Kredyt na kredyt. I jest lżej

Grzegorz Nawacki
20-09-2006, 00:00

Patrzysz na reklamy kredytów mieszkaniowych i czujesz, że twój kredyt to pułapka? Nie stój z założonymi rękoma, tylko idź do konkurencji i go zmień. To łatwiejsze, niż myślisz.

Kredyty mieszkaniowe zaciągane są na ogół na 25-30 lat, co oznacza, że w każdym miesiącu trzeba będzie przelać do banku określoną kwotę. Jaką? To jesteśmy w stanie przewidzieć, bo bankowcy przedstawią kalkulację. Przeciętny kredytobiorca przełyka ślinę i miesiąc po miesiącu spłaca określoną ratę. Po kilku miesiącach się do tego przyzwyczaja, a po kilkunastu już nawet na tyle, że te kilkaset złotych mniej miesięcznie uznaje za stan naturalny. Tym bardziej że bankowcy zalecają „zapomnieć” o kredycie, bo wtedy spłata podobno mniej boli. Uśpieni monotonią spłacania rat klienci nie analizują rynkowych propozycji, a to błąd, bo w dziedzinie kredytów oferta zmienia się dynamicznie, i to na lepsze dla klienta. A najważniejsze, że można to wykorzystać.

Kredyt nieodkryty

Silna konkurencja między bankami sprawia, że muszą one przedstawiać coraz lepsze oferty. Początkowo polem walki byli potencjalni kredytobiorcy, czyli przyszli właściciele mieszkań. Od pewnego czasu banki zaczęły jednak rywalizować również o tych, którzy zakup mieszkania mają już za sobą i spłacają kredyt od kilku czy kilkunastu lat. Są w stanie zaproponować kredyt na znacząco lepszych warunkach, tak, że klientowi będzie się opłacało przenieść swoje długi. Taki produkt nosi nazwę kredyt refinansowy. Skoro sytuacja jest korzystna dla obu stron: bank zyskuje klienta, a klient oszczędza, to powstaje pytanie, dlaczego kredyty refinansowe są wciąż niezbyt popularne. Na pewno jednym z głównych powodów jest wspomniana niewiedza klientów. Z kolei ci, do których dotrze hasło zmiany kredytu, często nie rozważają tej opcji poważnie, bo wciąż pamiętają znojną procedurę uzyskania kredytu i myśl o przechodzeniu jej jeszcze raz skutecznie odstrasza. Zwolennicy teorii spiskowej przyklasną też myśli, że same banki do tego nie zachęcają, bo kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Zabierając klientów konkurentom, sami ryzykują utratę własnych w ramach „odwetowej” oferty. W efekcie, by zapobiec odpływowi klientów, będą zmuszeni mniej na nich zarabiać. Z kolei bankowcy jako główny powód podają, że po prostu kredyty udzielane są na tak dobrych warunkach, że konkurencji ciężko zaproponować lepsze. Tylko że jakoś tej ostatniej tezy nie popierają klienci.

Może być taniej

To, czy kredyt będzie się opłacało przenieść, zależy oczywiście od tego, na jakich warunkach jest dotychczasowy. Najłatwiej porównać oprocentowanie. Dziś udzielane kredyty mają znacząco niższe niż te sprzed kilku lat, co jest wynikiem głównie spadku stóp procentowych. Odczuli to wszyscy ci, których zaciągnęli kredyt ze zmienną stopą procentową. Dlatego to nie proste porównanie oprocentowania da klientowi odpowiedź na pytanie, który kredyt jest korzystniejszy, lecz porównanie składników oprocentowania. Już tylko nieliczne banki mają oprocentowanie ustalane decyzją zarządu. Zasadą jest, że na oprocentowanie składa się odpowiednia dla waluty kredytu stopa bazowa, np. WIBOR powiększony o marżę banku.

Zmiana kosztuje

Nawet jeśli w wyniku tego porównania okaże się, że kredyt refinansowy ma niższe oprocentowanie, to nie należy biec do pierwszego lepszego banku z wnioskiem o refinansowanie. Przed podjęciem decyzji trzeba bowiem sprawdzić poziom opłat, jakimi jest obarczona ta operacja. Przede wszystkim refinansowanie wiąże się z kosztami administracyjnymi: to m.in. wykreślenie i wpisanie do hipoteki, wycena nieruchomości, podatek od czynności cywilnoprawnych. Niektóre banki w ramach promocji pokryją je, a jeśli nie, to zostaną uwzględnione w kwocie nowego kredytu. Ale to nie koniec, bo jak przy każdym kredycie, trzeba dać zarobić bankowi, płacąc prowizję. Ta jednak nie musi być duża. Niemal wszystkie banki nie pobierają opłat za samo rozpatrzenie wniosku, a przy odrobinie szczęścia można trafić na promocję polegającą na rezygnacji również z prowizji za udzielenie.

Pułapki

Niższe oprocentowanie, prowizje, opłaty — to wszystko jest jedynie środkiem do osiągnięcia celu, jakim jest: oddać do banku jak najmniej. Dlatego większość osób, które rozważają opcję kredytu refinansowego, zapytana o oczekiwania, odpowiada: niższa rata. I choć intencje są jak najbardziej słuszne, to należy uważać na kilka pułapek. Przede wszystkim nawet jeśli nowy kredyt sprawi, że miesięczna rata będzie niższa, to w sumie klient może spłacić więcej. Paradoks? Niekoniecznie. Wszystko zależy od tego, jaką metodą uzyskuje się niższą ratę. Otóż można tego dokonać, wydłużając okres spłaty. Kredyty przeznaczone na refinansowanie to zobowiązania długoterminowe: ING Bank Śląski, PKO BP, Raiffeisen oferują spłatę rozłożoną na 30 lat, Santander Consumer Bank na 32,5 roku, a Millennium aż na 40 lat. Im dłuższy okres spłaty, tym niższa może być rata. Ale w konsekwencji po zsumowaniu rat okaże się, że do banku przyjdzie klientowi oddać więcej. Jedyną metodą porównania kredytów w takim przypadku jest porównanie sumy odsetek od kredytu.

Pułapka pojawia się również przy kredytach walutowych. Zamiana takiego kredytu obarczona jest w większości przypadków kosztem związanym z operacją przewalutowywania. Przenoszony kredyt rzadko bywa bowiem przeliczany z waluty na walutę. Na ogół schemat przenoszenia wygląda tak: stary kredyt przeliczany jest na złote po kursie sprzedaży. Następnie owa kwota konwertowana jest ponownie na walutę obcą, ale tym razem po kursie kupna. W wyniku tych różnic kursowych może okazać się, że zadłużenie klienta znacząco wzrosło. Różnica na niekorzyść klienta sięga 4-5 proc. Osoby myślące o przeniesieniu kredytu walutowego powinny zacząć od sprawdzenia, czy dotychczasowy kredytodawca zgodzi się przyjąć spłatę w walucie obcej.

Nie takie straszne

Jak widać, kredyt refinansowy to produkt bardzo interesujący, bo pozwala zaoszczędzić nawet tym, którym wydawało się, że związali się z danym bankiem na 25 lat i w rozmowach z nim stoją na straconej pozycji. Jednak należy pamiętać, że decyzję o zaciągnięciu takiego kredytu należy poprzedzić solidną porcją wyliczeń.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Kredyt na kredyt. I jest lżej