31 sierpnia, kiedy okazało się, że prokuratura chce przedstawić Ryszardowi Krauzemu zarzuty, kursy jego spółek zanurkowały. Niepewni przyszłości inwestorzy pozbywali się akcji firm przedsiębiorcy, który popadł w niełaskę rządzących. Aby zatrzymać panikę, Prokom Investments i spółki zależne zapewniały, że działają normalnie i zgodnie z dotychczasową strategią. Ostatnie doniesienia wydają się potwierdzać, że zarządy Polnordu i Petrolinvestu robią swoje. Czy uda im się przełamać złą passę?
— Uważam, że przy ocenie spółek najważniejsze dla inwestorów są wyniki finansowe. Przyszłość firm z grupy Prokomu będzie zależała więc od tego, jakie sprawozdania pokażą oraz jaką zaprezentują strategię — uważa Rafał Salwa, niezależny analityk.
Według niego, kolejnym ważnym czynnikiem, który będzie wpływał na postrzeganie spółek, będzie koniunktura w branży — petrochemicznej w przypadku Petrolinvestu i deweloperskiej — Polnordu.
Czy kłopoty Ryszarda Krauzego przestaną rzucać cień na spółki z grupy? Aż tak dobrze zapewne nie będzie.
— Oczywiście inwestorzy będą bacznie obserwować, co dzieje się z Prokomem. To nieuniknione — mówi Rafał Salwa.
Jednak, jego zdaniem, ważniejsza będzie sytuacja fundamentalna.
Zarządy spółek z grupy Krauzego robią swoje, ale nie odcinają się od inwestora.
— Chcę podkreślić zasługi Ryszarda Krauzego związane z tym przedsięwzięciem. To dzięki niemu mamy pierwszą baryłkę polskiej ropy z Kazachstanu — powiedział wczoraj Paweł Gricuk, prezes Petrolinvestu.