Król zupek uskrzydli polskie firmy

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2016-04-28 22:00

Ćwierć wieku temu Tao Ngoc Tu zaczynał biznesową przygodę od restauracji w Gdańsku. Obecnie zarządza grupą przynoszącą pół miliarda obrotu rocznie i wchodzącą na kolejne zagraniczne rynki

— Do Polski przyjechałem studiować trzy miesiące przed wprowadzeniem stanu wojennego. Tu skończyłem studia na Politechnice Gdańskiej, tu poznałem żonę, tu otworzyłem firmę importującą różne produkty z Azji i tu zostałem — wspomina Tao Ngoc Tu, biznesmen o dwóch paszportach — polskim i wietnamskim. Przyznaje, że po tylu latach czuje się bardziej Polakiem, choć jest królem azjatyckich zup i sosów. Przez kilka lat pojawiał się w rankingu 100 najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost”. Historia jego grupy Tan-Viet zaczęła się w 1990 r.

PLATFORMA EKSPANSJI:
PLATFORMA EKSPANSJI:
Tao Ngoc Tu, twórca Tan-Vietu, którego marki TaoTao i Vifon królują wśród produktów kuchni azjatyckiej, wespół z innymi polskimi spożywcami rusza na podbój świata, także z typowo polskimi produktami.
Marek Wiśniewski

— Otworzyłem restaurację wietnamską w Gdańsku, ale była małym biznesem, a ja wierzyłem, że handel zagraniczny pozwoli mi stworzyć duży biznes. Zaczęliśmy importować różne artykuły, w tym spożywcze i ubrania — mówi biznesmen. Zdecydował się skoncentrować na przemyśle spożywczym i w 1995 r. powstała marka TaoTao, obecnie czołowy gracz na polskim rynku sosów orientalnych i makaronów ryżowych. Wtedy też grupa zaczęła rozkręcać eksport. Dekadę później przejęła większość udziałów w firmie Vifon, posiadającej dwie fabryki w Wietnamie, której produkty dystrybuowała w Europie od lat. Vifon to lider rynku zup błyskawicznych w Polsce, na Słowacji i Węgrzech. Do Tan-Viet należą również marki Tokyoto (produkty do sushi i makarony w stylu japońskim) oraz Ammko — polskie zupy w wydaniu błyskawicznym. Ma też trzeci zakład — w polskiej Nidzicy.

— W 2007 r. przejęliśmy spółkę Mewa, uzdrowiliśmy zakład i intensywnie rozwinęliśmy produkcję, a obecnie eksportujemy 90 proc. produkowanych tu konserw — mówi Tao Ngoc Tu. Część produkcji z portfolio grupy jest zlecana na zewnątrz.

— Sos chilli wytwarzany jest według naszych standardów w Tajlandii, a inne w Chinach. Współpracujemy też z czołowymi polskimi producentami, rozwijając eksport — twierdzi biznesmen.

Kuba, czyli wyspa szans

W tym roku zarządzana przez niego grupa ma osiągnąć 131 mln USD przychodów. Po 40 proc. z tej sumy przypada na Polskę i Wietnam. Dynamicznie rośnie też sprzedaż na Kubę pod bardzo rodzimie brzmiącą marką Polka. W zeszłym roku odpowiadała za 8 proc. sprzedaży.

— To jeden z naszych nowszych pomysłów. Znamy się na handlu, współpracujemy z największymi armatorami, więc wykorzystujemy tę wiedzę i doświadczenie, bezpośrednio docierając do odbiorców. Ogromny potencjał dostrzegliśmy na Kubie. Porozumieliśmy się z polskimi producentami i wysyłamy tam mrożonego kurczaka oraz produkty mleczarskie — opowiada Tao Ngoc Tu.

— To ciekawy i obiecujący kierunek. Wysyłamy tam wspólnie z Tan-Vietem mleko, sery i masło. Sami nie mielibyśmy tam takiej siły przebicia. To kwestia znajomości lokalnego rynku i jego różnych zawiłości — dodaje Dariusz Sapiński, prezes Mlekovity.

Dostęp do miliardów

Twórca Tan-Vietu zapowiada, że wyjdzie na kolejne rynki zagraniczne z innymi produktami niż orientalne. Obecnie spółka dociera do Stanów Zjednoczonych, na Węgry, Słowację, do Rumunii, Niemiec i Kambodży. — Jeden z rynków Europy Zachodniej będziemy chcieli uczynić kolejną „Kubą”. Działamy, opierając się na dwóch schematach: otwieraniu własnych spółek sprzedażowych bądź udzielaniu wyłączności na dany kraj jednemu dystrybutorowi. Za granicą mamy jeszcze dużo do ugrania — przekonuje biznesmen. Właśnie ogłoszony plan wzrostu zakłada sześciokrotny wzrost przychodów do 2021 r.

— Widzimy wiele szans. Wchodzimy w kolejne kategorie produktów w Polsce — ostatnią są dania gotowe. Kolejna to makarony bezglutenowe. Od razu kierujemy te nowości na eksport — mówi Tao Ngoc Tu. Jego zdaniem, ogromny potencjał tkwi jeszcze w wietnamskim rynku. — Obecnie to ponad 90 mln konsumentów, a każdego roku przybywa ponad milion mieszkańców. Kraj podpisał w zeszłym roku traktat o wolnym handlu z UE, jest ponadto w ASEAN i TTP, co oznacza, że mamy „bezcłowy” dostęp do 1,8 mld ludzi na świecie — tłumaczy Tao Ngoc Tu. Planuje też „szerokie wejście” m.in. do Wielkiej Brytanii i obu Ameryk.

— Pod tym kątem będziemy rozbudowywać fabryki w Wietnamie. Tam mamy wysokiej klasy specjalistów w zakresie produkcji. W Polsce na razie nie planujemy budowy czy zakupu kolejnego zakładu. Skupiamy się na wysokiej klasy menedżerach, którzy pracują nad ekspansją — opowiada biznesmen. Polska jest też zapleczem niektórych surowców dla wietnamskich fabryk. Znad Wisły eksportowane są m.in. buraki, ziemniaki i niektóre przyprawy, które po przetworzeniu wracają do Polski. — Z Wietnamu nie możemy importować produktów mięsnych do UE, więc importujemy komponenty bezmięsne z naszych fabryk i łączymy je z mięsem z polskiego zakładu. To dobrze przemyślany biznes o wielu synergiach — mówi Tao Ngoc Tu.

OKIEM EKSPERTA

Lek na mentalną barierę

AGNIESZKA GÓRNICKA, prezes firmy badawczej Inquiry

Polscy konsumenci poszukują nowości i różnorodności, a standardowa oferta sklepów nie do końca zaspokaja takie potrzeby. Firma, która ma odwagę wprowadzać sprawdzone na rynku azjatyckim produkty, ma u nas jeszcze spore możliwości rozwoju. Coś podobnego zdarzyło się z kuchnią włoską — teraz powszechne dostępnie włoskie produkty nas już nie dziwią. Im bardziej produkty wpisują się w trend convenience, a więc są w formie instant, pod postacią dań lunchowych itp., tym większą mają szansę na sukces. Model eksportowy polegający na poszerzaniu portfela o produkty innych producentów wygląda bardzo ciekawie — wielu polskich producentów wciąż ma mentalną barierę przed wychodzeniem za granicę bądź nie ma dostatecznej wiedzy, więc takie rozwiązanie powinno się sprawdzić.

OKIEM EKSPERTA

Lek na mentalną barierę

AGNIESZKA GÓRNICKA, prezes firmy badawczej Inquiry

Polscy konsumenci poszukują nowości i różnorodności, a standardowa oferta sklepów nie do końca zaspokaja takie potrzeby. Firma, która ma odwagę wprowadzać sprawdzone na rynku azjatyckim produkty, ma u nas jeszcze spore możliwości rozwoju. Coś podobnego zdarzyło się z kuchnią włoską — teraz powszechne dostępnie włoskie produkty nas już nie dziwią. Im bardziej produkty wpisują się w trend convenience, a więc są w formie instant, pod postacią dań lunchowych itp., tym większą mają szansę na sukces. Model eksportowy polegający na poszerzaniu portfela o produkty innych producentów wygląda bardzo ciekawie — wielu polskich producentów wciąż ma mentalną barierę przed wychodzeniem za granicę bądź nie ma dostatecznej wiedzy, więc takie rozwiązanie powinno się sprawdzić.