Krajowi dostawcy królują w e-bankingu

Kamil Kosiński
opublikowano: 2001-01-15 00:00

Krajowi dostawcy królują w e-bankingu

Zachodnie aplikacje nie podbiły rynku internetowych usług bankowych

Rynek oprogramowania do bankowości internetowej zdominowały rodzime produkcje. Ich dostawcy twierdzą, że aplikacje zachodnich domów software’owych odbiją im część potencjalnych klientów. Jednak raczej nie dojdzie do powtórki z rynku głównych systemów transakcyjnych dla banków, gdzie krajowe firmy spełniają głównie role serwisantów obcych aplikacji.

Każdy spośród ośmiu banków, które uruchomiły usługi internetowe, korzysta z oprogramowania dostarczonego przez innego dostawcę. Taka wielość stosowanych rozwiązań wydaje się wyjątkowa na rynku aplikacji dla sektora finansowego. Zarówno w przypadku głównych systemów transakcyjnych banków, jak i aplikacji dla biur maklerskich obserwuje się bowiem dominację określonych producentów. Niektórzy przedstawiciele dostawców oprogramowania dla sektora finansowego twierdzą przy tym, że opinia o wyraźnym ujednoliceniu rozwiązań stosowanych w innych dziedzinach informatyki bankowej jest powierzchowna.

— Główne systemy bankowe są tak silnie sparametryzowane, że nawet jeśli pochodzą od jednego dostawcy i noszą te same nazwy, to trudno o nich mówić jak o tej samej aplikacji — podkreśla Tomasz Kuźmierz, dyrektor ds. sprzedaży dla sektora bankowego w Softbanku.

Będzie klarowniej

Nie ulega jednak wątpliwości, że w przypadku aplikacji do bankowości internetowej nie ma nawet wspomnianego podobieństwa dostawców. Część przedstawicieli branży uważa przy tym, że sytuacja ulegnie zmianie, gdy wzrośnie liczba banków oferujących internet banking.

— Wielość aplikacji stosowanych przez banki do obsługi internetowej jest związana ze świeżością tego kanału dystrybucji usług finansowych. Kiedy internet banking znajdzie się w ofercie 30, a nie 8 banków, to ilość dostawców oprogramowania spadnie. Do tego czasu banki określą już bowiem pewien standard technologiczny tych systemów, a część firm informatycznych na pewno nie podoła wymaganiom potencjalnych klientów — wyjaśnia Dariusz Śliwowski, dyrektor generalny ds. sektora finansowo- -bankowego w Computerlandzie.

Zdaniem naszych rozmówców, czołówka dostawców systemów dla bankowości internetowej może się zarysować pod koniec 2001 lub w 2002 roku. Wtedy też z rynku powinny zacząć znikać rozwiązania tworzone przez firmy będące własnością banków lub przez informatyków zatrudnionych bezpośrednio w bankach. Zdaniem naszych rozmówców, istnienie takich rozwiązań świadczy właśnie o niedojrzałości rynku.

— Podstawowe oprogramowanie do bankowości internetowej nie jest tak skomplikowane, jak np. scentralizowane systemy bankowe lub transakcyjne. Dlatego na rynku istnieją rozwiązania stworzone przez same banki. Jednak wraz ze wzrostem wymagań wobec tego typu oprogramowania zostaną one zastąpione przez produkty firm stricte informatycznych. Podobnie było z głównymi systemami transakcyjnymi banków. Początkowo instytucje te tworzyły je we własnym zakresie. Dopiero po jakimś czasie banki doszły do wniosku, że dalszy ich rozwój własnymi siłami nie znajduje ekonomicznego uzasadnienia i zaczęły kupować gotowe aplikacje stworzone przez firmy informatyczne — dodaje Dariusz Śliwowski.

Polskie przetrwają

Zdaniem przedstawicieli branży, nawet za kilka lat rynku nie zdominują zachodni dostawcy aplikacji dla bankowości internetowej. Ich produkty za bardzo bowiem odbiegają od standardów obowiązujących w polskich usługach bankowych.

— Polska bankowość jest dość specyficzna. Od anglosaskiej różni się bardzo wyraźnie, ale i od kontynentalnej wiele ją dzieli. Tam bankowość jest dużo prostsza. Przykładem mogą być konta kredytowe. Na Zachodzie można mieć na nich tylko obciążenia, a w Polsce również depozyty — tłumaczy Tomasz Kuźmierz.

— Sądzę, że gdy rynek aplikacji dla bankowości internetowej się rozwinie, będzie na nim istniała równowaga pomiędzy polskimi i zagranicznymi producentami. To, że ci ostatni dotychczas prawie w ogóle nie zaistnieli, związane jest z pośpiechem, jaki panował przy uruchamianiu usług internetowych przez banki. Wybierały one te aplikacje, które były gotowe do wdrożenia. Dostosowanie zagranicznych aplikacji do krajowej specyfiki zajęłoby kilka do kilkunastu miesięcy, a tyle banki nie chciały czekać — twierdzi Dariusz Śliwowski.