Nietypowe poruszenie na rynku żywności o długim terminie przydatności do spożycia dostrzegła jedna z sieci.

— W ostatnich dniach odnotowujemy wzrost sprzedaży trwałych artykułów spożywczych jak konserwy czy makarony — mówi Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów (PGS). Do gromadzenia zapasów żywności i wody pitnej byli ostatnio zachęcani Niemcy, a polskie media szeroko o tym informowały. Chodziło o zapewnienie sobie przetrwania przez 10 dni w przypadku załamania systemu zaopatrzenia spowodowanego kryzysem. PGS zauważyła wzrost sprzedaży szczególnie na wschodzie kraju.
— Sytuacja za wschodnimi granicami Polski zapewne ma wpływ na poziom sprzedaży — ludzie intuicyjniemogą gromadzić zapasy w związku z medialnymi doniesieniami o zagrożeniu ze strony Rosji. Zakładam jednak, że głównąprzyczyną jest realizacja programu 500+. Solidny zastrzyk gotówki z pewnością zwiększa konsumpcję większości rodzin, nie tylko najbiedniejszych.W pierwszej kolejności konsumenci kupili sprzęt AGD, m.in. lodówki, a teraz chcą się nacieszyć konsumpcją — uważa Michał Sadecki. Krzysztof Tokarz, prezes Grupy Specjał, nie zauważył wzrostu popytu na trwalszą żywność w zarządzanej przez siebie sieci.
— Widzimy, że rośnie wartość koszyka zakupów. Konsumenci nie kupują jednak więcej, bo nie są przecież w stanie więcej zjeść, ale wybierają produkty droższe — mówi Krzysztof Tokarz. Zmian w popycie na trwałą żywność nie zauważyło też Tesco.
— Ewentualne przesunięcia mają charakter sezonowy, a latem klienci mają większy wybór produktów świeżych — mówi Michał Sikora, rzecznik Tesco Polska. Zdaniem Krzysztofa Tokarza, gromadzenie zapasów na wypadek kryzysu jest możliwe tylko w bogatych społeczeństwach.
— Po pierwsze — to jednorazowy zakup o wysokiej wartości, a po drugie — zapasy trzeba regularnie odtwarzać — wyjaśnia szef Grupy Specjał.