinwestowane w produkcję. A jeśli nie, to przynajmniej efektywnie zagospodarowane na rynku finansowym.
Co zrobić z pieniędzmi?
Te oszczędności to naprawdę czasem ogromne sumy. Ekstrakapitał, który przy dobrym, sensownym inwestowaniu może przynieść firmom dodatkowe zyski. Oczywiście tylko duże korporacje stać na korzystanie z usług profesjonalnych doradców lub zatrudnienie doświadczonego pracownika, który będzie odpowiadał za zarządzanie pieniędzmi firmy. Mniejsze firmy mogą skorzystać z oferty banków, która wbrew pozorom nie skazuje ich na małe zyski. Trzeba jednak umieć jak najlepiej wykorzystać możliwości stwarzane przez banki.
Efektem niskich stóp rynkowych jest to, że oprocentowanie prostych lokat jest niskie, czasem wręcz symboliczne. Banki kuszą wprawdzie indywidualnie negocjowanym oprocentowaniem depozytów, ale możliwość uzyskania dodatkowych kilku dziesiątych procenta wiąże się z tak skomplikowaną i czasochłonną procedurą, że wielu przedsiębiorców uznaje, iż gra nie jest warta świeczki. Firmy poszukują takiej możliwości inwestowania, która z jednej strony przyniesie większe zyski niż lokata, z drugiej zaś umożliwi im — w razie potrzeby — łatwy dostęp do ulokowanych pieniędzy.
— Niskie stopy procentowe skłaniają firmy do poszukiwania alternatywy dla inwestowania wolnych środków — zauważa Sebastian Siejko. Patrząc na rynek funduszy inwestycyjnych, można przypuszczać, że część z napływających do nich dużym strumieniem pieniędzy pochodzi właśnie od przedsiębiorstw.
A może giełda?
Warszawska giełda — w związku z trwająca hossą — była w 2005 roku miejscem spektakularnych debiutów. Właściciele coraz chętniej dążą do wprowadzenia firmy na giełdę, zdając sobie sprawę z tego, że jest to doskonałe miejsce do zdobycia kapitału na rozwój. Duże domy maklerskie wydzieliły nawet u siebie pion „corporate finance”, odpowiedzialny za pozyskiwanie kapitału, organizowanie fuzji i przejęć, obsługę procesów prywatyzacyjnych. Nie każda jednak firma — z różnych przyczyn — może myśleć o wyemitowaniu i upublicznieniu swoich akcji i debiucie na giełdzie. Nie oznacza to jednak, że nie znajdzie w ofercie domów maklerskich czegoś dla siebie. Firmy mają możliwość inwestowania za pośrednictwem maklerów wolnych środków, których nie przeznaczają w danej chwili na inwestycje. Te oszczędności mogą przynieść zyski, a przy dobrym zarządzaniu — nawet całkiem pokaźne.
Trwająca od dwóch lat hossa na giełdzie sprawiła, że przedsiębiorstwa coraz chętniej zerkają na giełdę. Rośnie przekonanie co do tego, że na parkiecie można dużo zarobić, nawet nie będąc ekspertem od ekonomii. Tym bardziej, że coraz mocniej przekonują do tego zarówno banki, jak i domy maklerskie. Za ich pośrednictwem firmy mogą inwestować nie tylko w bony i obligacje skarbowe, inne papiery dłużne, ale również w akcje. Według danych za II półrocze 2005 uzyskanych z Giełdy Papierów Wartościowych udział inwestorów instytucjonalnych na rynku kasowym wynosił 33 proc., przy wzroście obrotów o ponad 1/3.
— Hossa na GPW przyciągnęła do inwestowania w akcje także firmy, choć oczywiście nie tak dużo, jak inwestorów indywidualnych — mówi Adam Atamański, makler z ING Securities.
Przedsiębiorstwa są jednak dużo ostrożniejsze przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Niezależnie od koniunktury sporo z nich inwestuje nadwyżki finansowe w obligacje skarbowe notowane na giełdzie
Dla instytucji finansowych
Na pewno stanowią one sensowną alternatywę dla lokat bankowych. Ale trudno oczekiwać po nich znaczących zysków. Natomiast dla firm oczekujących godziwych profitów z inwestowania wolnych środków ofertę przygotowały domy maklerskie. Zakłady ubezpieczeniowe, towarzystwa funduszy inwestycyjnych, powszechne towarzystwa emerytalne inwestują pieniądze powierzone przez klientów, a domy maklerskie zajmują się techniczną obsługą tych inwestycji. Te instytucje finansowe, będąc bezpośrednio klientami domów maklerskich, same ustalają strategię inwestycyjną dla ulokowanych przez ich klientów środków. Maklerów potrzebują jako wykonawców tych decyzji. Ponieważ obracają olbrzymimi kwotami, chętnie korzystają z usług domów maklerskich ukierunkowanych na obsługę instytucji finansowych.
— Nasza firma specjalizuje się w obsłudze klientów korporacyjnych, nie przyjmujemy klientów indywidualnych — podkreśla Sebastian Siejko. Koncentrujemy się na obsłudze klientów z segmentu tzw. profesjonalnego. Dla nich świadczymy szeroko rozumiane usługi maklerskie, pośrednicząc nie tylko w obrocie akcjami, ale oferując również usługi analityczne.
Nie kosztuje wiele
Oczywiście — nawet te najbardziej wyspecjalizowane domy maklerskie — nie istnieją tylko dla wielkich korporacji czy największych instytucji finansowych. Może korzystać z nich także zwykłe, ale mocne na rynku przedsiębiorstwo. Jak to jednak robić? Chcąc dokonywać transakcji, firma musi założyć rachunek inwestycyjny w biurze maklerskim. Czasami najtaniej będzie to zrobić w tym, który należy do tej samej grupy kapitałowej co bank klienta; wówczas można liczyć nawet na całkowite zwolnienie z opłat.
Są jeszcze inne powody, dla których warto sprawdzić ofertę swojego banku w zakresie usług maklerskich: bezpłatne i realizowane w czasie rzeczywistym przelewy „na” i „z” rachunku inwestycyjnego. Czasami również możliwa jest integracja rachunków pozwalająca na wygodniejsze dokonywanie transakcji. Opłaty za prowadzenie rachunku nie są jednak dla potencjalnego inwestora najważniejsze, bo przy wysokich zyskach będą one niewidoczne. Naprawdę liczą się prowizje od transakcji, a te zależą przede wszystkim od tego, w co firma inwestuje i jaką drogą składa zlecenie.
W co iwestować?
Możliwości jest bardzo dużo. Oferta większości domów maklerskich pozwala na inwestowanie we wszystkie instrumenty notowane na warszawskiej giełdzie: akcje, obligacje, kontrakty terminowe itp. Decyzja, w co inwestować, pociąga za sobą konsekwencje: różna jest stopa zyskowności inwestycji i wiążące się z tym różne jest ryzyko, A co za tym idzie, konieczne jest tu posiadanie odpowiedniej wiedzy. Zróżnicowane są też prowizje pobierane za dokonywanie transakcji.
To właśnie wiążące się z tym koszty do niedawna jeszcze odstraszały firmy. W CA IB prowizja do transakcji na rynku akcji to aż 415 zł + 0,65 proc. wartości transakcji (i to dla transakcji powyżej 50 tys.), w DB Securities — 0,90 proc. (minimum 50 zł).
W sieci taniej
Szansą na obniżenie prowizji jest składanie zleceń przez internet. Taką możliwość daje część domów maklerskich. Zapewne dlatego coraz więcej operacji przeprowadzanych jest właśnie tą drogą. W ubiegłym roku była to już ponad połowa wszystkich zleceń. Dla przykładu: DM BGŻ za transakcje na rynku akcji standardowo pobiera 0,5 proc. (wartości transakcji) + 120 zł, ale jeśli się to robi przez internet — już tylko 0,36 proc. (min. 28 zł). W Domu Inwestycyjnym BRE Banku internauta odda 0,39 proc. (min. 5 zł), w ING Securities 0,39 proc., w DM BISE 0,40 proc. (min. 2,50 zł), w DM BPH 0,40 proc. — nie mniej niż 6 zł, w CDM Pekao — 0,40 proc. (min. 8 zł). DM Penetrator wielkość prowizji wiąże ściśle z wysokością obrotów na rachunku — przy obrotach powyżej 50 tys. zł wynosi ona 0,4 proc. + 190 zł. Amerbrokers pobiera jedynie 0,25 proc. (dla transakcji powyżej 25 tys. zł).
Niższe prowizje są dla transakcji na rynku obligacji. W DM BISE to 0,19 proc., w CDM Pekao, DI BRE, DM BEŻ oraz ING Securities to z kolei 0,20 proc. (nie mniej jednak niż 5 zł). W DM Penetrator 0,25 proc., a w DB Securities 0,30 proc. (min. 30 zł).
Wprawieni inwestorzy mogą obracać kontraktami terminowymi. Wówczas płacą prowizję „zryczałtowaną” od zawarcia każdego kontraktu: w DM BISE już od 11 zł, w DI BRE i DM BGŻ — 12 zł, w CDM — 13 zł, w DB Securities — 20 zł, a w DM Penetrator — do 24 zł.
A może za granicą?
Teoretycznie firmy mogą też swe nadwyżki finansowe ulokować na giełdach międzynarodowych. Umożliwiają to między innymi: DB Securities, DM Penetrator, ING Securities, IDM BRE. Pochodząca z Czech Grupa Finansowa FIO umożliwia inwestowanie wyłącznie na rynkach zagranicznych — ze szczególnym uwzględnieniem USA. Lokowanie za granicą wiąże się jednak z dużo wyższymi opłatami, np. minimalna prowizja od takiej transakcji w DB Securities to 100 EUR. Granie na giełdach światowych wymaga jednak dużej wiedzy i dostępu do informacji o gospodarce w innych krajach. A co za tym idzie — obarczone jest większym ryzykiem. Maklerzy zgodnie przyznają, że polskie firmy, które decydują się na bezpośrednie inwestowanie na rynkach zagranicznych, stanowią niewielki odsetek interesujących się pomnażaniem pieniędzy. Tego rodzaju transakcje przeprowadzają głównie klienci tzw. segmentu profesjonalnego (czyli instytucje finansowe).
Jeśli pozytywne tendencje w gospodarce się utrzymają, to oczywiście firmy będą gromadziły coraz więcej pieniędzy. Na pewno będą szukać dla siebie jak największych korzyści. Lokaty im tego nie zapewnią. Dobra koniunktura na giełdzie może skłonić je do inwestycji na rynku kapitałowym.