Koty mruczą w warszawskiej kawiarni

opublikowano: 31-03-2016, 22:00

W Miau Cafe można wypić kawę w towarzystwie kotów. Zrzucili się na to internauci, przekazując prawie 70 tys. zł.

Pod koniec stycznia na warszawskiej Woli ruszyła kawiarnia, w której można wypić kawę w towarzystwie kotów. To pomysł Anny Pawlickiej, która w ten sposób spełnia swoje marzenie o posiadaniu kawiarni.

Kawa, spokój, cicha muzyka i koty do towarzystwa — to pomysł na biznes Anny Pawlickiej, właścicielki Miau Cafe, która w ten sposób spełnia swoje marzenia o posiadaniu kawiarni.
Wyświetl galerię [1/2]

KAWA I KOTY:

Kawa, spokój, cicha muzyka i koty do towarzystwa — to pomysł na biznes Anny Pawlickiej, właścicielki Miau Cafe, która w ten sposób spełnia swoje marzenia o posiadaniu kawiarni. Marek Wiśniewski

— Nie jest to proste, bo w Warszawie funkcjonuje mnóstwo takich miejsc i żeby się przebić na rynku, trzeba się czymś wyróżnić — twierdzi właścicielka warszawskiego Miau Cafe. Wyróżnikiem jest siedem mieszkających w kawiarni kotów, które mają umilać czas klientom i działać na nich relaksacyjnie. Ale nie tylko.

— Jest w tym głębsza idea, bo współpracujemy z fundacjami, pośrednicząc w adopcji kotów oraz pomagając w znajdowaniu im domów. Robimy wszystko, żeby nie trafiały do schronisk — mówi Anna Pawlicka.

Kawiarnia organizuje także różnego rodzaju akcje wspierające takie fundacje — na przykład zniżki na kawę za przyniesienie karmy dla kotów na rzecz fundacji albo schroniska. Przede wszystkim jednak ma to być miejsce, gdzie można spokojnie wypić kawę i przytulić kota. Od wielu kawiarni różni się nie tylko obecnością zwierząt, ale także atmosferą.

— Muzyka u nas gra znacznie ciszej niż w innych kawiarniach, dlatego też klienci automatycznie rozmawiają szeptem — mówi Anna Pawlicka. Ponadto właścicielka stara się, żeby klienci czuli się tutaj jak w domu. Ma być swojsko i wygodnie. Kawiarnia składa się z dwóch pomieszczeń, głównie ze względu na wymogi sanepidu. W pierwszym przygotowywana jest kawa i przekąski, a w drugim mieszkają koty. Obydwa pomieszczenia dostępne są dla klientów. Na swoją działalność Anna Pawlicka pozyskała ponad

68 tys. zł z planowanych 45 tys. zł, w ramach akcji crowdfundingowej. Zostało z tego ok. 50 tys. po odjęciu kosztów prowadzenia akcji przez pośredniczące firmy, ale na otwarcie kawiarni i tak nie wystarczyło.

— Musiałam dobrać drugie tyle kredytu. Czynsze w Warszawie są bardzo wysokie, a opieka nad kotami to dodatkowy obowiązek, który wiąże się z zatrudnieniem większej liczby osób. Trzeba je nie tylko karmić, ale również mieć dobrego lekarza pod ręką — mówi Anna Pawlicka.

Mimo to, kawiarnia od samego początku przyciąga tylu klientów, że gdyby nie konieczność spłaty inwestycji początkowej, mogłaby już na siebie zarabiać. Miau Cafe to niejedyna kawiarnia z kotami w Polsce. Pierwsza, o nazwie Kociarnia, powstała w 2015 r. w Krakowie, a kolejna — Mrau Cafe, pod koniec ubiegłego roku w Lublinie. Pomysł nie jest też obcy światu — kolebką kocich kawiarni jest Azja, ale takie miejsca zaczęły się pojawiać także w innych krajach na całym świecie. Swoje kocie kawiarnie ma już nie tylko Australia czy Stany Zjednoczone — można je znaleźć także w Europie: Wielkiej Brytanii, Francji, Austrii czy na Węgrzech.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy