Krachu na rynku nie będzie

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 18-10-2006, 00:00

Emisja zapewni Dom Development środki na cztery lata działalności. I to ma na razie wystarczyć.

„Puls Biznesu”: Na zakup gruntów chcecie przeznaczyć 210 mln zł. Czy te środki wystarczą na realizację 33 projektów, o których piszecie w prospekcie?

Jarosław Szanajca, prezes Dom Development: W prospekcie piszemy o 33 planowanych projektach. Mamy już zarezerwowane grunty. Środki z emisji posłużą raczej na zakup następnych, a dzięki emisji zapewnimy sobie finansowanie projektów na najbliższe cztery lata. W tym czasie nie planuję emisji.

W przeszłości spółce zdarzało się przekraczać dopuszczone przez wierzycieli wskaźniki zadłużenia. Czy rozwój nadal będzie finansowany przez kredyty?

Zmiana struktury kapitałów to jeden z głównych powodów wejścia na GPW. Chcemy zmniejszyć wskaźniki zadłużenia, bo dzięki temu będziemy mogli nadal rozwijać się przy wsparciu kredytów.

Jak długo mogą rosnąć ceny mieszkań? Czy na rynku nieruchomości nie mamy już bańki spekulacyjnej?

Ostatnie wzrosty to nie jest bańka spekulacyjna. Raczej nadrabianie zaległości. Stało się to możliwe dzięki bankom, które zwiększyły siłę nabywczą Polaków dostępnymi kredytami. Wzrost popytu, przy jednoczesnej słabej podaży, musiał wywołać skok cen.

Skoro banki nakręciły koniunkturę, to równie dobrze mogą położyć jej kres. Nie boi się pan krachu?

Oczekuję, że od 2007 r. roczny wzrost ustabilizuje się na poziomie poniżej 10 proc., ale krachu na rynku nieruchomości nie przewiduję. Nasza spółka nadal jest na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Przecież atrakcyjne kredyty hipoteczne istnieją dopiero od dwóch lat. Pamiętajmy, że w Hiszpanii i Irlandii po wejściu do Unii Europejskiej ceny mieszkań rosły przez kilkanaście lat. Polska, z niedoborem mieszkań, ma nawet lepsze warunki do rozwoju rynku niż te kraje.

Ale wasze ambicje i tak są imponujące. 15 proc. warszawskiego rynku przy coraz silniejszej konkurencji to dużo.

Oczekuję, że taki poziom osiągniemy w trzy-cztery lata. Szanujemy naszych konkurentów, ale na razie lepiej niż zagraniczni rywale radzimy sobie z zakupami gruntów i procedurami. Oczywiście to się może zmienić.

Pana spółka ma wyjątkową zdolność do zdobywania tanich i atrakcyjnych gruntów. Jak to robicie?

Oczekujemy, że ceny gruntów będą rosły szybciej niż ceny mieszkań. To jeden z powodów naszych intensywnych zakupów. Zajmuje się tym duży i sprawny zespół. Liczy się także nasza reputacja, dzięki której sprzedawca jest pewien dobrej obsługi. Po wejściu na GPW nasza wiarygodność powinna jeszcze wzrosnąć.

Do wzrostu cen gruntów dodać trzeba rosnące koszty robocizny. Czy wasze marże nie będą topnieć?

Marże już nie będą rosnąć, ale liczymy na ich stabilizację na obecnym poziomie. Koszty robocizny wzrosły w tym roku o 15-20 proc. Na szczęście nasza długoletnia współpraca z wykonawcami przynosi rezultaty i nie mamy problemów z pracownikami. Nowi deweloperzy mogliby jednak mieć kłopoty z zatrudnieniem.

Może lepiej jest w innych regionach kraju?

Poza Warszawą obserwujemy znaczny wzrost cen mieszkań, ale na razie zakładaną przez nas dynamikę wzrostu można osiągnąć na rynku, który znamy. Dlatego koncentrujemy się na stolicy. W przyszłości inwestycje w innych miastach są oczywiście możliwe.

Dlaczego nie podajecie prognoz?

Ofertę kierujemy także do zagranicznych inwestorów, co utrudnia publikowanie szacunków. W pierwszym półroczu wypracowaliśmy 58 mln zł zysku netto, a drugie jest z reguły lepsze, bo większość projektów oddajemy jesienią.

Czy Dom Development BV planu- je w przyszłości sprzedawać swoje akcje?

Dom Development BV zdecydował się sprzedać w ofercie 2,23 mln papierów, co oznacza, że w połączeniu z nową emisją nowi akcjonariusze obejmą 20,5 proc. walorów. Nie przewiduję zmniejszania zaangażowania w spółce przez głównego udziałowca.

Czy po spłacie 10 mln zł na spłatę pożyczek udzielonych spółce przez głównego akcjonariusza znikną wszelkie powiązania pożyczkowe między starymi akcjonariuszami a emitentem?

Po tej spłacie nie będzie już powiązań pożyczkowych między nami a akcjonariuszem.

Kilka tygodni po was na giełdzie pojawi się J.W. Construction. Dlaczego inwestor miałby kupić wasze akcje, a nie papiery głównego rywala?

Uważamy naszą propozycję za atrakcyjną dla inwestorów. Na temat konkurentów nie chcę się wypowiadać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemek Barankiewicz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu