To scenariusz niemal żywcem wyjęty z podręcznika dla przedsiębiorców: stwórz firmę, rozkręć ją, pozyskaj kapitał na giełdzie, a na końcu — dobrze sprzedaj. Jerzy Malek pokonuje właśnie ostatni etap tej drogi.
Dla pieniędzy i rodziny
Wczoraj Jerzy Malek ogłosił, że porozumiał się z Marine Harvest, norweską firmą specjalizującą się w hodowli łososia, kontrolowaną przez Johna Fredriksena, „norweskiego Arystotelesa Onassisa”, czyli właściciela największej floty tankowców na świecie i najbogatszego Norwega (dopóki nie wyprowadził się na Cypr). Za 48,5 proc. udziałów w Morpolu Jerzy Malek dostanie ponad 937,6 mln norweskich koron, czyli 520 mln zł.
— Silne synergie widać gołym okiem. Morpol to przetwórca łososia, a Marine Harvest to dostawca surowca. To bardzo dobry ruch — komentuje Robert Wijata, prezes Graala, największego przetwórcy ryb w Polsce.
Przedstawiciele Marine Harvest podkreślają, że głównym rynkiem sprzedaży dla Morpolu są Niemcy, choć produkty trafiają łącznie do 39 krajów. — Tymczasem Marine Harvest ma śladowe przychody w Niemczech, co daje nadzieję na znakomite synergie — zauważa Alf-Helge Aarskog, szef Marine Harvest.
To dobry ruch również ze względu na biznesową przyszłość rodziny Jerzego Malka. Biznesmen ma ponad 60 lat i potomstwo, które — jak wskazują koledzy z branży — nie pali się do przejęcia interesów. Sprzedaż to najlepsze wyjście.
Z emigracji do biznesu
Transakcje na pół miliarda złotych nie zdarzają się na polskim rynku codziennie. Ale Jerzy Malek zdążył do tego przyzwyczaić. W końcu już w połowie 2010 r. wprowadził Morpol na norweską giełdę, pozyskując z rynku, bagatela, około 750 mln zł. Imponujący sukces, osiągnięty przez przedsiębiorcę, który czterdzieści lat temu wyemigrował do Kanady, potem trafił do Australii, a dopiero po przemianach wrócił do kraju i w Ustce stworzył pierwszą przetwórnię łososia. Rok temu Malek myślał też o wejściu na polską giełdę, ale po pierwsze — przeszkodziła słaba koniunktura, a po drugie — zadecydowała pewna niechęć biznesmena do polskiego rynku kapitałowego.
— Połów i przetwórstwo łososia to norweski biznes narodowy. W Oslo notowanych jest około 30 spółek o takim profilu. Dlatego norwescy analitycy lepiej rozumieją specyfikę naszej działalności — mówił nam wówczas Jerzy Malek.
OKIEM EKSPERTA
Było już za późno
RYSZARD WOJTKOWSKI
prezes Resource Partners
Od lat obserwuję Morpol. Na początku zupełnie nie wierzyłem w ten model — bo niby dlaczego miałaby odnieść sukces firma sprowadzająca łososie z Morza Północnego, przerabiająca je w Polsce, a potem rozwożąca do sklepów w zachodniej Europie? Okazało się jednak, że to nie model biznesowy był zły, ale mnie brakowało wyobraźni i instynktu. Skala, jakość i logistyczna perfekcja — no, może także akwizycja firmy w Niemczech — otworzyły przed Morpolem europejskie rynki. I tak jak nosi się drewno do lasu — tak Morpol jest największym dostawcą halibuta do Japonii. Jak się przekonałem, że błądzę — chciałem naprawić błąd i miałem nadzieję, że uda mi się zainwestować w tę firmę. Ale za błędy trzeba płacić — było już za późno, Morpol zdecydował się wejść na giełdę w Oslo i nie ma tam już miejsca na fundusz private equity. A szkoda.