W środę kurs złotego gwałtownie spadał. Złe nastawienie do polskiej waluty utrzymuje się od dłuższego czasu. Wysoki deficyt budżetowy, afery oraz niepokoje społeczne nie sprzyjają inwestowaniu w Polsce.
Początek handlu nie zapowiadał dużej przeceny krajowej waluty. Dolar na rozpoczęciu sesji kosztował nieco ponad 4 złote, a za euro trzeba było zapłacić około 4,46 zł. Choć od dłuższego już czasu inwestorzy zagraniczni sprzedawali złotego, to nie powodowało to gwałtownego spadku notowań polskiej waluty. W środę do inwestorów zagranicznych przyłączyli się inwestorzy krajowi. W ciągu dwóch godzin kurs dolara wzrósł powyżej 4,05 zł, a kurs euro 4,51 zł. Najwyższe kursy odnotowano około godziny 11.30. Za dolara trzeba było zapłacić wówczas 4,0640 zł, a euro kosztowało 4,5390 zł. Ostatni raz za dolara płacono tyle pod koniec ubiegłego tygodnia. Kurs euro do złotego był najwyższy od 1999 r.
Do południa złoty stracił około 1 proc. do dolara oraz euro. Podobny przebieg miała sesja piątkowa (5 września), wtedy jednak złoty zdołał odrobić straty. Podczas ostatnich sesji osłabieniu złotego sprzyjał rozwój sytuacji na rynku EUR/USD. Spadek notowań waluty europejskiej umożliwił wzrost kursu dolara powyżej 4 złotych. Pokonanie tego poziomu zachęciło inwestorów do dalszych zakupów, co pociągnęło za sobą w górę również kurs euro do złotego.
Złamanie parytetu jest bardzo ważne dla dalszego rozwoju sytuacji. Ostatni raz odchylenie od parytetu miało dodatnie wartości w kwietniu tego roku. W ostatni piątek również kurs euro do dolara miał duży wpływ na rozwój sytuacji. Jego wzrost umożliwił bowiem spadek kursu dolara poniżej 4 złotych, co spowodowało szybką realizację zysków przez inwestorów kupujących dolary i spadek kursu na początku tygodnia w okolice 3,96.
Wysoki deficyt budżetowy, afery oraz niepokoje społeczne nie sprzyjają inwestowaniu w Polsce. Spekuluje się również o ewentualnym obniżeniu ocen dla polskiego zadłużenia przez największe agencje ratingowe. Zagrożenia te są jednak powszechnie znane, a to oznacza, że obecne notowania złotego już je uwzględniają.
W takiej sytuacji można zastanowić się nad kupnem naszej waluty lub uruchomieniem kredytu dewizowego. Jedyną przesłanką, która może przed tym zniechęcać, jest przejście odchylenia na słabszą stronę parytetu. Kryzysu walutowego jednak nie oczekujemy.
Chwile grozy przeżyły wczoraj osoby i firmy, które zaciągnęły kredyty dewizowe w złotych. Wiele z nich zadłużyło się pod koniec 2001 r. po kursie 3,5 — a to oznacza, że na każdym pożyczonym euro stracili już złotówkę. Trzeba jednak pamiętać, że kredyty hipoteczne to zobowiązania długoterminowe i nie należy wpadać w panikę.
Na rynku walutowym wszystko jest możliwe. W kilkuletnim terminie sytuacja może się jeszcze diametralnie zmienić.