Gdy za drugim podejściem Rady Europejskiej, na powtórkowym szczycie beneficjenci budżetu wreszcie osiągnęli z płatnikami netto 8 lutego nad ranem trudny kompromis — z unijnego serca spadł ciężki głaz. Premier Donald Tusk wtedy pokroił w polskim przedstawicielstwie w Brukseli kuszący tort z marcepanowymi 500-eurówkami. Notabene właśnie jego obrazkiem wsparł się, zapowiadając ogłoszenie w środę mitycznej rekonstrukcji rządu. Wskazuje to, jaka będzie linia propagandowa uzasadnienia wymiany ministrów — ci nowi mają rzekomo lepiej zagospodarować wielką kasę.
O wieloletnich ramach finansowych zdecydowali rzeczywiście w lutym szefowie państw i rządów. Dlatego tak zdumiewające było rozciąganie na długie miesiące dywagacji nad budżetem w Parlamencie Europejskim (PE). Politycznie został niby klepnięty w czerwcu, ale po wakacjach na pierwszy plan wyszły prestiżowe rozgrywki między unijnymi instytucjami i urażone ambicje ich szefów. Głosowanie finalne miało się odbyć w październiku, ale dostawienie kropki nad „i” zostało odsunięte jeszcze o miesiąc. Gdy goniony króliczek został wczoraj złowiony, stosunkiem głosów 537:126, przy 19 europosłach wstrzymujących się — wszyscy nagle okazali się ojcami sukcesu. A najbardziej zmiennik Jerzego Buzka na funkcji przewodniczącego PE, niemiecki socjaldemokrata Martin Schulz, któremu marzy się przesiadka w przyszłym roku do ważniejszego fotela szefa Komisji Europejskiej (KE).
Wczoraj w Strasburgu najszczęśliwszym człowiekiem był budżetowy komisarz Janusz Lewandowski. W ostatnich miesiącach KE zajmowała pozycję neutralnego wierzchołka trójkąta władz i nie rozumiała taktyki eurodeputowanych. Zwłaszcza że w pakiecie objętym sporami PE z Radą UE do niedawna znajdował się również budżet tegoroczny, kończący siedmiolatkę 2007–13. A to właśnie do KE spływa z całej wspólnoty wzbierająca obecnie fala faktur, w tym wiele z Polski, których refundacja bez domknięcia formalności nie byłaby możliwa.
Pierwszy raz w dziejach UE wieloletnie ramy finansowe będą realnie mniejsze niż poprzednie. Ale akurat Polska spada na cztery łapy, po raz drugi i zarazem… ostatni. Na dodatek nierychliwi eurodeputowani w kilku szczegółach siedmiolatkę 2014–20 jednak poprawili w stosunku do wersji międzyrządowej z lutego. Będzie możliwe przesuwanie z roku na rok pieniędzy pozostających, aby zapewnić możliwie pełne ich wykorzystanie, gdy dotychczas wracały one do budżetów płatników. Przesunięto także spore kwoty na poprawę sytuacji bezrobotnych młodych Europejczyków, a także dla małych i średnich przedsiębiorstw. Całkowitą nowością jest wymuszony przez PE przegląd siedmioletniego budżetu w 2016 r., którego celem jest uwzględnienie ewentualnego wzrostu gospodarczego w UE. Polskie wybory parlamentarne planowo odbędą się rok wcześniej, zatem za nasz wkład do owego wzrostu odpowiada swoją polityką rząd Donalda Tuska. Czy jednak dotrwa…?