Czytasz dzięki

Kowalski ceni polskich jubilerów

Polacy coraz więcej wydają na biżuterię — najchętniej rodzimych marek. Lubią też błyskotki z sieci... odzieżowych

W 2018 r. wartość rynku biżuterii w Polsce wyniosła około 3 mld zł. 2,4 mld zł przypadło na wyroby z metali i kamieni szlachetnych, a 600 mln zł na tzw. segment modowy, który — według prognoz Euromonitora International (EI) — do 2024 r. urośnie do 1 mld zł.

— Polacy podążają za trendami w modzie, ale niekoniecznie chcą na to dużo wydawać. Stąd spora popularność stosunkowo taniej biżuterii modowej, którą można częściej wymieniać. Z danych EI wynika, że w pierwszej dziesiątce marek, które mają największy udział w polskim rynku biżuterii, są aż trzy odzieżowe: H&M, Reserved i Zara — mówi Tomasz Wiśniewski, partner w KPMG w Polsce.

Podium od kilku lat należy do rodzimego trio: Apartu, W. Kruka i Yesa. Łącznie należydo nich połowa krajowego rynku biżuterii szlachetnej.

— Przychody Apartu to około 600 mln zł, czyli tyle ile dwóch pozostałych firm razem wziętych — informuje Tomasz Wiśniewski.

Ekspert szacuje, że do 2024 r. ten segment rynku może urosnąć nawet o ponad 40 proc.

Luksus z historią

Krzysztof Marzec, zastępca dyrektora w dziale handlowym w CBRE, podkreśla, że krajowi liderzy nie oddają pola, choć w Polsce pojawia się coraz więcej zagranicznej konkurencji. Obcym markom niełatwo rywalizować z firmami obecnymi nad Wisłą od taki wielu lat.

— Apart i Yes działają od kilkudziesięciu lat, a W.Kruk obchodzi w tym roku 180-lecie działalności. Zagraniczne marki, które chciałyby wskoczyć na podium, muszą liczyć się z tym, że polski klient potrzebuje czasu na przekonanie się do nowości — mówi Tomasz Wiśniewski.

Na inne przewagi największych rodzimych jubilerów zwraca uwagę Karolina Karolczak, dyrektor ds. zakupów w Sodexo.

— Apart, W.Kruk i Yes to silne lokalne brandy, które mają rozbudowaną sieć sprzedaży i szeroką ofertę z różnych półek cenowych — mówi ekspertka.

Magia niedostępności

Na rynku jest jednak miejsce także dla innych graczy. Karolina Karolczak dzieli ich na dwie kategorie.

— Jedna to marki międzynarodowe z długoletnią tradycją, jak np. Swarovski, którego charakterystyczny dizajn nie trafia w gust każdego klienta, ale ma rzeszę zwolenników. Do drugiej można zaliczyć marki o charakterystycznych detalach, które stawiają na emocje i doświadczenie klienta, np. Pandora i Tous — mówi dyrektor z Sodexo.

Tous, hiszpańska marka spod znaku misia, na polskim rynku czuje się świetnie. Od 2009 r. otworzyła 45 salonów. Najszybciej rosła w 2014 r., kiedy przybyło ich aż 18. Marka oferuje produkty z tzw. klasy affordableluxury (z ang. — luksus w przystępnej cenie). Nie zamierza walczyć z lokalnymi potentatami. Ma na siebie inny pomysł.

— Aby być atrakcyjnym, nie trzeba być w każdej możliwej lokalizacji. Atrakcyjność polega na pewnego rodzaju niedostępności, ale odpowiednio wyważonej i dopasowanej do oczekiwań konsumenta — uważa Eugeniusz Jasikowski, prezes Oriens Bijou, generalnego przedstawiciela Tousa w Polsce.

Zdaniem ekspertów jubilerzy mają w u nas dobre perspektywy, bo statystyczny polski klient wydaje na biżuterię coraz więcej, ale wciąż niewiele w porównaniu z zachodnimi konsumentami. Zmieniają się też jego zwyczaje zakupowe.

— Patrzy na brand i cenę, interesuje go szeroki asortyment i dostępność sklepów. Coraz częściej kupuje wielokanałowo — przed odwiedzeniem salonu przegląda ofertę online — mówi Karolina Karolczak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dominika Masajło

Polecane