Oferta publiczna PGE będzie dla potentata raczej symbolicznym wsparciem
Wpływy z emisji to kropla w morzu wobec planów inwestycyjnych PGE na najbliższe trzy lata.
Właściwie nic by się nie stało, gdyby nie doszło do sprzedaży nowych akcji Polskiej Grupy Energetycznej (PGE). Taki wniosek można wyciągnąć z planów spółki dotyczących działalności inwestycyjno-finansowej na najbliższe lata. PGE chce do końca 2012 r. zrealizować potężny program inwestycyjny, którego wartość szacuje aż na 38,9 mld zł. Wobec tych wydatków wpływy oczekiwane przez spółkę ze sprzedaży nowych akcji w ofercie publicznej to kropla w morzu.
— Mamy dwa podstawowe cele emisyjne: wykup akcji resztówek spółek parterowych (od skarbu państwa — Elektrowni Opole i KWB Turów) oraz inwestycje w nowe moce wytwórcze, a także poprawę efektywności istniejących źródeł i sieci energetycznych. Planujemy na nie odpowiednio 1,5 i 3,5 mld zł — mówi Wojciech Topolnicki, wiceprezes grupy.
W ten sposób resort skarbu, choć na razie nie wystawia akcji w ofercie publicznej (i nie zrobi tego przez najbliższych sześć miesięcy po debiucie), skasuje część gotówki pochodzącej od inwestorów. Pozostałe wpływy z emisji sfinansują zaledwie końcówkę kwoty, którą PGE planuje wydać w najbliższych trzech lat.
Miejsce na dług
— Połowę programu inwestycyjnego będziemy w stanie sfinansować z zysków wypracowanych przez grupę. Resztę nakładów pokryjemy prawdopodobnie głównie emisją euroobligacji. W grę wchodzą również kolejne emisje papierów dłużnych na rynku krajowym i niewielkie kwoty pochodzące z ofert prywatnych — wyjaśnia Wojciech Topolnicki.
PGE ma pole do popisu, bo na razie jej zadłużenie netto to zaledwie nieco ponad 4 mld zł. Tymczasem zysk EBITDA grupy rośnie. W I półroczu 2009 r. spółki PGE wypracowały aż 4,2 mld zł wobec 2,9 mld zł w I półroczu 2008 r. Firmie pomaga dominacja w krajowej produkcji energii, w której PGE ma ponad 40-procentowy udział. Efektywność finansową ma również poprawić wdrażany powoli program restrukturyzacji.
Na co grupa zamierza wydać prawie 40 mld zł? 8,2 mld zł zostanie przeznaczone na inwestycje w energetykę konwencjonalną i aż 8,9 mld zł — w odnawialną. Kolejne 9,5 mld zł grupa chce wyłożyć na modernizację istniejących aktywów wydobywczych i wytwórczych, a 5,5 mld zł — na sieci. W grę wchodzą również akwizycje w Polsce i krajach ościennych.
— Największy projekt, przewidujący budowę dwóch dużych bloków węglowych w Elektrowni Opole, pochłonie 11 mld zł. Kontynuujemy również budowę bloku w Bełchatowie, a w planach mamy kolejny w Turowie i inwestycję green field w elektrownię węglową w okolicach Lublina. Zamierzamy również inwestować w poprawę jakości infrastruktury sieciowej. Przeciętny poziom strat w naszych sieciach dystrybucyjnych jest dwukrotnie większy niż w krajach Europy Zachodniej — dodaje Wojciech Topolnicki.
Czas na wydatki
Choć minął już pierwszy rok obowiązywania programu inwestycyjnego, PGE ma wciąż przed sobą większość wydatków. W tym roku grupa zainwestowała zaledwie 1,6 mld zł. Jednak, jak przekonuje zarząd, inwestycje nie będą się rozkładać równomiernie i na wydatki przyjdzie jeszcze pora.
Tylko 2 mld zł z całego planu wydatków ma trafić do puli nowych technologii — w tym na przygotowanie programu jądrowego. Plany budowy elektrowni atomowych w Polsce to — jak podkreśla Tomasz Zadroga, prezes PGE — jeden z największych wyróżników grupy. Choć perspektywa jest jeszcze odległa — pierwszy blok ma stanąć w 2020 r. — przygotowania już się toczą.
— Prowadzimy rozmowy z potencjalnymi partnerami. Do końca roku zamierzamy powołać grupy robocze, a w przyszłym wyłonić konsorcjum inwestycyjne. Zamierzamy zbudować co najmniej dwa bloki jądrowe o mocy około 3 tys. MW każdy — zapowiada Tomasz Zadroga.
To oznacza, że prawdziwe wydatki dopiero się zaczną, bo — jak informuje spółka w prospekcie emisyjnym — szacunkowy koszt budowy 1 tys. MW mocy jądrowych wynosi 3 mld EUR.
40-50
proc. Taki poziom dywidendy zamierza docelowo rekomendować zarząd PGE.