Kredyt Bank (KB) zarobił w II kwartale 62,5 mln zł, podczas gdy rynek spodziewał się 50 mln zł. Zysk przekroczył prognozy dzięki zabiegowi polegającemu na zamianie metodologii szacowania rezerw. Kredyt Bank pokazał 6 mln zł odpisów, podczas gdy bez zmiany byłoby to ponad 70 mln zł. — Wygląda na to, że zmiana ma uzasadnienie biznesowe, nie jest sztuczką księgową — stwierdza Andrzej Powierża, analityk DM Citi Handlowy.
Zwraca uwagę, że nowa metoda szacowania rezerw miała pozytywny wpływ na portfel detaliczny, ale negatywny dla korporacyjnego, zatem nie jest tak, że bankowi chodziło tylko o podrasowanie wyniku. W kolejnych kwartałach, jak zapowiada bank, odpisy mają utrzymywać się na poziomie z I kwartału, kiedy wysokość rezerw wyniosła prawie 58 mln zł. Kredyt Bank kontynuował w II kwartale przebudowę bilansu, spłacając kredyty od matki. W skali roku finansowanie od grupy KBC spadło o 6,2 mld zł. Operacja była dość kosztowna.
— Patrząc z perspektywy dostarczanego finansowania, widać, że KBC był dobrym właścicielem, bo było tanie. Można to uzasadnić tym, że umowy pochodziły sprzed kryzysu, czyli były zawierane w innych warunkach. Niemniej bank dostawał kroplówkę, która utrzymywała go na plusie. Od kiedy zastępuje finansowanie od matki depozytami, wynik odsetkowy bardzo znacząco spadł — mówi Andrzej Powierża. W I półroczu spadek wyniósł aż 32,2 proc. Andrzej Powierża docenia, że bank był w stanie zebrać z rynku depozyty i zasypać dziurę, jaka powstała po częściowym wycofaniu finansowania od matki.
— Kosztem spadku wyniku i niższej marży odsetkowej, ale udało się. To znaczy, że sieć banku jest sprawna. Jego problemem zawsze były produkty. Gdy BZ WBK zacznie sprzedawać w niej przynoszące zyski produkty, to fuzja z KB mu się opłaci — mówi Andrzej Powierża.